Jaki jest Nikon D600 i D610? Jaką daje jakość zdjęć? Ile kosztuje?No i pofotografowałem. Miałem aż (albo tylko) dwa tygodnie na sprawdzenie co potrafi nowy Nikon D600. W czasie foto – wyprawy do Tajlandii i kambodżańskiego Angkor, wraz z dziesiątką wyprawowiczów odwiedziliśmy mnóstwo ciekawych miejsc. Co najważniejsze: miejsc, w których panowały zupełnie odmienne  warunki. 

O parametrach technicznych lustrzanki rozwodzić się nie będę, przeczytać możecie o tym tutaj. Testu – rozumianego jako klasyczna ocena parametrów aparatu – robić też nie planuje. Jest ich w sieci tyle, że powtarzanie tego samego – nie ma sensu ( test możecie zobaczyć tutaj  i tutaj. Powinno wystarczyć). A zajmę się czymś co z punktu widzenia użytkownika wielu aparatów linii Nikona (w zasadzie od dwudziestu lat…)  jest najistotniejsze: ergonomią użytkowania w czasie fotografowania w podróży. Czyli odpowiedzią na pytanie: jak się robi zdjęcia tą fajną puszką z plecakiem w garści. Ocenię tę  funkcjonalnością, która może mieć kluczowe znaczenie dla każdego fotografującego podróżnika.

Wrażenie z dwutygodniowego użytkowania podzieliłem na dwie grupy: zalety – gdzie opisuje achy i ochy i wady – gdzie marudzę i wybrzydzam. Na końcu małe resume, czyli subiektywna opinia na temat. No to zaczynamy:

