Utrata zdjęć z karty pamięci to tragedia. Zazwyczaj nie da się powtórzyć ujęć, wrócić do tego samego miejsca. Poza tym na pewno nie uda się odtworzyć tych emocji, które pierwotnie zarejestrowane zostały na zdjęciu. Wprawdzie są skuteczne metody odzyskania zdjęć z uszkodzonej karty pamięci. A co jeśli jednak to się nie uda? Warto ryzykować? Abyś nie miał takiego problemu pochyl się, drogi czytelniku nad tym tekstem, traktującym o dobrych zwyczajach w traktowaniu kart pamięci, a zawarte w tekście rady wciel w życie. Od dziś.

Po pierwsze: dbaj o nią, bo cię zostawi

Peli-0915 etui-niezniszczalne-na-karty-pamieci

Peli 0915, niezniszczalne etui na karty pamięci SD. Godny dom dla twojej karty pamięci.

…z tematem do fotografowania i awarią, która nie pozwoli rejestrować obrazów. Dlatego dbaj o nią. Znam takich, którzy wrzucają „garść” kart do kieszeni plecaka fotograficznego i ruszają w drogę. Nie numerują ich  – mimo posiadania zestawu takich samych – nie opisują datą pierwszego „uruchomienia”… A potem dołączają do kręgu tych, którzy wpisują się w statystykę najczęstszych przyczyn utraty zdjęć, czyli skasowania własnych zdjęć przez samego fotografa. Tak, to nie wady fabryczne, nie słaba jakość nośnika pamięci, a własne zaniedbanie najczęściej prowadzi do utraty zdjęć. Wkładasz kartę, formatujesz, fotografujesz, a potem okazuje się, że nie zgrałeś wcześniej zapisanych zdjęć. Numeruj więc karty, wpisuj daty startu, jeśli używasz wielu kart dziel je na karty główne i backupowe (np. numerując 1G i 1B – pierwsza główna (G), druga backupowa (B) – po wyjęciu z aparatu zabezpieczona przed zapisem –  na którą zgrywasz zdjęcia synchronicznie z zapisem karty pierwszej – oczywiście wtedy, gdy Twój aparat na to pozwala). Data pozwoli ci poznać czy karta ma 1 rok czy 5 lat.

SanDisk extreme PRO

Niewielki przełącznik po lewej – przesuwasz w dół i karta zabezpieczona przed zapisem.

Nic nie jest wieczne. Nie przechowuj kart w wilgoci i słońcu. Uważaj na mróz, który sprawia, że plastik staje się kruchy. Bardzo kruchy.  Przechowuj karty w plastikowych „kopertach” lub „portfelach” na karty. Traktuj jak rzecz drogocenna. Bo taka jest, zwłaszcza z zapisem unikatowych zdjęć.

Po drugie: formatowanie górą!

Twój romans z kartą pamięci powinien rozpocząć się od formatowania karty w aparacie. Od razu, zaraz po zakupie. Niech wie jak będzie od teraz traktowana. Nigdy nie kasuj karty ale ją formatuj (to są dwie różne opcje w aparacie) czyli za każdym razem buduj jej strukturę na nowo, miast oczyszczać miejsce ze zdjęć. W ten sposób problem uszkodzonej, zmienionej struktury karty raczej nie będzie cię dotyczył, czyli karta nie „padnie” z powodu jakiś logicznych błędów, które powstały w procesie zapisu i kasowania. Jeśli zgrywasz kartę do komputera – nie kasuj jej w czytniku ale formatuj w aparacie.

memory-cards-nikon-d5200[1]

Wyłącz aparat, odczekaj chwilę i dopiero wyciągaj karty. Proste.

Po trzecie: uważaj jak wkładasz. I jak wyciągasz.

Nigdy nie wkładaj i nie wyciągaj karty wtedy, gdy aparat jest włączony. Nie masz pewności, czy w tym czasie coś na kacie się nie dzieje. Jeśli wyłączysz aparat by wyjąć kartę – zwróć uwagę czy wszelkie migające diody poznikały, czy aparat odciął zasilanie. Dopiero wówczas wyjmuj kartę. Absolutnie nie wyjmuj karty zaraz po zrobieniu zdjęcia. Utrzymuj slot na karty w czystości – zamykaj klapkę. Może się zdarzyć, że w czasie wkładania natrafisz na „ciało obce” i uszkodzisz drogocenne, złote styki, które odpowiadają za transport twoich zdjęć z i na kartę.

Po czwarte: wierność sprzyja zdrowiu – uważaj komu dajesz

Nigdy, ale to przenigdy nie wkładaj karty z zapisanymi zdjęciami (i wolnym miejscem) do innego aparatu aby zapisać na niej kolejne zdjęcia z kolejnego urządzenia. Twoja karta = używanie w twoim aparacie. Jeśli już koniecznie chcesz pożyczyć komuś kartę to w pierwszej kolejności sformatuj ją – zgrywając wcześniej zdjęcia – i niech pożyczający zrobi to samo. Analogiczną akcję zróbcie gdy w końcu odda ci kartę.

