Z fotografowaniem na Południowych Morawach zawsze jest ten same problem. I nazywa się banalnie: pogoda.  

Nie wiem czy to pech, czy zwykły zbieg pogodowych okoliczności. Ale żeby w czasie najpiękniejszej jesieni od lat dostać ołowiane niebo, wiatr i zacinający deszczyk? Cóż, nie mieliśmy wyjścia, daliśmy radę. Dlatego, mimo niezbyt dobrej aury uważam,  4. Plener z Fotografem w Podróży za całkiem udany.

Gdy się nieco dłużej zastanowię, to nachodzi mnie myśl, że nie tylko pogoda jest problemem na Morawach, ale i swoista klęska urodzaju. Jeśli ktoś chce tu spędzić jedynie kilka dni, ma do dyspozycji jedynie kilka wschodów i zachodów słońca – poranków i pięknych „złotych chwil”  – musi wybierać gdzie podjechać, gdzie podejść, gdzie się ustawić. Miejsc jest mnóstwo, możliwości tyle samo. Na szczęście te najciekawsze są dość blisko, od kilku do kilkunastu minut jazdy autem. Mimo to nie da się być wszędzie. Dlatego warto tu wracać (co zamierzam uczynić już w maju, w czasie wiosennego pleneru na Morawach).

Południowe Morawy fotografuje się w dość specyficzny sposób. To chyba jedno z nielicznych miejsc, gdzie krajobraz zaprasza fotografa do pewnej gry – tak jakby szeptał mu do ucha: zauważysz, znajdziesz? Zmuszał do wnikliwej obserwacji, wyszukiwania kształtów, form. Bo paradoksalnie, to co najpiękniejsze nie jest widoczne na pierwszy rzut oka… Czy udało nam się to znaleźć? Sfotografować? Cóż, zapraszam na małe, fotograficzne resume. Prócz krajobrazów zmierzyliśmy się z technikami i sprzętem strobbingowym, bo nie tylko krajobrazami żyje człowiek (fotografujący).

Ogromne podziękowania dla całej ekipy za zaangażowanie i świetne humory (mimo aury)! A kto ma ochotę pojechać ze mną na kultowy już, zimowy plener na Podhalu (3-6 stycznia)  połączony z warsztatami Adobe Lightroom – zapraszam. Są jeszcze, ostatnie, wolne miejsca.

 

…i nieco zdjęć z drugiej strony lustra. Było wesoło!