ZALETY

  • Jest mniejszy! Mniejszy od D300, D200 czy D700 – naturalnych “poprzedników” sześćsetki. Coś, co z pozoru można traktować jako wada – moim zdaniem jest zaletą. Aparat mniej rzuca się w oczy, zajmuje mniej miejsca w plecaku. Przykładowo: D300 waży 825g, D600 – 760g. Niby nic, ale po całym dniu biegania, wieszania na szyi – każde 10g zaczyna ciążyć. Dla porównania – D800 waży 900g. Kiedyś wyczytałem gdzieś opinię, że D600 jest za mały i przez to nie wygląda profesjonalnie. Zgadzam się z tym, wygląda jak tańszy Nikon –  D600 wygląda na amatorską lustrzankę, jeśli więc stanowi to dla kogoś problem – powinien kupić… większy aparat. Wówczas zachowany zostanie profesjonalny wygląd fotografa. Ja wolę fotografować 😉 Nie mam wielkich łap, nie mam też maleńkich, wydaje mi się, że są przeciętnych rozmiarów. Jeśli ktoś obawia się, że aparat będzie zbyta mały – niech się przymierzy w sklepie, przed zakupem.
  • Świetna matryca. 24 mega piksele wystarczają w zupełności. A nawet jest ich za dużo, ale o tym w drugiej części. Niskie szumy pozwalają na pracę z roboczą czułością 1600 ISO (fotografia uliczna, reportaż, akcja – jak ja o tym marzyłem, gdy fotografowałem na slajdach!), a i dla 6400 ISO jest znośnie. Dla mnie był to niedościgniony ideał, bariera, która niejednokrotnie krzyżowała plany fotograficzne – zwłaszcza w sytuacji, gdy musiałem fotografować w zastanym, słabym świetle. A takie właśnie warunki to główny poligon moich działań fotograficznych. Mam to za sobą! Fotografowałem z ręki tajski boks na 1600 ISO, było ciemnawo, dynamiczne ujęcia. Większość zdjęć jest ostra, nieporuszona.
  • Świetny zakres tonalny zdjęć. Fotografuje w RAW-ach (czyli NEF-ach nikonowskich) i to co dostaje z matrycy jest prawdziwym ideałem. Nie mam najmniejszych zastrzeżeń! W Lightroomie można “powyciągać” z cieni czy świateł mnóstwo szczegółów. Pewnie niejednokrotnie uratuje mi to skórę (nie myli się tylko ten kto… nie fotografuje).
  • Dwa sloty na kartę. To ogromny plus. Gdy miejsce na pierwszej karcie kończy się – nie przerywamy fotografowania bo druga karta przejmuje zapis. W tym czasie możemy przełożyć kartę pierwszą do fotobaku i zgrywać zdjęcia. Albo zamienić ją na nową, pustą. Co najważniejsze – nie musimy przerywać fotografowania, zamiany można dokonać później, gdy znajdziemy na to chwilę. Drugi slot można też ustawić jako docelowy dla zapisu filmów (ja tak robię). I w ten sposób na jednej karcie mamy zdjęcia a na drugiej – filmy.
  • Przełącznik do formatu DX. Cóż, nie spodziewałem się tego. Nie spodziewałem się, że mi się przyda. Okej, po kolei. Matryca FX (pełna klatka) pozwala na fotografowanie z użyciem – nazwijmy to – natywnych ogniskowych obiektywów. Jeśli zakładam obiektyw 50 – tkę to mam 50-tkę. Ale… jeśli  przełączę matrycę na DX (przycisk Fn – programowalny)to w efekcie dostaje obraz “wykonany” ogniskową 1.5 razy dłuższą czyli ok. 75 mm. Notabene moją ulubioną ogniskową do portretów. Matówka aparatu posiada wydzielony prostokąt, który pozwala wygodnie kadrować w formacie DX. Ktoś powie – po co kupować pełną klatkę i fotografować na niepełnej!? Odpowiem: chociażby z tego powodu by nie wydawać 4 tys na portretową 85-tkę. Ja to kupuję. A 16 megapiksele w formacie DX w zupełności mi wystarczają.
  • Duży wyświetlacz. Ma 3,2 cale. A to daje komfort podglądania zdjęć i kasowania tych nieostrych, niedoskonałych. Kiedyś zazwyczaj robiłem to po przegraniu zdjęć do fotobanku (Epson P7000 ma wieeelki wyświetlacz!) – dziś mogę w każdej wolnej chwili, pamiętając, że priorytetem jest energia , która pozostanie w baterii, a nie ocena zdjęć “w boju”.
  • Sztuczny horyzont. Nie, nie wierzę, że to piszę! Ale to fakt. W opcji live view (nie wierze, że ją włączyłem) można ustawić taki, idealnie podobny do tego z samolotu, horyzont, który pozwala na ustawienie aparatu w dwóch płaszczyznach, czyli idealnie płasko. Do czego to? Świetnie przydaje się do filmowania i równie bardzo do fotografii krajobrazowej. Duży plus za to.
  • Uszczelniane body. Czy to znaczy, że można fotografować w deszczu? Do pewnego momentu tak… Ale uszczelnienie ma inną zaletę – pozwala na bezpieczne używanie aparatu kiedy się kurzy, jest wilgotno. Dla fotografującego podróżnika to atut nie do przecenienia.
  • Baaardzo wydajna bateria. Mam ich wprawdzie cztery, ale fotografując po 500 – 600 klatek dzienni + kilkanaście minut nagrań nie udało mi się wyczerpać dwóch, czyli podstawowego zestawu zasilania na dzień zdjęciowy.
  • Wejście na mikrofon stereo. Używam zewnętrznego mikrofonu, tzw. shotguna, zainstalowanego na gorącej stopce lampy błyskowej. Mam możliwość nagrywania stereofonicznego dźwięku z dwoma zakresami (a  to już zaleta zewnętrznego mikrofonu) – szerszym dla tzw. scen ulicznych i węższym do wywiadów i wybranych scen.
  • Możliwość zapisu gotowych timelapse. Cóż, nigdy nie robiłem tego typu animacji zdjęć, czas zacząć. Może okaże się to jakąś fajną formą ekspresji, przydatną do montażu z gotowym filmem? Tymczasem donoszę, że aparat tworzy gotowe animacje – nie ma potrzeby łączenia ich w komputerze. Można sobie ustawić częstotliwość robionych zdjęć oraz ich ilość (czas zapisy).

