Towarzysz Tito siedzi wygodnie w wagonie. Dookoła miękko obite pluszem, zielone kanapy. Całość urządzona w stylu Art Deco. Na stoliczku kawior, alkohole, czuć zapach dobrych cygar. Bo jakież inne mógłby palić przyjaciel Marszałka – Fidel Castro?
Ten obrazek to nie fikcja. Prekursor „socjalizmu z ludzką twarzą”, twórca powojennej Jugosławii, która jako jedyny z krajów Wschodniej Europy zręcznie i z sukcesem lawirowała pomiędzy przyjaźnią z kapitalistycznym Zachodem i komunistycznym Wschodem właśnie słynnym „Plavi voz-em”, pomalowanym na błękitno pociągiem woził swoich zagranicznych przyjaciół na trasie z Belgradu do Bar-u, na wybrzeże Czarnogóry. 35 lat po śmierci Josefa Broz Tito pociąg jeździ nadal – na trasie 476 km wozi turystów, którzy w ten właśnie sposób chcą zagłębić się w świat jednej z najbardziej niesamowitych republik byłej Jugosławii, która od 2006 roku stanowi niepodległy organizm i turystyczny hit wschodniego wybrzeża Adriatyku. Słynny pociąg wjeżdża po drodze w aż 254 tunele i przecina najwyższy na świecie wiadukt kolejowy, położony niedaleko stolicy Czarnogóry, Podgoricy, Mala Rijeka Viaduct, górujący 200 metrów nad rzeką o tej samej nazwie. Do Czarnogóry pojechałem pierwszy raz będąc nastolatkiem. Nie, nie dosłownie, w wyobraźni, zaczytując się w przygodach „Dzikiej Mrówki” Andrzeja Perepeczko. Cel zrealizowałem jakoś w ogólniaku, stopem, przez pół Europy. A potem był nowy wyjazd i kolejny. Wszyscy odwiedzali Chorwację, a ja niezbyt jeszcze turystycznie rozwiniętą Czarnogórę.
Mały, wielki kraj
Czarnogórcy śmieją się mówiąc o wielkości swojego kraju. Bo z powierzchnią niewiele mniejszą od Małopolski jest się z czego śmiać. Śmieją się i tłumaczą, że Czarnogóra jest wielka, tyle, że trzeba „rozprostować mapę”, wygładzając tym samym wszelkie góry i doliny: sięgające naszych Rysów liczne szczyty Durmitoru – z Bobotov Kuk 2522 m. n. p. m. na czele, czy najgłębszym w Europie, wcinającym się na 1300 metrów w Ziemię, kanionie rzeki Tara. Z tej perspektywy Czarnogóra rzeczywiście wygląda bardziej imponująco. Równie imponująca jest historia regionu, bez poznania której trudno przechadzać się brukowanymi uliczkami Kotoru czu Budvwy, słuchać nawoływania muezinów w Ulcinju czy uczestniczyć w prawosławnych świętach Ostrogskiego Monasteru. Ba, można jej nie znać, pytanie brzmi: po co tracić na niewiedzy? Skoro i w murach i w pismach i w opowieściach przekazywanych z usta do ust zapisana jest historia Ilirów, Rzymian, którzy podbili wspomnianych, Bizancjum, Słowian i Serbów, Turków Osmańskich czy w końcu władców z dynastii Petrowiciów-Niegoszów z uwielbianym Piotrem II na czele, którego literatura przeszła do kanonu, a sam XIX – wieczny władca został w 2013 roku ogłoszony świętym. I właśnie z perspektywy monumentalnego bo socrealistycznego mauzoleum Piotra II, wybudowanego na Jezerskim Vrhu 1657 m n.p.m. w Parku Narodowym Lovćen warto rozpocząć poznawanie Czarnogóry. Bo z tego miejsca najlepiej widać o co chodzi Czarnogórcom gdy mówią o „rozprostowywaniu mapy”. A jeśli nie widać to słychać w rozmowach z mieszkańcami kraju. Dumni są z największego na Bałkanach jeziora, z którego wodę można pić szklankami, taka czysta. Dumni są, że znad jeziora Szkoderskiego, wiosną, świetnie widać ośnieżone szczyty, bo blisko 50 z nich sięga ponad 2 tys metrów nad poziom morza. A jeśli już o morzu mowa tu duma Czarnogórców rośnie z każdym kilometrem długiego na 279 km wybrzeża, na którym rozsiane są prawdziwe perły europejskiej architektury.
