Pamiętam ekscytację, gdy pierwszy raz gnałem nad Kotorską Bokę. Głowę miałem pełną literackich wyobrażeń, bo było to czasy, gdy w Internecie nie można było wpisać nazwy i odnaleźć zdjęcia: miast, widoków, plaż. Wszystko czekało tu na mnie, na miejscu, do odkrycia.
W małych, przydrożnych wioskach, w niewielkich lokalnych restauracjach mijałem wozy opancerzone i co rusza przed oczami migał mi jakiś niebieski hełm żołnierza Narodów Zjednoczonych. Dziś jedyny niebieski to turkus wody, która lśni kolorem gdy odpowiednią porą zjedziemy do Herceg Novi, pierwszego wspaniałego miasta nad najwspanialszą zatoką Adriatyku. Tutaj właśnie, nad „jedyny fiord” w tej części Europy jak zwykło się – błędnie oczywiście – nazywać zatokę Kotorską przyjeżdża najwięcej turystów, żądnych wypoczynku w otoczeniu gór, zabytkowych miast i przejrzystej, ciepłej wody. Z Pobliskiego, chorwackiego Dubrownika to tylko chwila. Ale to wystarczy by wpaść po uszy i kolejny urlop w regionie planować właśnie w Czarnogórze, taki na minimum tydzień. Na dodatek tydzień bez lenistwa. Szkoda bowiem leżeć na plaży skoro dookoła tyle atrakcji! Na Bokę – bocca z włoskiego znaczy usta – najlepiej popatrzeć znad Kotoru, miasteczka od którego zatoka wzięła nazwę, gdzie zaczyna się nie mniej malownicza co słynna i momentami dość niebezpieczna droga na Cetynię. Na mapie wygląda jak zestaw zawijasów. Bo kręci się co chwila o 180 stopni by po niespełna 20 km uspokoić swoje mordercze zapędy. Miejscowi radzą: jesteś niedzielnym kierowcą? Nie wybieraj się na tę drogę. Rzeczywiście, nieco przeraża, za to po pokonaniu ponad 500 m w górę roztacza się jeden z najwspanialszych widoków w Czarnogórze, wart strachu i wysiłku. Widać stąd i trójkątne zatoki podzielone na zalew Hercegnowski, Tiwatski, Risański i Kotorski porozdzielane wąskimi cieśninami, z których Verige ma tylko 340 metrów szerokości. Widać stąd w końcu i góry ze stromymi niczym norweskie fiordy zboczami, u podstawy których przycupnęły niewielkie miasteczka i osady. W zatoce zobaczyć można aż siedem niewielkich wysepek. Wyjątkowości dodaje miejscu specyficzny, lokalny klimat, mocno deszczowy i burzowy zimą i nieco bardziej – w porównaniu do innych części adriatyckiego wybrzeża – wilgotny latem. Ceną tego jest specyficzna, subtropikalna flora, więcej zieleni niż w innych częściach wybrzeża i opinia ulubionej miejscówki malarzy i poetów, dla których malownicze widoki były i wciąż są artystyczną inspiracją. Trasa samochodem z Herceg Novi dookoła całej zatoki z metą w Kotorze to niewiele ponad 120 km. Jest jedną z najpiękniejszych tras widokowych wybrzeża Adriatyku, momentami biegnie nad samiuśkim brzegiem morza, a zaplanować ją warto na minimum kilka dni. Jeśli ktoś przybędzie tu inaczej niż własnym pojazdem z pomocą przyjdą mu niewielkie statki, wożące turystów z większości portów zlokalizowanych w zatoce.
