Skąd czerpać wiedzę, jak zaplanować podróż „fotograficzną”?

Każdy kto czytał moją książkę „Fotograf w podróży” bardzo dobrze wie jak ogromną rolę przywiązuję do czasu. Czas rozumiany jest przeze mnie na dwa sposoby: ten, który poświęcamy na przygotowanie się do foto wyjazdu (szukanie miejscówek, analizowanie pogody, wynajdywanie wydarzeń na miejscu, rozmyślanie nad tematem zdjęć, oglądanie zdjęć, szlifowanie techniki) i ten, który poświęcam już na miejscu (wyczekiwanie na światło, wyczekiwani na to, aż coś się wydarzy, wyczekiwanie na sposobność, oswajanie ludzi z własną osobą, wyczekiwanie… Tak, 90% fotografowania to czekanie, o tym też piszę w książce).

Tyle, że to drugie zadanie ma moc sprawczą wówczas gdy poświęci się odpowiednią ilość czasu na zadania przygotowawcze. Jak więc zaplanować wyjazd? Odpowiedź jest banalnie prosta: dobrze. Tak by na miejscu nie tracić… czasu na zbędne planowanie. By pojechać – trochę – na gotowe, a zaoszczędzony czas zostawić na spontan i improwizację. Taki jest mój przepis na udane zdjęcia.

Najczęściej podróżuję sam, ale czasem zdarza i się skorzystać z pomocy innych, z pomocy biur podróży. Zwłaszcza wtedy, gdy nie mam wiedzy o miejscu, które mam zamiar odwiedzić. Gdy jadę pierwszy raz, lub gdy – z jakiś przyczyn – czas na przygotowania na miejscu mam dość ograniczony. Wówczas nie pozostaje mi nic innego jak tylko zasięgnąć języka, zapytać. Ci, którzy byli, widzieli i znają – i co najważniejsze – znają naszą, planujących wyjazd z aparatem, motywacje są w stanie pomóc, wywalczyć dla nas czas, ułatwić zaplanowanie zdjęć.

Nieraz popełniłem błąd.

…gdy pierwszy raz jechałem nurkować do Dahab w Egipcie byłem nieco załamany, że nasz hotel jest tak daleko od centrum, od bazarów, i że po całym dniu nurkowym, żeby pojechać “na zdjęcia” muszę wynajmować taksówkę i jechać – tracąc czas i pieniądze – zamiast mieć to wszystko na miejscu.

…gdy pojechałem na safari nurkowe, znów do Egiptu, i okazało się, że biuro, które organizuje łódkę to „krzak”, a cała opowieść mogłaby zmrozić wam krew w żyłach, więc temat rozwinę innym razem.

Wietnam Hanoi beer corner

Widok z okna sypialni na beer corner. Oj, było głośno!

…gdy jadąc do Hanoi wybrałem hotel tuż nad beer corner’em – słynnym miejscem, które po zmroku zamienia się w uliczną piwiarnię (i spróbuj tu zasnąć…)

Za każdym razem geneza błędu była taka sama – nie sprawdziłem samodzielnie albo nie zapytałem u organizatora mojego wyjazdu o warunki pobytu, a on nie wpadł na pomysł – czemu w sumie się nie dziwię – że mam takie, a nie inne plany i potrzeby.

A wystarczyło napisać, zadzwonić – nawet gdy nie miałem za dużo czasu mogłem przecież zrzucić zadanie na tych, którym płaciłem za mój wypoczynek. 

No właśnie. Przy okazji. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy ma taki komfort, że może podróżować indywidualnie, że może zaplanować sam, w dowolnym miejscu, czasie, za dowolną cenę. Ale każdy może wybrać miejsce tak by chociaż w większym procencie spełniło założenie: mam czas na zdjęcia, mam odpowiednie miejsce na zdjęcia (z widokiem), wiem kiedy coś będzie się działo.

Wówczas…

…jadąc do Włoch na jesienny wypoczynek można zaplanować i miejsc i czas tak by mieć pod nosem winnice i zbierających grona, i zrobić świetny materiał o winie

…jadąc na Kubę wybrać wiosnę lub jesień, a nie lato kiedy upał jest tak wielki, że ma się ochotę wyłącznie sączyć drinki pod parasolem na pokrytej białym piaskiem plaży (chociaż osobiście nie mam nic przeciwko temu…)

skała Calpe hiszpania

Peñón de Ifach czyli słynna skala w Calpe. widok, który towarzyszył i przy porannej kawie i przy wieczornym kieliszku wina.

…jadąc do takiego hiszpańskiego Calpe wybrać apartament wystarczająco wysoko i w pierwszej linii budynków, by móc swobodnie fotografować z balkonu i plażę i słynną skałę – także o wschodzie i zachodzie słońca

…jadąc do tureckiej Kapadocji wybrać hotel z pokojami wydrążony w tufie, z widokiem na miasto i bez ruszania się z  miejsca fotografować miejski krajobraz

…jadąc na Sri Lankę znaleźć hotel i pokoje, z okien których widać surferów, walczących z falami o poranku.

Sri Lanka surfers spot Mirrisa

Taaak, to widok znad talerza, śniadanie w hotelu w Mirrisie, a przed nami surferzy 🙂

I mógłbym tak długo. To wszystko o czym pisze można wygooglać, wyczytać na blogach, przewodnikach, wypytać na grupach dyskusyjnych. Ale trzeba mieć czas. Gdy się go nie ma – najlepiej i najprościej zapytać w biurze, które jest organizatorem naszego wyjazdu.

Można napisać, można zadzwonić, można skorzystać z infolinii. To ostatnie zadanie wymaga od nas dwóch rzeczy: wiedzieć o co chcemy zapytać i jednego klika –  bez potrzeby podnoszenia słuchawki i płacenia za rozmowę.

Inspiracją do tego tekstu było dla mnie rozwiązanie Smart call-back, które pozwala na kontakt telefoniczny np. z biurem podróży. Można zostawić swój numer, można ustawić porę kiedy biuro ma zadzwonić i  w ten sposób wygodnie ustawić sobie plan dnia, tak by telefon i rozmowa – która zapewne potrwa – odbyła się wówczas kiedy nam pasuje. Można też nagrać pytanie (chociażby w środku nocy) i biuro oddzwoni do nas z odpowiedzią.

Smart call-back wdraża firma Dzinga, i można je znaleźć na stronach takich biur: http://www.7islands.pl/  http://www.biuropodrozy-land.pl/, http://www.biletywakacje.pl/, http://dreamtours.pl/, http://www.barbaratravel.pl/, http://www.namorzu.pl/, https://www.funclub.pl/http://funclub.com.pl/