Widziałem niezliczone ilości zdjęć robionych nocą. Zazwyczaj od tego typu zdjęć zaczynają wszyscy adepci fotografii. Kupują swój pierwszy aparat, statyw, czekają aż zapadnie zmrok i ruszają ?w miasto”.

A potem pokazują te żółto – zielone “dzieła” z wielkimi, czarnymi jak smoła plamami nieba, rozmazanymi przechodniami. Brr, nie ma nic gorszego. Dla mnie fotografia kończy się w momencie, w którym niego z granatowego przechodzi w czarne. I właśnie w tym tkwi cała tajemnica nocnych zdjęć, a raczej fotografii o zmroku. Bo właśnie owa krótka chwila zaraz po zachodzie (a także po wschodzie) słońca – nie bez powodu nazywana przez filmowców magic hours – ma zasadnicze znaczenie dla dzieła fotograficznego. Słońce świeci wówczas zaraz pod horyzontem, światło jest o wiele bardziej ciepłe niż w południe. Jest też bardziej miękkie czego efektem są piękne, głębokie i rozpięte tonalnie przejścia pomiędzy światłami i cieniami. Takie zjawisko występuje ok. 30 min po wschodzie i 30-45 min (im bliżej równika tym krócej) po zachodzie słońca i jest optymalnym czasem do fotografowania. Owszem, później tez jest nieźle ale im bliżej południa (lub całkowitych ciemności wieczorem) tym ostrzej, zimniej i wyżej świeci słońce, czego efektem są zacienione twarze, mocne kontrasty i liczne refleksy świetlne albo zapada całkowity zmrok i fotografowanie oświetlonych, miejskich krajobrazów nie ma sensu…