Czarnogórskim smakiem – jedzenie i kultura
Latem w Czarnogórze potrafi być gorąco. Wraz ze zmrokiem przychodzi delikatny, orzeźwiający wiatr i nieco chłodu. Lubię wtedy zasiąść wygodnie w niewielkiej restauracji tuż po lewej, za bramą, na murach w Kotorze.
Zazwyczaj zaczynam od zimnego, jasnego piwa Nikšićko, z browaru szczycącego się ponad 100 – letnią tradycją. To w zasadzie jedyne, oryginalnie produkowane w Czarnogórze piwo; blisko mu do czeskich lagerów, stąd cieszy się dużą popularnością pośród piwoszy ze Wschodniej Europy. Do obiadu zazwyczaj zamawiam mojego ulubionego, ciężkiego Vranaca, który – odkąd winiarstwo w rejonie Podgoricy znów stanęło na nogi – nie odstaje od najlepszych, czerwonych trunków pobliskich Włoch. W Cemovsko Polje na północ od jeziora Szkoderskiego widziałem winnice, która uchodzi za największą w Europie. Najwięcej prywatnych, małych winnic znaleźć można w rejonie Crmnicy, zaś tradycje niektórych sięgają średniowiecza. A jeśli kto chciałby popróbować innych szczepów i mieszanek win powinien koniecznie zaglądnąć tu w czasie dorocznego święta Days of Wine and Bleak (Dni Wina i Uklei), kiedy to z końce zimy do położonego nad jeziorem Szkoderskim Virpazaru zjeżdżają producenci i smakosze z całej Czarnogóry i sąsiedzkich krajów. Dla ciała otworem stoją liczne stoiska z daniami kuchni, degustacji Vranaca i owej uklei, endemicznej ryby, w której już w XIII wieku rozsmakowali się Włosi, importując co roku setki odławianych ton. Jeśli jednak komuś nie w smak podróżować tu zimą, to może się wybrać do wioski Njegusi, u stóp słynnego mauzoleum, uznawanej za stolicę czarnogórskiej kuchni. Słynna i z kamiennej architektury i z produkcji szynki pršut i sera kusi smakami czarnogórskich, tradycyjnych dań: cicvary – na bazie gotowanych ziemniaków, kwaśnego mleka i sera, popary – czyli mieszanki kilkudniowego chleba z olejem i mlekiem. Albo crnogorski japraci, przypominający gołąbki zawinięte w liście dzikiej kapusty, faszerowane wołowiną i ryżem, zapiekane w pociętą w słupki szynkę pršut. Fani mięsnych dań powinni spróbować słynnej czarnogórskiej jagnięciny duszonej w mleku z przyprawami i ziemniakami oraz pochodzącej z Podgoricy popeci – zawijanych w plastry pršut- a, sera i kajmaku cielęcych steków, pieczonych w głębokim tłuszczu.
Z grilla
Czarnogórcy kochają – co jest złą wiadomością dla wegetarian – i mięsa i grillowanie. Na szczęcie na grillu duszą też warzywa: bakłażany, papryki, cebulę, ziemniaki. Na mały, niezobowiązujący posiłek warto wybrać placki typu burek – znane w całym regionie, aż po Turcję – nadziewane i mięsami ale i szpinakiem, serem – to ostatnie może stanowić pewne urozmaicenie mięsnych posiłków. Gdzie jeść? Cóż, europejska kuchnia powoli zalewa i Czarnogórę: pizza, makarony dominują, dlatego warto wybierać małe knajpki, na uboczu, serwujące głównie lokalne dania. Jak chociażby szczycąca się dwustuletnią tradycją Konoba Ćatovića Mlini, położona gdzieś w połowie drogi z Kotoru do Herceg Novi, nieco na uboczu przytulna restauracja z rodzinnym klimatem. Jeśli kto zaglądnie do nadmorskiego Perastu w czasie dowolnego, lokalnego święta koniecznie powinien spróbować smażonego, słodkiego bobu, zwanego tu po prostu bobi. Tradycja, chroniona przez grupę mieszkańców gwarantuje, że w tym wykonaniu słodkiego bobu nie spróbujemy nigdzie indziej. Warto tu zaglądnąć np. w czasie słynnej na całym wybrzeżu fasinady – święta związanego z pojawieniem się 22 lipca 1452 roku figury Matki Boskiej na skale w morzu, kilkaset metrów od brzegu. Ku chwale matki chrystusowej zaczęto przywozić łodziami głazy, kamienie, zatapiać zdobyte okręty powiększający tym samym skałę, tworząc sztuczną wyspę, na której w końcu zbudowano kościół zwany kościołem Matki Boskiej na Skale. Doroczna impreza upamiętnia ów dzień, mieszkańcy znów wsiadają do swych łodzi i przywożą na wyspę kamienie, zatapiając je w morzu. A w każdym innym dniu polecam moim zdaniem najpiękniej położoną, tuż nad samą wodą restaurację w hotelu Conte. Znam takich, którzy każdego wieczora, wpadają do Perastu na kolację. Może najtaniej nie jest, ale dania autentyczne, a atmosfera jedyna w swoim rodzaju.