Sophia Loren zachwycała się miejscem zadając kiedyś retoryczne pytanie „Jestem w raju czy na księżycu”, Claudia Schiffer komplementowała „Widziałam piękne miejsca na wszystkich kontynentach, ale słońca takiego jak tu – nigdzie indziej”, zaś słynny Jacques Cousteau zastanawiał się „Dlaczego słońce chce tu zajść, skoro takiego piękna nie da się spotkać w innych miejscach”. W 1979 roku Kotor wraz z miasteczkami Zalewu Kotorskiego i Risańskiego, części Boki, wpisany został na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Nie bez powodu – idealne położenie, otoczenie wysokich gór i stromych zboczy, ochrona przed wiatrami i ciekawością ludzką sprawiły, że Boka od zarania dziejów cieszyła się opinią najwspanialszego, naturalnego portu jaki kiedykolwiek stworzyła Matka Natura. Już w III w p.n.e istniała tu, w słynnym z późniejszych, rzymskich mozaik Risanie osada Iliryjska królowej Teuty, która właśnie miejsce nad zatoką, jej najbardziej wysunięty na północ fragment wybrała za stolicę swojego królestwa. Dalej na wschód mijamy senny Perast i chociaż miasteczko lata świetności ma daleko za sobą kiedyś słynęło i ze świetnej szkoły dla szkutników jak i waleczności mieszkańców. Podobnie jak Kotoru – Perastu nigdy nie udało się zdobyć Turkom. Aż do samego Kotoru trasa, biegnąca skrajem morza mija niewielkie osady, w których koniecznie trzeba się zatrzymać: Drazin vrt ze słynną rodziną Vukasoviców, w której na świat przyszło więcej kapitanów morskich niż w każdej innej, dalej Orahovac – dawna osada rybacka, która również słynie z marynarskiej tradycji, kolejna jest Ljuta z barokowym kościołem św. Piotra w końcu, u progu Kotoru – Dobrota słynąca kiedyś z wyrobu koronek, które można oglądać w kościele św. Eustachego oraz licznych knajpek i restauracji, mniej zatłoczonych od tych w Kotorze.
Zostać morskim wilkiem!
W XVIII wieku Boka z powodzeniem konkurowała zarówno z Dubrownikiem jak i Wenecją, w portach zatoki stacjonowało nawet 300 statków. Jeśli ktoś chciałby chociaż trochę poczuć klimat marynarskich czasów i urozmaicić sobie pobyt nad Boką powinien zaciągnąć się w Herceg Novi, najbardziej na zachód wysuniętym porcie na statek wycieczkowy, który wozi turystów w kierunku półwyspu Luštica , na słynną, ufortyfikowaną przez Austriaków wysepkę Mamula, w otoczeniu której znaleźć można niewielkie, urocze, skaliste plaże, idealne na całodzienny wypoczynek. I tak, naprzeciwko wysepki kusi niewielka plaża Mirista – jedną z najpopularniejszych w regionie – kawałek dalej na północ Zanjic, nie mniej często odwiedzana. Otoczone gajami oliwnymi, oddalone od zgiełku dróg i wścibskich oczu, oblane krystalicznie czystą wodą zachęcają do odpoczynku. Jeszcze kilka minut tstakiem na wschód czeka niespodzianka – słynna Blue Grotto – grota z pięknie niebieską wodą, w którą dość energicznie wpływają statki, wprawiając w osłupienie pasażerów. Przy okazji można zaglądnąć do Luštica Bay – nowobudowanego resortu, który – jak zapowiadają deweloperzy – ma zapewnić turystom idealną harmonię wypoczynku w otoczeniu natury. Oby tak się stało. Prócz plaż – do których koniecznie trzeba dodać słynną Plavi Horizonti – na półwyspie Luštica będzie okazja by spojrzeć na zatokę z zupełnie innej perspektywy. Zachodnią cześć półwyspu zamyka urocza osada Rose, z niewielką skalistą plażą, dawnym fortem i przytulnymi restauracyjkami, które przycupnęły tuż nad wodą. Mniej izolowane, większe, z widokiem na wyspę Sveti Marko i Tivat po drugiej stronie zatoki jest miasteczko Krašići. Ma kilka barów nad wodą, klasyczne, skalno – betonowe nabrzeże z leżakami i parasolkami. W nieco odmienny sposób warto zwiedzić drugi półwysep – Vrmac, położony u stóp Kotoru, nieco bliżej na zachód. W gorący dzień, z odpowiednim zapasem wody trzeba się wybrać słynnym Vrmac Ridge do położonego blisko 700 metrów wyżej austrowęgierskiego fortu. Starą drogą wycieczka zajmie w obie strony kilka godzin, ale chłodniejsza bryza, cień drzew i wspaniałe widoki rekompensują wysiłek. Kilkaset metrów niżej fortu, po zachodniej stronie półwyspu, ze wspaniałym widokiem na zatokę Tivatu, znajdziemy niewielką wioskę Gornja Lastva, która historia pisana już od czasów antycznych materializuję się dziś w postaci unikalnej na skalę kraju architektury kamiennych domów, kościołów i dwustuletnich gajów oliwnych. Cóż, tak bowiem wygląda codzienność nad zatoką: w dzień plażowanie, codziennie w innym miejscu, dla aktywnych wycieczki górskie, wieczory w rozgrzanych murach miast z kieliszkiem czerwonego Vranaca i talerzem pełnym lokalnych przekąsek i dań. Żyć, nie umierać!
Last modified: 06/07/2026