_PTR3815-01Wczesne śniadanie spędziliśmy na przeglądaniu map. Wczorajszy dzień zakończył się wielką burzą, dziś nie zapowiadało się, żeby miało przestać padać. Trzeba było zaplanować czas, który nam tu pozostał.

Pierwsza wpadła nam w ręce mapa zatytułowana wieloznacznie „Od Dunaju do Alp”, na której zaznaczono trasy tematyczne, zaś na odwrocie zamieszczono ich opisy i praktyczne informacje. Palcem po mapie podróżowaliśmy więc szlakiem zabytkowy miast i architektury (a jest tu ich sporo), winnym szlakiem, szlakiem pielgrzymkowym (miasteczko Mariazell, leżąca na północno – wschodnim krańcu regionu to „austriacka Częstochowa), szlakiem cudów natury (to prawdziwie przyrodniczy raj, trasa przeznaczona szczególnie dla dzieci i rodzin), szlakiem pięknych widoków (rewelacja, zaznaczono na mapie miejsca, z których rozpościerają się najpiękniejsze, pocztówkowe widoki), szlakiem alpejskim (dla miłośników trekkingów) i w końcu szlakiem sztuki kutej w metalu. Oj, było z czego wybierać. Zaraz po tym oglądaliśmy mapy tras wędrówkowych i rowerowych w regionie.

Miejsca, które odwiedziliśmy, mapę na bieżąco aktualizujemy.

Okazało się, że każde miasteczko i gmina ma takie, dokładne, z pełną informacją na temat długości, trudności, czasów przejścia czy przejazdu, bazą informacji praktycznych. Podobne mapy były przygotowane dla miłośników wędrówek nieco ambitniejszych, chociażby w rejonie Naturpark Ötscher-Tormäuer. W ręce wpadła nam też mapa Naturpark Ötscher-Tormäuer podzielona na trasy tematyczne – łączące punkty widokowe, miejsca związane z wodą (wodospady, jeziora etc), miejsca dla miłośników adrenaliny, przygody czy w końcu trasy wąskotorowych, zabytkowych kolejek. Do tego cała plejada atrakcji zimowych – od narciarstwa alpejskiego po biegowe i skitoury. I mógłbym tak jeszcze wymieniać i wymieniać – do dyspozycji mieliśmy mapy szlakiem cydru (czyli jabłkowego wina – piwa, coś pomiędzy, prawdziwy skarb regionu Mostviertel) czy też szlakiem… kwiatów, łąk, owoców, dalej – szczegółowe plany miast i miasteczek. Widać, że inwencja i pomysłowość jest mocną stroną tutejszych władz. Pomysłów znaleźliśmy tyle, że spokojnie moglibyśmy spędzić tu dwa tygodnie, nie powtarzając ani razu tego samego miejsca. Nic, tylko brać mapę i iść lub jechać. Piszę „brać” bo wszystkie te materiały są całkowicie darmowe. I można je dostać w większości hoteli, pensjonatów, w każdym punkcie informacji turystycznej czy muzeum.

_PTR3856-01

O 10.00 w hotelu pojawił się umówiony dzień wcześniej przewodnik… Oniemieliśmy. Pamiętacie jak pisaliśmy o rangerze z Parku Narodowego Hohen Tauern? Tym razem w recepcji stanął wysoki gość w typowym, amerykańskim kapeluszu. Nad otokiem kapelusza miał stalową „obwódkę” z napisem SEPP. Byliśmy nieco zaskoczeni… Nasz przewodnik przywitał się z nami i od razu poczuliśmy do niego sympatię – bezpośredni, z świetnym angielskim i permanentnym – jak się później okazało – uśmiecham na twarzy. – Mam na imię Helmut, zabiorę was na wycieczkę szlakiem kuźni, kowali i stalowych cacek – zakomunikował. Byliśmy zdecydowanie „na tak”. Nie byliśmy jednak pewni co oznacza ów SEPP na kapeluszu. Postanowiliśmy o to zapytać już w samochodzie. W deszczu, pomknęliśmy w kierunku miasteczka Ybbsitz – niekwestionowanej, kowalskiej stolicy regionu i jednego z najważniejszych miejsc na austriackiej „Trasie Żelaza” prowadzącej przez trzy kraje związkowe, a w wymiarze europejskim – od Norwegii, przez Danię, Polskę, czeskie Morawy aż po Burgerland w Austrii.