 

WADY

  • Jest jedna, poważna – pola pomiaru autofokusa w trybie AF-S  S (single), czyli ręczny wybór pojedynczego pola autofokusa. Tej funkcji używam w zasadzie cały czas, wyłącznie. Teraz dysponuje wprawdzie sporą ilością punktów, mogę je przesuwać o niewielki skok ale… całość pola, na którym ulokowane są punkty zamknięta jest na niewielkiej powierzchni. Tak jakby ich ułożenie było dostosowane do formatu DX. Efekt: ustawienie ostrości na krawędzi kadru jest w zasadzie niemożliwe. Trzeba przesuwać aparat, ustawiać i wracać. A jeśli fotografuję na małej głębi ostrości to margines błędu jest malutki. Póki co zastanawiam się jak z tym żyć… A, wiem, zapomniałem! Wybierak na tylnej ściance jest okropny. Nie mam wielkich palców, ale dla kogoś, kto ma większy kciuk nie będzie zbyt komfortowy w użyciu. To nie to samo co w takiej D200-tce.
  • Ułożenie przycisków na tylnej ściance. Zwłaszcza tych po lewej od wyświetlacza. Jest tam i WB i ISO i QUAL – zamiast u góry, po lewej (obecnie znajduje się tam pokrętło do wyboru trybów A, M, S, P etc). Efekt? Częste przełączanie czułości, ISO – przypadkowe wchodzenie w funkcje kiedy trzymam aparat dwiema dłońmi. Zobaczymy czy się przyzwyczaję.
  • Paprochy na matrycy. Temat wałkowany na większości forów i w większości serwisów foto więc rozwodził się nie będę. No są. Podobno po 3 tys cykli i oczyszczenie matrycy w serwisie (Nikon robi to za free w ramach gwarancji) mają się więcej nie pojawiać. No cóż, zobaczymy.
  • Podświetlenie matówki. Linie prowadzące, punkty autofokusa nie podświetlają się zbyt jasno – zwłaszcza kiedy fotografujemy w bardzo jasnej scenerii. Trochę mi to przeszkadza, ale będę musiał się przyzwyczaić.
  • Za duża matryca. No tak, za duża, ja nie potrzebuję tych 24 megapikseli, wystarczyłoby mi  16. Mam co mam. Efekt? Większe  pliki – ok. 30  -32 MB jeden i co za tym idzie droższe bo szybsze i większe karty pamięci, więcej zajętego miejsca w fotobanku, więcej zajętego miejsca na dysku do magazynowania, więcej zużytych płyt DVD do zapasowego backupu, więcej poświęconego czasu na zgrywanie, więcej roboty. Nie rozumiem pogoni za megapikselami. Nie wyobrażam sobie obrabiać plików 72 mb (z matrycy D800).
Aparat kupiłem w

Podsumowując: Nie kupiłem D4, nie kupiłem D800, kupiłem D600. Spełnia moje wszystkie potrzeby, w zupełności wystarczając do aktywnego fotografowania w różnych warunkach oświetleniowych, pogodowych i scenach. Myślę, że Nikon D600 długo zagrzeje miejsce w moim plecaku fotograficznym. Sporo czasu czekałem na body, które pozwoli mi i fotografować i kręcić – z tego powodu nie kupiłem D700, który jest świetny aparatem, ale pozbawionym możliwości rejestracji ruchomych obrazów. Czy jest to aparat dla początkujących fotografów? Jeśli ktoś wie czego chce, nie kupuje aparatu żeby sprawdzić czy fotografowanie będzie mu się podobało -jak najbardziej tak. Osobom początkującym – niezależnie od zasobności portfela – polecam modele Nikona z serii D5000 (5100 – 5200). Pozwolą rozwinąć się fotograficznie bez zbytniego obciążania kieszeni.

A Wy? Macie doświadczenie z Nikonem D600?

Poniżej kilka zdjęć i próbki wideo.

 

Sample photo Nikon D610

 

Sample photo Nikon D600 D610

sample photo nikon d610

 

TEST: Nikon D600 w plecaku fotografa - podróżnika
Moja rekomendacja: jeśli ktoś myśli o pełnej klatce od Nikona - to najlepszy, obok D750, wybór.
Jakość wykonania9
Funkcjonalność9
Wszechstronność7.1
Cena7.1
8.1Punktacja
Ocena czytelników: (4 Votes)
8.7