„Efekt Jamesa Bonda”
Przemysł filmowy może nakręcić koniunkturę. Najlepiej przekonała się o tym Nowa Zelandia, kraj tolkienowskiej Drużyny Pierścienia. Mniejszy, bo na skalę kraju, efekt uderzył w Czarnogórę, gdy James Bond, pociągiem, mknął przez otulony mrokiem nocy kraj. Fani szybko połączyli i czas i miejsce, Niebieski pociąg Tito znów stał się popularny. I nikomu nie przeszkadzało, że ani pociąg, ani słynne, bondowskie Casino Royale w hotelu Splendid nie mają nic wspólnego z nadmorskim krajem. Ważne jest to co w filmie, nie w rzeczywistości. W efekcie hotel o tej samej nazwie w Kotorze przeżywa oblężenia, zaś o Czarnogórze dowiedzieli się nawet farmerzy z jakiejś zapadłej dziury Teksasu. Tak jak Czechy udawały Czarnogórę w przygodach Bonda, tak Czarnogóra udawała Szwajcarię w przygodach Piercea Brosnana w filmie The November Man. Nie ważne fakty, ważny efekt. Zwłaszcza teraz, gdy kryzys w Rosji mocno ograniczył liczbę turystów z kraju, który traktował Czarnogórę trochę jak własną kolonię. Ulice Budwy przez lata pełne były samochodów na moskiewskich tablicach, menu w restauracjach zaczynało się po rosyjsku, podobnie jak i gwar na plażach czy w nocnych klubach brzmiał w tym języku. Premier Milo Djukanovic bronił się rok temu na forum w Brukseli, tłumacząc, że „Czarnogóra to nie ‘Moskwa nad morzem’”. Cóż, trudno się zgodzić, widząc dziesiątki hoteli i kasyn będących w posiadaniu rosyjskich kapitalistów. Rosjan przyciągała swojskość kraju, w którym dominuje prawosławie i jakoś łatwiej się dogadać, bo serbski, czarnogórski i rosyjski bliższe są sobie niż chociażby niemiecki czy angielski. Rosjanie, którzy do niedawna stanowili 25% wszystkich turystów odwiedzających kraj ukochali sobie Budvę, Włosi, Niemcy, Francuzi i Polacy miasta Boki Kotorskiej, wspaniałej zatoki, nazywanej „fiordem Adriatyku”, zaś muzułmańscy turyści z Albanii, Bośni czy Kosowa – południowe wybrzeże z multietnicznym Ulcinjem. Góry interioru okupują indywidualni turyści, dla których wciąż dzikie i puste Góry Dynarskie to wspaniałe miejsce do aktywnego wypoczynku. Zaś 70 km czarnogórskich plaż miłośnicy nurkowania, surfingu, snoorklowania i zwykli plażowicze, którzy cenią sobie nie tylko słynne skaliste plaże ale i jeszcze bardziej słynną, długą na 13 km i chyba jedyną w tej części Adriatyku, piaszczystą Wielką Plażę.
Kulturowa mieszanka
Tak samo architektura podąża za etnicznym kotłem tej części Bałkanów. Mieszają się tu style romańskie i wczesnoromańskie, wenecki gotyk z renesansem, elementy baroku i sztuki neoklasycystycznej. Dlatego spacery po „włoskim” Kotorze, Budwie, Starym Barze, Herceg Novi, Svetim Stefanie to nie tylko przeglądanie wystaw sklepów światowych marek ale i lekcja historii architektury. Także tej najnowszej, którą warto poznać smakując najlepsze, bałkańskie wina, o których, w przeszłości sam cesarz Marek Aureliusz mówił, że leczą rany i ciała i duszy, zapobiegają starzeniu się i przedłużają życie. Kultura uprawy i produkcji wina przywieziona przez Rzymian prawie upadła za panowania Otomańskiego, kultywowana w ukryciu, w prawosławnych klasztorach, podniosła się z kolan by znów poddać się wpływom przemysłowej – i co tu dużo mówić, niezbyt wysokich lotów – produkcji za czasów świetności Jugosławii. Dziś znów powstaje za sprawą wiedzy i umiejętności zachodnich winiarzy, którzy doceniają i wapienne gleby i słońce tej części Europy. A czarnogórski Vranac – czerwony, ciężki i aromatyczny, idealnie nadający się do starzenia jest wręcz synonimem winiarskiego smaku Bałkanów.