_PTR3774-01

Po kilkunastu minutach jazdy nasz przewodnik zatrzymał się na początku fragmentu szlaku zwanego „Schmiedemeile”, co można przetłumaczyć jako „mila z kuźniami”, ale to i tak nie jest do końca precyzyjne określenie. Chodzi mianowicie o to, że w tym miejscu, nad rzeką w czasach żelaznego prosperity funkcjonowało aż 28 kuźni. Ybbsitz było wówczas centrum kowalstwa. A wszystko za sprawą góry Erzberg, leżącej w północnej Styrii, z której już w XII wieku wydobywano rudę żelaza. W XV wieku z rejonu Ybbsitz transportowano tam jedzenie dla robotników i węgiel drzewny do wytopu żelaza zaś importowano tysiące ton czystego żelaza, które potem przekuwano w lokalnych kuźniach na wyroby użytkowe. Tak w ogromnym skrócie wyglądają korzenie żelaznego interesu, który mimo najazdów tureckich w XVI i plądrowania regionu przez wojska Napoleona w XIX wieku jakoś się trzymał. Za czasów Małego Kaprala w regionie działało 20 kuźni, pracowało 86 mistrzów kowalskich i rzesze pomocników. Niestety, wówczas wycięto też większość lasów. Wysiadamy z samochodu tuż obok dziwnego mostku, wyglądającego tak jakby dziecko bawiło się urządzeniem do spawania. Tuż obok zabytkowa – już na pierwszy rzut oka – kuźnia. Wielkie komuny wyglądają nieco dziwnie i nieproporcjonalnie na niezbyt dużym budynku. Wchodzimy do środka, wita nas Franz Wahler – najsłynniejszy kowal w całej okolicy, współautor niemniej znanego „Adventure Bridge” – mostu, który mamy dziś jeszcze zobaczyć. Sympatyczny kowal raczej nie przypomina słynnych „Czarnych Grafów”, posiadaczy kuźni, którzy do końca XVIII wieku trzęśli kulturalnym i politycznym światkiem regionu. Skromny i zapracowany. Chwila rozmowy, kilka zdjęć i jedziemy dalej. Przed nami kolejna z ośmiu głównych atrakcji „mili z kuźniami” – mili która tak naprawdę… rozciąga się na przestrzeni blisko dwóch mil.

_PTR3792-01

_PTR3794-01

Zajeżdżamy do zabytkowej kuźni Josefa Eybla, najbardziej ekscentrycznego i ekstrawaganckiego kowala w okolicy, współautora słynnego mostu. W kuźni cisza i porządek – Josef przygotowuje się do imprezy – festiwalu bluesowego, który za parę dni odbędzie się tutaj, w kuźni. I bynajmniej, nie jest to najbardziej oryginalne wydarzenie, które miało miejsce w zakładzie Josefa – były już tu wesela, wieczory kawalerskie, imprezy urodzinowe i wiele innych. Od razu rozpoznaję tę słynną czapeczkę na głowie i tors – postać Josefa jest szeroko wykorzystywana do promocji całej „Eisenstraße” – trasy turystycznej, biegnącej śladami kowalstwa, wydobycia i przetwórstwa żelaza w regionie Mostviertel. Kowalstwo stało się dla regionu jedną z najważniejszych gałęzi turystyki. Każdego roku odbywają się tu wielkie imprezy kowalskie, zjeżdżają kowale z całej Europy, a nawet Japonii. Ci ostatni na wykuwaniu ze stali znają się całkiem dobrze. Każdy może się tutaj zapisać na warsztaty kowalstwa artystycznego i z tego co mówi Helmut wynika, że to całkiem popularne zajęcie. Zwłaszcza wśród kobiet, bo kuje się tu nie tylko mosty ale i elementy ozdobne, naczynia, a także biżuterię. To ostatnie szczególnie zainteresowało Anię, która w poszukiwaniu jubilerskich, etnicznych cacek jest w stanie zaglądnąć prawie wszędzie.