Po piąte: wcześniej kończysz – dłużej używasz

Nie czekaj aż cała karta wypełni się zdjęciami. Jeśli zostało ci miejsce na 5-6 zdjęć – wymień kartę na nową, pustą, i na niej kontynuuj fotografowanie. Wiele awarii kart wynika z tzw. przepełnienia gdy aparat wskazuje, że zostało jeszcze trochę miejsca na karcie, a zapisywana scena zajmuje tego miejsca nieco więcej. I co? Zonk! Karta przestaje działać. Pojawia się błąd. Podobnie z zasilaniem aparatu – nie czekaj aż w czasie zapisywania zdjęcie – gdy pobór energii jest nieco większy – aparat się wyłączy, prosząc cię byś wymienił baterię. Wymieniasz, włączasz a tu… dupa blada! Karta pokazuje błąd. I co? I nic. Trzeba było myśleć i wymienić baterię wcześniej. Zwróć na to szczególną uwagę   zimą. Na mrozie baterie szaleją – poziom naładowania może się zmienić w ciągu krótkiej chwili.

Po szóste: nie kasuj zdjęć na karcie w czasie fotografowania.

Jak to? Ano tak. Fotografujesz, patrzysz, oceniasz, kasujesz, zwalniasz miejsce i nadpisujesz kartę nowymi zdjęciami, które “pakowane są” w sposób dość mocno pofragmentowany. W efekcie sam tworzysz niezły bajzel, który skończyć się może awarią karty. Zgraj kartę i skasuj nieudane zdjęcia w komputerze czy w fotobanku, nie na wyświetlaczu aparatu. Prócz narażania się na awarię zużywasz energię baterii.

Po siódme: nie zabawiaj się zdjęciami

Wiele aparatów daje teraz różne opcje edycji zdjęcia już w aparacie: na czarno – białe, sepię, podbicie kolorów, obracanie zdjęcia i inne, zupełnie nie potrzebne działania, których efektem może być awaria karty. A wszystko za sprawą tego, że w czasie tych działań na karcie prowadzone są prace: zapisywane i kasowane tymczasowe pliki, modyfikowane – nadpisywane – pliki etc. Zostaw obróbkę na etap komputera. Aparat służy do fotografowania.

Po ósme: wkładaj kartę w czytnik

Lexar Pro Reader USB 3

Taki czytnik na USB 3 kosztuje niewiele ponad 100 zł. Możesz czytać karty SD i Compact Flash. Zobacz gdzie kupić, kliknij

Nie podłączaj aparatu kabelkiem do komputera, ale wyjmij kartę i wsadź ją do czytnika, wpiętego do komputera. Po pierwsze zgrasz kartę szybciej (zwłaszcza gdy fundniesz sobie czytnik USB3), po drugie nie zużywasz baterii aparatu i po trzecie w końcu nie zafundujesz sobie akcji z “padnięciem” baterii, o której pisałem w piątym punkcie. Kus sobie porządny, dobrej jakości czytnik – np. taki – i zawsze zabieraj go na wyjazdy i wszędzie tam gdzie planujesz zgrywać zdjęcia do komputera.

Po dziewiąte: używaj dobrej jakości kart

Czyli jakich? Polecam ci dwie marki, które póki co mnie nie zawiodły: SanDisk i Kingston. Kupuj je w zaufanych źródłach (o, na przykład tu i tu), bo nie wiem czy wiesz, ale taki SanDisk jest najczęściej podrabianą kartą pamięci. Jeśli więc znajdziesz “prawdziwą okazję” to pomyśl ile może cię ona kosztować, gdy karta padnie, a wraz z nią piekło pochłonie zdjęcia.  Planując zakup kart nie kupuj “nowości”, “ultra przełomowych technologii”, które dopiero co zjechały z linii produkcyjnej, wyszły z laboratoriów. Dlaczego? No właśnie dlatego: bo dopiero co zjechały z linii. Niech inni pobawią się w beta-testerów. Ty korzystaj z kart, które są już na rynku od dobrego roku. Wytestowanych.

…i na koniec, po dziesiąte: dziś ta, jutro inna – nie przyzwyczajaj się

Karta ma swój żywot, nie za długi – jakieś 10 000 cykli zapisu i kasowania. Jeśli więc masz w kolekcji staruszki, które są z tobą dobre kilka lat, to pomyśl o tym, by wymienić je na lepszy, nowszy i sprawniejszy model. Takie życie. A jeśli kiedykolwiek przydarzy ci się, że karta zaszwankuje – nigdy więcej jej nie używaj. natychmiast przerwij fotografowanie, zamień kartę na sprawną. A  tę szwankującą spróbuj odczytać w komputerze i zgrać z niej zdjęcia. A potem znajdź jej miejsce w koszu ze śmieciami. Jeśli raz cię zawiodła – z pewnością zrobi to ponownie. Nazywają to minimalizacją ryzyka.