Chcesz nauczyć się fotografować? Chcesz zdobyć wiedzę od innych, ZA DARMO? To masz pecha…

Jest niewiele takich miejsc w internecie, gdzie ktoś podzieli się swoją wiedzą z Tobą, Ty biedny, początkujący fotografie, wrzucający na grupy gnioty, a nie zdjęcia!

Ale nie martw się, masz kilka opcji. Możesz zapłacić fachowcowi, przeglądnie Twoje portfolio. Powie Ci co robisz źle, co dobrze, gdzie musisz nadgonić, a gdzie się zagalopowałeś. Wskaże Ci ścieżkę rozwoju, doda nieco nadziei ale i może Cię jej pozbawić… Twoje ryzyko.

Możesz też zapisać się na kurs fotograficzny, potem drugi, fotografować – głównie do szuflady – a w momencie gdy zdjęcia będą super – pokazać je innym, w internecie. W ten sposób, za dwa – trzy lata to Ty będziesz innym wytykał błędy. Fajnie, co? Ale czy masz tyle cierpliwości? Trzy lata… to brzmi strasznie.

Możesz też podglądnąć jakiś styl fotografowania – najlepiej ten, który „na grupach” ma najwięcej „lajków” (pisałem m.in. o tym w tekście 11 sposobó by lajkowano Twoje zdjęcia) zacząć go kopiować i wrzucać podobne zdjęcia, kolekcjonując pochwały. Jeśli jesteś sprytny to dość szybko załapiesz jak robić takie zdjęcia. Albo – co wydaje się najlepszym rozwiązaniem – zapisz się na kurs, warsztaty, do kogoś kto robi takie zdjęcia, które Ci się podobają, no i ma sporo lajków. Wprawdzie niczego Cię nie nauczy, to kopiowanie innych, ale będziesz miał co chwilę falę przyjemnych uczuć. Bezcenne, nie? I dość szybkie do osiągnięcia.

“Nie łapie tego co widzisz. Moze to przez to ze nie medytuje. A co do zdjecia… to nie ma co sie rozpisywac”. Dołącz do dyskusji

Możesz też uprzeć się, że mimo wszystko będziesz wrzucał swoje własne, autorskie, wypracowane – tak jak potrafisz –  zdjęcia i będziesz prosił o komentarz, ocenę, radę. Ale tutaj licz się z tym, że znajda się tacy, którym to będzie uwierało, te Twoje gnioty „na grupie”. Będzie ich irytowało, wkurzało, może nawet przez Ciebie wypiszą się z grupy. Bo jak żyć skoro na takim facebookowym wall-u zamiast mega fotek oglądają Twoje „dzieła”… Będą więc jechać po Tobie jak po łysej kobyle, wydrwią Cię, wytknął Ci i błędy i skomentują Twój wygląd, aparat, dowiesz się jakim jesteś człowiekiem i co masz w głowie. Wdepczą Cię w ziemię. Zrobią to z uśmiecham, bez mrugnięcia powieką.

 Zapytasz: dlaczego? Hm, ja też się zastanawiam. Ale wybacz, nie powiem Ci dlaczego ludzie z taką nienawiścią, personalnymi przytykami i ogromną dawką negatywnych emocji będą reagować na Twoje zdjęcia. Nie mam pojęcia skąd u niektórych bierze się taka potrzeba hejtu. Mogę się jedynie domyślać.

– Bo sami oni, hejtujący Twoje dzieła, robią świetne zdjęcia? No niekoniecznie.

– Bo oni nigdy nie zaczynali i od razu byli świetnymi kompozytorami obrazów? No raczej nie.

– Bo mają wiedzę, doświadczenie, po prostu znają się na fotografii? Od tych akurat, drogi amatorze, otrzymasz tak samo pochwałę (jeśli będzie za co) jak i konstruktywną krytykę (jeśli zasłużysz). I właśnie takich ludzi szukaj, z nimi wchodź w spory, pytaj, wątp, kwestionuj. Używaj argumentów, z minimalną ilością emocji. Na zimno. Poproś o krytykę, wytłumaczenia, wskazania. Tylko wtedy się czegoś nauczysz. A jeśli dostaniesz – mimo prośby – jedynie: „gniot, malizna, nic ciekawego, nie ma tu niczego” spuść na takie komentarze zasłonę milczenia, nie dopytuj. Pamiętaj – to jak się komentuje zdjęcie jest głównie świadectwem komentującego, nie fotografa.

