_PTR3761-01Wczoraj, kolację jedliśmy w monastyrze w Gaming, takim z prawdziwymi zakonnikami i na dodatek z własnym browarem. A co najciekawsze – w żadnym z powyższych słów nie ma zbytniej przesady.

Miło zakończyć dzień dobrym posiłkiem. Dla mnie to podstawa, Ania stara się trzymać na wodzy moje zapędy konsumpcyjne, zwłaszcza gdy zmrok zapada i nie ma czasu i szans na strawienie tego co się zjadło. Ale wczoraj dostałem dyspensę, bo cały dzień mocno się zmęczyliśmy w górach, a poza tym na kolację zabrano nas w miejsce uświęcone – monastyru zakonu Kartuzów, którzy od XIV wieku zamieszkiwali gotycki zespół kościelny, ogrodowy i – jak to u Kartuzów bywało – eremy, w których milczący zakonnicy mogli prowadzić swoje życie bliskie Bogu i naturze. Jak to w życiu bywa zawierucha historii sprawiła, że zakon przepadł w Gaming i dopiero w 1984 roku architekt Walter Hildebrand zakupił cały majątek i poddał go renowacji.

_PTR3761-01

Nim jednak uciechy ciała dane nam były, poszliśmy zwiedzić ów cudny zespół klasztorny (taka wycieczka trwa 45 min – warto) . Zaglądnęliśmy do biblioteki, do kościoła, w którym wciąż odbywają się niedzielne msze, na dziedziniec, zwiedziliśmy sale balowe w stylu barokowym i w końcu salę koncertową, goszczącą doroczny konkurs Chopinowski. Trzeba przyznać – piękne miejsce i świetnie odrestaurowane. W nagrodę chyba za dobre słowo, dane nam było zaglądnąć do browaru, w którym waży się „Kartausenbräu”. Za jedyne 4 euro można spróbować wszystkich trzech gatunków piwa – jasnego, ciemnego i pszenicznego, wg. jakiejś sekretnej receptury. Pyszne. Dzisiaj monastyr – prócz funkcji religijnej – pełni rolę hotelu, restauracji (z górnej półki) i miejsca, w którym w ramach międzynarodowej wymiany stacjonują studenci z USA.

_PTR3750-01

_PTR3747-01

_PTR3737-01

_PTR3754-01

_PTR3732-01

_PTR3755-01

Po zwiedzaniu, już w restauracji miły kelner z Czech zaproponował nam na obiad pstrąga (dla Ani) i stek w sosie pieprzowym (dla mnie). Przepyszne! To był jeden z najlepszych steków jakie jadłem podczas pobytu w Austrii.

Mostviertel był już daleko za nami, ale z okna pociągu wciąż widzieliśmy szczyt Oetschera. Z perspektywy tych kilku dni okazało się, że najmniej nam znany (i chyba najmniej przez nas pożądany) region Austrii stał się prawdziwym hitem naszych austriackich wakacji. Teraz przed nami kilka godzin jazdy nim dotrzemy do Filzmoos, miasteczka i regionu, który znamy wyłącznie z zimowej, narciarskiej perspektywy.

Ania&Piotrek