Pogodzenie leżakowania na plaży z aktywnościami podnoszącymi poziom adrenaliny to zadanie w zasadzie niemożliwe. Chyba, że na letni wypoczynek wybierzemy Czarnogórę.

Kraj, w którym wszędzie jest blisko, prócz lichych odległości oferuje nieliche atrakcje dla tych, którzy wolą się spocić z wysiłku niż od piekącego słońca. Bo czymże jest 180 km samochodem? Tyle właśnie, bliżej niż z Warszawy do Torunia, dzieli wybrzeże od Durmitoru w Górach Dynarskich. A tam? Włoskie Dolomity, Austriackie Alpy i pustkowia Karpat Wschodnich Ukrainy razem wzięte. Największą zaletą Durmitoru jest niewielki ruch turystyczny. Największą, ale tylko pozornie, wadą – słaba infrastruktura. Rekompensatą są wspaniałe, krasowe krajobrazy i mnóstwo możliwości aktywnego wypoczynku. Bazą wypadową jest Žabljak, który do złudzenia przypomina beskidzkie kurorty z czasów PRL-u. Cóż, będziecie się czuć tutaj jak w domu. Jeśli zaglądniecie tu tylko na jeden dzień to warto wybrać się na trekking na najwyższy szczyt pasma – Bobotov Kuk 2522 m n.p.m. Cała trasa zajmuje pół dnia w wersji krótszej (z przełęczy Prevoj, gdzie można zostawić auto) lub całodniowej jeśli zdecydujecie wybrać się z Žabljaka, zahaczając po drodze o Crno Jezro. Samo wyjście nie jest zbyt forsowne, ale w partii szczytowej trzeba się liczyć z ekspozycją i łańcuchami zabezpieczającymi. Žabljak to świetna baza wypadowa nie tylko dla piechurów ale i miłośników rowerów górskich, którzy zaglądają tu by pokonać słynny Durmitor Ring, długi na ok. 90 km szlak okrężny, który ma dwie główne zalety: nie jest zbyt forsowny, bo prowadzi głównie szutrami i gwarantuje wspaniałe panoramy – jak chociażby z punktu widokowego we wiosce Curevac, położonej na wysokości 1700 m n.p.m., skąd warto zaglądnąć w czeluść kanionu rzeki Tara – najgłębszego kanionu Europy. A ten ostatni najlepiej poznać od środka. W przeciwieństwie do konkurencyjnego, Wielkiego Kanionu w USA nie trzeba zapisywać się z wyprzedzeniem i decydować na kilkudniowy spływ. Wystarczy wykupić wycieczkę – nawet „z marszu” – w jednej z agencji i już można, w pełnym, wodniackim rynsztunku ruszyć na wzburzone rzeki Tary. Widok jest oszałamiający, a pontonową wyprawę na Tarę można zaplanować tak by trwała kilka godzin lub cały dzień. Wody rzeki są krystalicznie czyste, zaś widok na most Đurđevića, rozsławiony w kultowych „Komandosach z Navarony” – bezcenny. Wracając do rowerów górskich – z ponad 150 szczytami sięgającymi więcej niż 2000 metrów, pierwotną – w wielu miejscach – przyrodą, niewielkim ruchem samochodowym i w końcu wspaniałymi widokami – Czarnogóra jawi się jak rowerowy raj. Wciąż do końca nieodkryty.

