Jeśli planujesz wakacje i zastanawiasz się jak poradzić sobie z transportem sprzętu fotograficznego – zwłaszcza w górach, na trekkingach, trampingach i całodniowych wypadach, to mam dla Ciebie rozwiązanie.
Nie noszę toreb fotograficznych. Ba, nie dość, że nie noszę to na dodatek nie lubię, nie uznaję i uważam, że nie ma takiego powodu, dla którego miałbym nosić na ramieniu torbę pełną sprzętu. I cierpieć. Bo torba to cierpienia. Nie, kiedy ma się w niej małą lustrzankę i chusteczki higieniczne. Ale wtedy gdy ładuje się na ramie 6-7 kg i więcej. Nie noszę toreb fotograficznych ani w mieście, ani w górach. I nie będę nosił. Nigdy – przenigdy.

Od wielu lat używam plecaków. Od lat zachodzę też w głowę dlaczego producenci sprzętu dla fotografów nie stworzyli jeszcze plecaka, który pozwoliłby połączyć funkcjonalność plecaka fotograficznego i wygodę, wszechstronność zwykłego, dobrego plecaka? Dlaczego plecaki fotograficzne muszą być czarne, smutne, ponure? I niewygodne? Ostatnio coś się na rynku ruszyło i LowePro wypuścił model dla aktywnych z serii Photo Sport AW (ale napiszę o nim jak zobaczę na własne oczy). Poza tym – 99% to czarne, niewygodne plecaki fotograficzne.

Co zrobić? Pomyśleć. Pomyślałem i znalazłem plecak, który pośród wszystkich miłośników gór cieszy się wręcz kultowym szacunkiem. Deuter, bo właśnie o tej marce mowa, noszony jest – w wersji Guide – przez wszystkich prawie przewodników w Alpach. No jeśli nie przez prawie wszystkich to na pewno przez więcej niż połowę. Dlaczego? Ano dlatego, że:

  • lekki
  • wygodny
  • pakowny
  • stworzony przez kogoś, kto sam nosi plecak i wie czego potrzeba (czego nie mogę powiedzieć o twórcach plecaków fotograficznych…)
  • solidny (czytaj: na lata)
  • estetyczny (kolorowy!)

Pogrzebałem w Internecie i doszukałem się plecaka Deuter Rise 26. Pięknie zielonego. Ale kupiłem go nie dla koloru. No dobrze – może nie tylko dla koloru (chociaż zielony to mój ulubiony), ale przede wszystkim dlatego, że potrzebowałem plecak, który spełniłby moje główne wymagania. A te wyglądały mniej więcej tak:

  • nie może być plecakiem fotograficznym, zwłaszcza z marką na plecach, bo nie che informować, że jestem fotografem (złodziej nie jest idiotą)
  • musi być wygodny, bo najmłodszy już nie jestem
  • musi być pakowny, bo mój podstawowy zestaw na cały dzień fotografowania to ok. 12 kg (ze statywem), do tego coś do jedzenia, picia, coś przeciwko deszczowi i inne drobiazgi.
  • musi mieć możliwość troczenia – statywu, bidonu etc.
  • musi być lekki, bo nie chcę nosić 3kg samego plecaka
  • musi mieć fajne kieszonki na zewnątrz, bo z natury jestem leniwy i nie chce mi się co chwilę rozpinać plecaka
  • musi być uniwersalny, bo nie mam miejsca w domu na osobny plecak do każdej aktywności. I pieniędzy mi na to szkoda.

Z opisu wynikało, że Deuter Rise 26 to wszystko ma, więc odpowiadam moim wymaganiom. Zamówiłem więc plecak z sklepie 8a.pl i czekałem na przesyłkę. I powiem szczerze – nawet się już zdenerwowałem i napisałem, że zamówionego plecaka jeszcze nie ma. Bo to już była środa, a ja w piątek wybierałem się na weekend majowy do Turcji i w Kapadocji miałem codziennie włóczyć się w poszukiwaniu ładnych ujęć. Ale przyszedł, poczekałem dzień dłużej bo tam przesyłki są za darmo więc idą pocztą, a nie kurierem. Taniej, ale trzeba poczekać.

Plecak
Deuter Rise 26 to klasyk na dzienne wędrówki górskie, wspinaczkę czy narciarstwo. Wazy niecałe 1.3 kg, zrobiony jest z syntetycznych, wytrzymałych i lekkich tkanin – Deuter ripstop i Deuter microrip nylon. Posiada wygodne, wąskie szelki (z pełna regulacją troczków – jak w normalnym, dużym plecaku transportowym) i pas biodrowy, który “układa” się do pasa, wokół którego jest zapięty. Poza tym na dwie boczne kieszenie – jedną na zamek, drugą zabezpieczona ściagaczem. Na froncie plecaka znajduje się spora kieszeń zamykana na zamek, w klapie kolejna. Prócz tego paski, paseczki – normalnie używane do troczenia rakiet śnieżnych, nart (tak, do plecaka można przytroczyć dwie narty np. skiturowe), raków, czekanów, kijów trekkingowych i czego tam sobie człowiek jeszcze nie wymyśli. W środku kieszeń na “camela” czyli płaski bukłak z wodą (chociaż to mi się raczej nie przyda).