Bo hejterzy nie rozumieją, że wrzucasz zdjęcie, które – subiektywnie – uważasz za dobre, ba, za najlepsze! Kto wrzuca słabe zdjęcia? Kto się chwali słabizną? Nikt o zdrowych zmysłach. No chyba, że popełnia grzech wieku dziecięcego – uznaje swoje zdjęcia za fotograficzne mistrzostwo świata. I wiesz co? Ma takie prawo. Ty masz takie prawo. Masz prawo mylić się, masz prawo wynosić własną fotografię na piedestał artyzmu, masz prawo. Nawet jeśli Twoje zdjęcia są słabe. Ale jest jeden warunek: będziesz fotografował i słuchał. Wyciągał wnioski, nie popadniesz w skrajności i przestaniesz przejmować się hejtem.

Konstruktywna dyskusja o obrazie fotograficznym, oparta o coś co na moich warsztatach nazywam „dekompozycją” czyli rozkładaniem fotografii na czynniki pierwsze to podstawowy, dający niesamowite możliwości sposób nauki fotografowania. Bez rozmów o fotografii, bez dyskusji o stylu, bez analizowania formy, treści, przekazu nie ma fotografii. Bez zrozumienia intencji fotografa, jego sposobu myślenia, podejścia do sceny i technicznych aspektów realizacji zdjęcia nie dowiesz się jak kręci się fotograficzny świat. I bez oglądania dobrych zdjęć. A jeśli ktoś Ci mówi, że „o zdjęciach nie ma co dyskutować, bo albo podobają się albo nie” to… ma tylko połowiczną rację. A i tak nie do końca. Bo co to znaczy podobają się? Czy smak w ustach ma być tylko słodki? Czy mocne dokumenty z obszarów działań wojennych sprawiają, że uśmiechasz się radośnie. Cóż, tak argumentują ludzie, dla których fotografia to wyłącznie źródło doznań artystycznych, ograniczając tym samy tak siebie jak i innych.    

“Ale żaden powołany przez Ciebie autorytet nie zmienił mojego zdania o TYM zdjęciu. Nadal jest prawie żadne, bo jak sie okazało jakaś historia za nim stoi. Ale musiałeś ją opowiedzieć a i tak nie udało sie go uratować w moim odbiorze.”
Dołącz do dyskusji

A które to te dobre? – zapytasz. Cóż, są zdjęcia, które się ogląda, są takie które się czyta. Są te z przekazem i ukrytymi warstwami znaczeniowymi, są takie na których wszystko widać na pierwszy rzut oka. Tak samo jak w muzyce, jak w literaturze, filmie. Na klawiaturze swojego aparatu możesz grać zwykłe gamy, ale możesz też pokusić się o synkopę. Wszystko zależy od Twojej wyobraźni. I warsztatu.

Cóż, żyjemy w czasach ekspertów. Tak jak wszyscy jesteśmy fotografami (co akurat jest prawdą) tak prawie wszyscy znamy się na prawie wszystkim. Nie jest w dobrym tonie wątpić, mówić, że się nie wie. Każdy teraz doradza (zupełnie tak jak ja), każdy teraz pisze poradniki: jak żyć, jak zarabiać, jak wychowywać, jak zrobić coś tanio albo jak drogo ale skutecznie. Jak fotografować. Problem w tym by znaleźć ekspertów, a nie hochsztaplerów. By wiedzieć kogo słuchać.

Mało kto rodzi się artystą. Większość z nas (z wyżej podpisanym włącznie) dochodzi do jakiś efektów pracą, determinacją, zdobywając wiedzę, pytając. I dobrze. Dochodzi etapami. Osiąga jakiś moment, cieszy się z niego, tworzy dzieła, wybitne – we własnym mniemaniu. A potem wszystko przekreśla, robi krok dalej, stawia poprzeczkę wyżej. I znów, i tak bez końca. Rozwija się. Ewoluuje. A w tej ewolucji najważniejsze jest to, by na tej – ewolucyjnej – ścieżce spotykać odpowiednich ludzi. Mentorów. A unikać hejterów.

I ostatnia rada, już na koniec. Nie zapominaj, drogi Początkujący Twórco gdzie teraz jesteś, co robisz. Kiedyś, gdy będziesz (w końcu!) wiedział co w tej fotografii piszczy, i będziesz jak oni, krytykował „złe zdjęcia” na forach – przypomnij sobie ten moment. I zafunduj autorom „gniotów”, w komentarzach, wszystko to, czego teraz sam oczekujesz od komentujących. Konstruktywną krytykę.

Zły, fotograficzny, dotyk może boleć całe życie.   

Dołącz do nas. Ponad 5000 osób czeka na Twoje zdjęcia. Dołącz do grupy dyskusyjnej “Fotografowanie w podróży