Okazuje się, że wygrana wcale nie jest aż taką wielką sztuką. Wystarczy mieć… No właśnie. Co?

Ten wpis jest skonstruowany całkowicie wbrew sztuce pisania. Stephen King by się uśmiał,  a Alfred Hitchcock nawet nie przeczytałby pierwszego akapitu. Dlaczego? Ano dlatego, że zamiast prowadzić cię, drogi czytelniku przez meandry tez i dywagować, a przerażającą prawdę ukazać gdzieś na dziesiątej podstronie robię coś zupełnie innego – daję ci gotowy przepis tu i teraz, w drugim akapicie. Piszę więc:  aby wygrać World Press Photo wystarczy mieć porządny aparat. To oczywiste. A jaki to porządny aparat? Porządny aparat  to drogi aparat. I duży. Najlepiej z dodatkowym powerbankiem, verticalgripem czy jak to tam zwą. Musi wyglądać. Na dodatek powinien mieć duży obiektyw – najlepiej biały, bo białe są profesjonalne. Do tego szeroki pasek na szyje z wielkim logo i koniecznie dopiskiem „Professional”. Tyle banalnej wiedzy, teraz fakty. Bo zapewne mi nie wierzysz. Ale liczby mówią same za siebie.

Analizując statystyki używanych w tegorocznej edycji konkursu aparatów fotograficznych jasno wynika, że aby zostać zwycięzcą trzeba pracować sprzętem Canona. Przykro mi, kochani użytkownicy Nikonów, Soniaków i innych Olympusów – największe szanse mają canoniarze! Aż 153 zdjęcia z 253 nagrodzonyc zostało wykonanych Canonami. Canonem pracuje też zdobywca głównej nagrody w konkursie – MadsNissen – który zwycięskie zdjęcie, przedstawiające intymny obraz dwóch gejów wykonał modelem Canon 5D Mark III. A ten kosztuje 8 699 zł 9649,00 zł. To chyba jednoznacznie o czymś świadczy, prawda? Zaraz za Canonem, no może nie tak zaraz, spory kawałek dalej jest Nikon. Niestety, tylko 53 zwycięskie zdjęcia wykonano Nikonami. Najczęściej modelem Nikon D3X, który kosztuje jedynie 18 999 zł. Piszę niestety bo sam fotografuję nie najtańszym Nikonem D610 za 5 648 zł. W sumie to gotowa odpowiedź na pytanie dlaczego moje zdjęcia nie wygrały w tegorocznej edycji. Na usprawiedliwienie dodam, że nie wysłałem żadnych. No ale to nie zwalnia mnie z odpowiedzialności. Nie wygrały i już. A mogłem to zrobić Canonem…

Czy ta grupka azjatyckich fotografów ma szansę na World Press Photo? Oczywiście! Co za pytanie??? Sądząc po cenie sprzętu jaki posiadają – ich szanse są w zasadzie stuprocentowe.

 

Wróćmy jednak do porządnych, drogich rozwiązań. Z gracją i wrodzoną elegancją rankingu broni Phase One P45+. Jeśli nie wiecie co to – zapytajcie wujka Google. Powiem tyle: to nie jest aparat fotograficzny, a kosztuje… no bagatelka ok 40 000 zł (tak, czterdzieści tysięcy złotych polskich zero groszy). 10 zdjęć wykonano aparatem Leica M9, którego cena, dająca gwarancję wygranej w konkursie oraz z miejsca pozycjonująca fotografa w kategorii PRO zaczyna się w okolicach 24 000 zł. Przy takiej kwocie nie ma miejsca na pomyłkę. Aparat… w zasadzie fotografuje sam. Wystarczy naciskać spust migawki.

I to by było na tyle. Bo czy jest sens pisać o pozostałych markach, skoro 206 zdjęć z 253 zostało wykonane drogimi aparatami tylko dwóch producentów? No dobra, napiszę. W końcu też są w finale więc pasuję do poradnika „jak wygrać World Press Photo”

Wypadek przy pracy albo ekstrawagancja fotografujących.

Bo jak inaczej można nazwać fakt, że aż 10 zdjęć wykonano Olympusami, w tym najwięcej modelem Olympus E-M1? Skoro cena tego modelu to jedyne 5 498,99 zł –  wiadomo, że nie ma co liczyć na finał, podium, splendor czyli laur zwycięzcy. Tak tanim aparatem nie da się zrobić dobrego zdjęcia. Ale jak widać, że komuś się udało. Ślepy traf (podobnie jak i Ricoh GR  za 2 400 zł – 10 przypadkowych zdjęć, iPhone – 1 zdjęcie, zapewne komuś wypadła komórka i sama zrobiła zdjęcie. No bo jak inaczej?). Cześć fotografów postawiła na oldschool i fotografowała takimi aparatami jak Mamiya 7 czy Hasselblad 500 C/M. Cóż, wolno im. Ale za rok i tak przesiądą się na Canona albo i Nikona. Zwłaszcza jak przeczytają mój artykuł.

EOS_5D_Mark_III_Default_tcm125-932815[1]

# Canon EOS 5D Mark III – taki własnie musisz mieć aparat by zwyciężyć w World Press Photo. Niestety ma bardzo małą matrycę – tylko 22.3 Mpix co w porównaniu do takiego Nikona D800 z matrycą 36,3 Mpix stawia cię w nieco złym świetle. Generalnie Nikon D800 jest bardziej profesjonalny.

Cóż, to byłoby na tyle. Jak widzicie przepis jest banalnie prosty. Warto dodać, że aż 20% zakwalifikowanych do finału zdjęć zostało zdyskwalifikowanych, ponieważ fotografowie przesadzili z obróbką fotografii w komputerze. Mam dla nich przesłanie: kupcie sobie droższe aparaty to nie będziecie musieli robić korekty w komputerze.  Jeśli już jedziecie pół świata by sfotografować jakieś ultra ważne wydarzenie to nie wygłupiajcie się ze sprzętem za 4-5 tys. zł! To żenujące.

W tym roku do konkursu zgłoszono aż 97 671 zdjęć, wykonanych przez 5 692 fotografów ze 131 krajów. Wziąwszy pod uwagę, że tylko 253 zdjęcia zostały nagrodzone wnioski nasuwają się same. Nie da się wygrać Dakaru Polonezem, co nie?

Zobacz zdjęcia World Press Photo 2015, kliknij.

Bardzo dziękuję za inspirację i niezbędne dane serwisowi Bigdata.pl