Kwiecień i maj zawsze wyglądały tak samo. Dwa tygodnie –  fotowyprawa na Kubie (a czasami dłużej), powrót, chwila relaksu i plener fotograficzny w Południowych Morawach, u naszych piwnych sąsiadów.

Piszę w czasie przeszłym, bo to już kolejny rok, kiedy „zawsze” stoi pod szkłem, w ramce na półce i nie jest niczym więcej ponad wspomnienie tego co było, a co… No właśnie, co już nie nigdy wróci? Zmieni się? To ostatnie – na pewno, to drugie –  kiedy i w jaki sposób – to jedna, wielka niewiadoma.

Tej wiosny pomyślałem, że nie ma co czekać na „śnieg w Hawanie”, że trzeba ów maj jakoś zagospodarować. I tak powstał pomysł, aby ruszyć na Ponidzie.

Ponidzie mam pod nosem. Całe 32 km od tablicy anonsującej koniec obszaru Królewskiego Miasta Krakowa. I uwierzycie, że mieszkając tu od 1994 roku… nigdy nie pojechałem tam na zdjęcia?

Wstyd i hańba. Za to w tym roku byłem już trzy razy.

Pojechaliśmy plenerową ekipą z nadzieją, że ta dziwna wiosna (przyszła jakieś dwa tygodnie za późno) zostawiła dla nas co nieco zieleni, brązów, żółci. Bo na Ponidzie można jeździć cały rok, tyle, że dwa wiosenne momenty są optymalne: gdy kwitną drzewa owocowe i biel kontrastuje z brązem i zielenią, zaś drugi raz gdy żółcą się rzepaki. Nam przypadł ten drugi okres.

Jak jest na Ponidziu? Przede wszystkim bardzo błotniście i wszędzie blisko. Do po-plenerowych żartów przejdzie przejazd na nasz ostatni wschód słońca, gdzie machinalnie, w wyuczonym nawyku załadowaliśmy się do samochodów, a po wrzuceniu miejscówki do nawigacji okazało się, że do celu dzieli nas całe 800 metrów. Na Ponidziu jest bardziej, hm, wszechstronnie. Gdybym chciał porównać region do Południowych Moraw, to mam wrażenie, że daje się tu zrobić więcej różnorodnych ujęć. Oczywiście nie ma szans na morawskie fale, no ale nie jest źle – fale, dywany, struktury. Jest bardziej industrialnie: domy, druty, traktory.

Co najważniejsze – za Ponidziem i całą Kielecczyzną stoi coś więcej, stoi idea. A najłatwiej ją zobrazować nazwą – Kielecka Szkoła Krajobrazu. Dlatego nasz plener poprzedzony został wykładem i prezentacją dorobku szkoły, inspiracją do własnych formalnych i estetycznych poszukiwań.  Dość podniośle czuje się fotograf gdy staje nad słynną panoramą i ma świadomość, że fotografuje w taki sposób, w jaki – pioniersko – próbowali opisać ten świat sześćdziesiąt lat temu Paweł Pierściński z kolegami.

Serdecznie zapraszam do przeglądu fotografii wykonanych przez uczestników pleneru i małego, co nie co zza kulis. A mojej, plenerowej ekipie należą się głosy uznania – tak za zdjęcia, jak i za atmosferę i pełne “ogarnięcie”, na miejscu. Byliście świetni, dziękuję! 

Zapisy na warsztaty fotograficzne, kursy i plenery – zerknij do Akademii Fotografowania w Podróży – o tutaj. 

 

Tak było, czyli historie zza kulis pleneru fotograficznego na Ponidziu.

Strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.