Pakowanie
Kończę z ideologią – przechodzę do faktów. Jak zapakowałem plecak? Plecak ma jedną dużą i dość wąską komorę, więc nie da się go używać jak plecaka dzielonego, fotograficznego. Trzeba przemyśleć co i w jakiej kolejności się wkłada.  Na dno poleciała więc kurta przeciwdeszczowa (cieniutka, na lato), repsznur (po filmie Czekając na Joe zabieram nawet na równinę!), czołówka, bandaż elastyczny (na wypadek skręcenia nogi). Potem teleobiektyw 80-200 w pokrowcu LowePro (ciężkie diabelstwo, rzadko używam), portretówka 75 mm, szeroki zoom 18-36, fotobank Epson P7000, lampę błyskową i kabel. Na samą górę dałem luzem body z uniwersalnym zoomem 24-85, którego najczęściej używam. Do bocznej kieszeni wcisnąłem dyktafon Zoom H4 i zapiąłem na zamek, do drugiej półlitrową (nomen omen), aluminiową flaszkę z wodą. Do przedniej kieszeni mapę, notatnik, coś do pisania, zaś pod klapę zapasowe baterię, karty pamięci i zestaw do czyszczenia. Na zewnątrz, z przodu, przytroczyłem statyw. Podniosłem – było ciężkie jak diabli. Zarzuciłem na plecy, zapiąłem pas biodrowy i uśmiechnąłem się od ucha do ucha. Idealnie.

Wędrowanie
Było przyjemne. Plecak jest naprawdę wygodny, nosi się go komfortowo. Pas biodrowy zrobiony jest z siateczki i świetnie wentyluje – mniej się człowiek pod nim poci. System Alpine Back sprawdza się – przez blisko 10 dni chodzenia nie czułem ani bólów pleców, ani obtarć. Owszem, plecy zazwyczaj miałem wilgotne, ale nie ma takiego plecaka, który załadowany 12 kg w upale po 30 stopni sprawiłby, że plecy pozostaną suche. Co ciekawe – plecy plecaka usztywniane są specjalnym stelażem z włóka szklanego, który biegnie po obwodzie plecaka i matą zrobioną z z czegoś, co nieco przypomina karimatę. To coś właśnie można spokojnie wyjąć z plecaka (od środka) i użyć np. jako podkładki po miejsce, gdzie krzyż traci swą szlachetną nazwę. Proste? A tak, proste. I funkcjonalne, zwłaszcza kiedy przyjdzie nam czekać godzinę na światło, aż zacznie świtać, rozchmurzy się etc. na plecaku zupełnie spokojnie można zamontować raki, kije trekkingowe, kurtkę – gdy okaże się, że jest nam za gorąco.

Używanie do celów fotograficznych
Plecak się sprawdził. Jest wystarczająco pojemny na całodniowe wędrówki i fotografowanie. Może fakt, że nie ma rozpinanej na dole kieszeni głównej komory nieco sprawia trudność, gdy trzeba coś wyciągnąć z dna plecaka, ale… realnie nie zdarzyło mi się, żebym nagle musiał wszystko wypakowywać i wywalać do góry nogami. Szczególnie ważne dla mnie było, aby mieć maksymalnie dużo rzeczy poza główna komorą. Dlatego boczne kieszenie na dyktafon czy zewnętrzne na mapy etc świetnie się sprawdziły. System mocowania deski snowboardowej idealnie nadaje się do zamocowania plecaka. Jeszcze lepiej gdy w małe pętelki po bokach, na dole plecaka wciśniemy nogi statywu. Ogromną zaletą i plecaka i rozwiązania jest fakt, że spokojnie będę mógł zabrać go na narty, na plaże, na piknikową wycieczkę na za miasto czy na 3 godziny w góry. W 26 litrach pojemności zmieści się wszystko co trzeba. I o to chodzi!

Cena plecaka: 499 zł, możecie go kupić w sklepie 8a.pl –  tutaj.

TEST: Deuter Rise 26 - plecak dla aktywnego fotografa (w podróży)
Moja rekomendacja: świetny, wielofunkcyjny plecak.
Jakość wykonania9
Funkcjonalność9
Wygoda noszenia10
Cena10
9.5Punktacja
Ocena czytelników: (0 Votes)
0.0