_PTR3795-01

_PTR3803-01

_PTR3815-01

Po krótkiej wizycie u Josefa, Helmut zawozi nas nad słynny „Most Przygód” – wspólne dzieło Franza i Josefa. Cóż, instalacja wpisuje się w nieco „odjechany” styl obu mistrzów kowalstwa. Jest zabawnie. Zastanawiamy się z Anią czy w Polsce taka inwestycja wywołałaby zachwyt czy prześmiewcze publikacje w prasie. Kolejny raz okazało się, że Austriaków stać na ekstrawagancje. Jak się miało okazać później – most to nie jedyny przykład.

_PTR3781-01

_PTR3791-01

Po krótkiej sesji na moście jedziemy do punktu numer jeden „mili” – FeRRUM – muzeum żelaza, hutnictwa i wszystkiego co z nim związane. Spora ekspozycja jest przygotowana w taki sposób, żeby zwiedzanie nie znudziło się zarówno dorosłym jak i dzieciakom – jest co robić. Można się dowiedzieć m.in. jak powstają rudy żelaza oraz jak w dawnych wiekach kuto świetne miecze dla dzielnych rycerzy. Helmut zaprasza nas do kawiarni na lampkę cydru – wreszcie mamy możliwość spróbować lokalnego alkoholu. Z ozdobnej butelki z denkiem w kształcie tradycyjnego kwadratu – to na wzór Vierkanter, tutejszych budynków gospodarczych w kształcie kwadratu, z podwórkiem w środku – pijemy zimny, perlisty, słodki trunek. Smakuje!

_PTR3824-01

W czasie gdy my się delektujemy Helmut zamawia całą butelkę, do tego butelkę wina jabłkowego i wręcza nam jako podarunek – To, żebyście nie zapomnieli o nas – dodaje. Na pewno nie zapomnimy, nam się tu po prostu bardzo podoba :). Z Ybbsitz – pięknego, odrestaurowanego, maleńkiego miasteczka jedziemy do „Miasta Wież” – Waidhofen, zabytkowego miasteczka z mnóstwem odrestaurowanych, gotyckich kamieniczek i wieloma wieżami zabytkowych budowli. Helmut zabiera nas na wieżę Rothschildschloss – zamku Rothschildów, w którym urządzone jest oryginalne muzeum „pięciu elementów” – wody, ognia, ziemi, żelaza i drewna – czyli składowych sukcesu ekonomicznego doliny Ybbs.

_PTR3838-01

Z wieży rozpościera się piękny widok na miasto i dolinę, po drodze na szczyt można podziwiać oryginalne eksponaty w muzeum tortur. Oryginalnie 🙂 Na samej górze kolejny raz okazało się, że Austriacy dość odważnie potrafią podejść do rozwiązań architektonicznych. Na szczycie wieży średniowiecznego zamku wybudowano tzw. cube – szklaną klatkę, którą można wynająć i urządzić np. imprezę urodzinową. Helmut twierdzi, że inwestycja była strzałem w dziesiątkę, pisały o tym wszystkie niemieckojęzyczne gazety europy i nie tylko.

_PTR3850-01

Cube cieszy się wielką popularnością, w zasadzie ciągle ktoś ją wynajmuje. Z Waidhofen powoli wracamy do Lackenhof. Dzień był pełen wrażeń, Helmutowi w zasadzie nie zamykały się usta. Gdybyśmy mieli spisać wszystkie opowieści o regionie – zabrakłoby stron na tym blogu 🙂 Bez najmniejszej wątpliwości możemy wam polecić przewodników z SEPP. Ta organizacja zrzesz lokalnych miłośników regionu Ybbsitz – wychowanych i mieszkających tu, posiadających wiedzę, którą chętnie przekazują w czasie prowadzonych wycieczek po regionie!

Ania&Piotrek

Strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.