Przyrodnicza enklawa

Pozostając w wodnych klimatach nie sposób pominąć jeziora Szkoderskiego, największego, słodkowodnego zbiornika wodnego Bałkanów, otoczonego ochroną w ramach parku narodowego. W jego czystych, zasilanych podziemnymi źródłami wodach pływają  żółwie, a ośnieżone wiosną szczyty odbijają się w tafli jednego z najbogatszych gatunkowo rezerwuarów przyrody ożywionej:  spotkać tu można ponad 270 gatunków ptaków – w tym kormorany, pelikany, orły – a prócz żółwi węże, jaszczurki, dziki i wilki. Do tego 34 gatunki ryb z czego 7 endemicznych. Ten przyrodniczy cud warto poznać z pokładu niewielkiej łódki lub kajaka i spłynąć do jeziora z miasteczka Rijeka Crnojevica – spod słynnego z mostu, który swą urodą ustępuje jedynie Staremu Mostowi w Mostarze, w Bośni i Hercegowinie. Wodna trasa do jeziora to wyprawa na minimum dzień w kajaku, albo i krócej, jeśli ktoś skorzysta z łodzi napędzanych silnikiem. Górny bieg rzeki to wymarzone miejsce dla fotografów, a słynne zakola stały się już fotograficznym symbolem regionu. Jeśli ktoś miałby ochotę wypłynąć na szerokie wody jeziora i poznać starożytną i średniowieczną historię regionu, zapisaną w ruinach powinien ruszyć z przystani w Virpazarze na kilkugodzinną wycieczkę niewielkim statkiem. Wrażenia gwarantowane. Czarnogóra nie jest tak atrakcyjna żeglarsko jak Chorwacja, ale słynie z tego, że tu wieje. Oj, proszę się nie dziwić. Wielu wodniaków narzeka, że chorwackie wyspy zwiedza się głównie „na silniku”. Trasy prowadzą najczęściej po Boce Kotorskiej, z nocowaniem w marinach Herceg Novi, Kotorze czy w końcu słynnym i nagradzanym w świecie Porto Montenegro w Tivacie. Poza Boką wodniacy najczęściej zaglądają do Budvy i kotwicowisko pod Svetim Stefanem.

 

Z nutką adrenaliny

Podobnie jak w Podgoricy, stolicy Czarnogóry, gdzie z  mostu Vizier w krystaliczną toń Moračy skaczą z ponad 20 metrów młodzi mężczyźni w ramach dorocznych zawodów. A jeśli już o sportach wodnych mowa to nie da się pominąć „Copacabany Czarnogóry” – plaży położonej na słynnej, 13 kilometrowej, piaszczystej Velikej Plaži na południu kraju. W cieniu meczetów pobliskiego Ulcinja i letniej rezydencji rosyjskiego magnata Romana Abramowicza, rozciąga się las parasolek i leżaków, na których wolne chwile spędzają ci, którym nie straszny jest mocno imprezowy charakter miejsca. Młodzi ludzie, sącząc kolorowe drinki obserwują tych, którzy na jednym z najbardziej wietrznych miejsc Czarnogóry toczą boje z morskimi falami – surferów, kitesurferów, windsurferów, a wieczorem przed letnią sceną, na której słychać dźwięki najlepszych, europejskich DJ-ów oddają się szalonej zabawi, aż do rana. O wiele spokojniej jest naprzeciwko Velikej Plažy, tuż pod wodą, na tak zwanej rafie Dzerane. Mimo, że miejsce nic wspólnego z koralowcem nie ma, zdobywa szczyty popularności pośród nurkujących. A to dzięki ciekawej, podwodnej budowie – labiryntowi korytarzy, jaskiń i grot – i dość łatwemu dostępowi na niewielkiej, kilkunastometrowej głębokości. Bogata przeszłość tej części wybrzeża sprawia, że Czarnogóra wciąż otwiera się na nurkujących, a ci eksplorują kolejne miejsca, dopisując do nurkowej mapy kraju kolejne wraki i ciekawe, podwodne miejscówki. Jak chociażby Błękitną Grotę – Plava Špilja, w okolicach Herceg-Novi, na półwyspie Luštica. Swoją nazwę zawdzięcza atramentowemu kolorowi wody, która „barwi się” promieniami słońca. Miejsce – obowiązkowy punkt wycieczek – jest mekką i nurkujących z maską i rurką, pełną gębą płetwonurków, jak i zwykłych wycieczkowiczów, wpływających tu niewielkimi stateczkami. A jeśli już w Herceg-Novi jesteśmy to nie sposób pominąć faktu,  że właśnie nad nasłonecznionym stokami okolicznych gór paralotniową mekkę znaleźli ci, którym marzy się wznieść ponad żar rozpalonej latem ziemi i zobaczyć z tej niesamowitej perspektywy wybrzeże Adriatyku.

Last modified: 06/07/2026