Trochę kultury
Święta religijne to dobra okazja, by zapoznać się z tradycją Czarnogóry. Wówczas można zobaczyć tradycyjne stroje, przepięknie zdobione, z których uważny obserwator może rozczytać całą historię kraju, na kulturę którego wpływ mieli zarówno Turcy, jak i Słowianie czy Włosi. Dominują tu podkolanówki – szczególnie u panów, krótkie sięgające kolan spodnie, ozdobne pasy, sięgające kolan, haftowane, pozbawione rękawów płaszcze – w tym oryginalny jelek i gunj w stylu kaftanu, a wszystko to z lnu, jedwabiu i wełny w kolorze białym, niebieskim, bordowym. Kobiecy strój różni się w zależności i od wyznania i zamieszkania: nieco inaczej ubierają się wyznawczynie prawosławia, inaczej w górach i na wybrzeżu. Ale wszystkich łączą bogate ornamenty haftowane na stójkach koszul, rękawach i mankietach, połach płaszczy i kaftanów – bogato zdobione pasy i buty z podwiniętymi czubami. Rzeczą, po której najłatwiej rozpoznać czarnogórski strój jest charakterystyczne nakrycie głowy – crnogorska kapa – w kształcie płaskiego cylindra z czerwoną, górną częścią, ozdobioną – w zależności od preferencji politycznych – symbolami serbskiego krzyża, komunistycznej, czerwonej gwiazdy, inicjałami Króla Mikołaja I Mirkovicia Petrovicia-Niegosza czy w końcu – zgodnie ze współczesnymi trendami – z godłem kraju w postaci dwugłowego orła. Takie samo nakrycie noszą zarówno kobiety jak i mężczyźni.
Tam gdzie walczy się o wolność tam powstaje muzyka i pieśni, które robią wrażenie nawet po latach. W muzyce Czarnogóry nie znajdziemy wielkich form, ale gdy uda nam się trafić na jakieś wydarzenie kulturalne, któremu będą towarzyszyć charakterystyczni muzycy z gęślami – przypominającymi skrzypce instrumentami warto zatrzymać się i posłuchać. Szczególnie pieśni pogrzebowe z przejmującymi zaśpiewem kobiet robią wrażenie na słuchaczach. Podobnie jak liryczne, proste pieśni pasterskie pełne mitów, legend, odważnych bohaterów i mądrych władców; pełne dumy i radości, smutku i tęsknoty. Szczególne wrażenie robi taniec w okole – oro – znany każdemu, kto kiedykolwiek odwiedził Bałkany. To bardziej zabawa niż taniec, bo kluczem oro jest interakcja pomiędzy tańczącymi dookoła, trzymającymi się za ręce, a prezentującym swoisty „taniec orła” mężczyźnie czy parze, znajdującej się w środku. Tańcu towarzyszy śpiew, okrzyki, śmiech – zachęcanie do popisu lub wyśmiewanie. Jak w życiu. Dla fotografujących szczególnie istotna jest końcówka ceremoniału: gdy na ramiona panów wdrapują się nieco lżejsi koledzy, tworząc dodatkowe koło, o jedden wymiar wyższe.
Tradycyjnej muzyki można posłuchać a tańce pooglądać na dorocznym, letnim festiwalu tamburynistów w Bijelo Polje, Nasa Radost w Herceg Novi czy w końcu w czasie Międzynarodowego Letniego Karnawału w Kotorze, który miast zimą gości w mieście w sierpniu. Mówiąc o muzyce nie sposób nie wspomnieć o bugaršticy, tradycyjnych, piętnasto i szesnasto sylabowych poematach, opisujących życie codzienne Czarnogórców w rejonie Boki Kotorskiej. Pierwszy tego typu utwór, stworzony w 1555 roku przez Petar Hektorovica nosił tytuł „Opowieści rybaka”. Boka Kotorska jest też ojczyzną śpiewów klapa, które wykonywane a cappella przez „grupę przyjaciół” – jak tłumaczy się słowo klapa – wypełniały w przeszłości kościoły, przypominane były w czasie uroczystości weselnych, zbiorów winogron. Dziś tradycja klapa wraca w licznych festiwalach, i jest chroniona, bo wpisana na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO.
Last modified: 06/07/2026