„Brzydkie kaczątko”
Po wojennej zawierusze lat dziewięćdziesiątych minionego wieku turystyka dość szybko wróciła na Bałkany. Gdy w Chorwacji ponownie otwierano najlepsze hotele, a plaże zapełniały się turystami Czarnogóra dopiero się organizowała. Nazywana „brzydkim kaczątkiem” świeciła pustkami, a standard infrastruktury pozostawiał wiele do życzenia. Dziś nie ma się czego wstydzić. Amerykański Forbes uznał kraj hitem 2015 roku, marina Porto Montenegro w Tivatcie została nominowana do miana „Najlepszej przystani” w międzynarodowym konkursie i dostała się do ścisłego finału, oddając pola jedynie Port Denarau na Fiji. Hotel Regent Porto Montenegro uznany został – tuż obok hoteli w Tajlandii, Tucji, Bahrajnu czy Madrytu – najlepszym hotelem SPA. Kolejne, realizowane w zgodzie z poszanowaniem środowiska naturalnego inwestycje w Luštica Bay obiecują zupełnie nową jakość wypoczynku, podobnie jak eko inwestycja Porto Skadar Lake nad jeziorem Szkoderskim. W 1992 roku w konstytucji kraju znalazł się zapis o strategii kraju związanej z ochroną środowiska naturalnego. Obecnie jedyną barierą do pokonania pozostaje transport. To kraj dla cierpliwych kierowców. Czarnogórę odwiedza wprawdzie Ryanair, ale z Polski nie lata. Rodakom pozostaje wiec samochód i ponad 1500 km w trasie. Ale jest nadzieja na zmiany – kraj dogadał się z włoskimi instytucjami odpowiedzialnymi za budowę marki turystycznej i teraz Czarnogóra korzystać będzie ze sprawdzonych patentów adriatyckiego sąsiada. Także w kwestii transportu. Póki co furorę w świecie robią czarnogórskie domeny internetowe, zakończone na .me. Dzięki nim każdy, kto szuka oryginalnego adresu internetowego dowie się gdzie leży ten malutki kraj. Bo któż nie chciałby domeny w stylu „love.me”? A tę wciąż można kupić, aktualna cena sięga jednego miliona dolarów.
Cóż, to chyba najlepszy rok by odwiedzić Czarnogórę. Zaś ostatnim argumentem – prócz wielkiego worka atrakcji – niech będą ceny. A te, po rosyjskim kryzysie, spadły nawet o połowę.
Moja lista z Czarnogóry:
Budva – imprezowa stolica Czarnogóry, odbudowana i odrestaurowana po tragicznym trzęsieniu ziemi w 1979 roku, nazywana Małym Dubrownikiem. Wycieczka po miejskich murach – punktem obowiązkowym.
Kotor – bez dwóch zdań najpiękniejsze miasto Czarnogóry, położone nad malowniczą zatoką o tej samej nazwie. Jeśli ktoś miałby czas zobaczyć tylko jedno miejsce w kraju to Kotor i okoliczne plaże są zestawem doskonałym.
Bobotov Kuk – najwyższy, mierzący 2522 m n.p.m. szczyt Durmitoru w Górach Dynarskich, z jedną z najpiękniejszych, górskich panoram Czarnogóry. Idealny na jednodniowy wypad.
Cetynia – honorowa stolica Czarnogóry, a do 1918 rzeczywista stolica kraju, kolebka państwowości i kultury. W mieście znajduje się najważniejsza świątynia Czarnogóry – Monaster Narodzenia Matki Bożej.
Park Narodowy Biogradska Gora – jeden z najstarszych parków, gwarantuje niezapomniane wędrówki w pierwotnym lesie z aż 86 gatunkami drzew i krzewów. Do tego bogata tradycja pasterska, piękne jeziora polodowcowe i szlaki trekkingowe.
Sveti Stefan – kiedyś wioska rybacka, później miasteczko, teraz hotel – wyspa, pocztówkowa ikona Czarnogóry z piękną plażą. Wizualnie miejsce idealne. Warto wpaść na kolację do hotelowej restauracji.
Đurđevića Tara Bridge – w latach 40. Minionego wieku był najwyższym, kołowym mostem Europy. Ale i teraz robi kolosalne wrażenie. Łączy brzegi Tary, rzeki żłobiącej najgłębszy kanion na naszym kontynencie.
Plaża Plavi Horizonti – ukryta, piękna plaża niedaleko Kotoru, idealne miejsce by wyrwać się w ciągu dnia z rozgrzanych, kamiennych murów czarnogórskich miast.
Błękitna Grota – hit wycieczek z Herceg Novi, można do niej wpłynąć łodzią, nurkować, snoorlkować i zachwycać się pięknym światłem, malującym morską wodę na niebiesko.
Półwysep Luštica – ukryty skarb zatoki Kotorskiej, pełen gajów oliwnych, niewielkich miasteczek i malutkich plaż.
Porto Montenegro – popisowa inwestycja w Tivacie, marina jakiej nie widział świat z pięknymi rezydencjami, sklepami i restauracjami. Drogo ale warto zobaczyć.
Stary Bar – jedna z najpiękniejszych ruin nad Adriatykiem z imponującym akweduktem i wspaniałym widokiem. Idealne miejsce na oryginalną randkę.
Ada Bojana – kiedyś wyspa – plaża wyłącznie dla „dewizowych”, dziś piękna plaża dla naturystów i najlepsze miejsce by tanio i dobrze pojeść owoców morza.
Last modified: 06/07/2026