Pin It

Wiecie jaka jest największa różnica pomiędzy obiektywami typu zoom a stałoogniskowymi? Ja wiem.

To taka oczywista oczywistość, że obiektywy stałoogniskowe są lepsze. Bo są „bardziej ostre”. No i jaśniejsze. Koniec. Kropka. Przecież piszą o tym na każdym forum fotograficznym. Kto znajdzie inne wytłumaczenie – temu stawiam piwo. Ja nie znalazłem na żadnym forum o fotografii, w żadnej dyskusji o fotografii gdzieś, w wirtualnych zakamarkach internetu. Ostrość, jasność wałkowane są w kółko i na każdym kroku. A prawda jest gdzieś w zupełnie innym miejscu. Zacznę jednak od początku.

Kilka tygodni temu wróciłem z Aten. Pojechałem do stolicy Grecji bo zaprosił mnie Nikon. Prócz mojej skromnej osoby kilkunastu innych: blogerów, fotografów, dziennikarzy z całej Europy. Do tego czterech fotografów – a precyzyjniej dwie fotografki i dwóch fotografów – których zadaniem miało być pokazanie zalet pracy – fotografowania różnymi obiektywami. Pokazali. I wiecie co Wam powiem? Nikt z nich ani razu nie użył słowa: ostrość, jasność; lepszy, gorszy. Nikt nie łamał sobie głowy wytłumaczeniem dlaczego plastyka Nikkora 50mm f/1.4 jest lepsza od ciemniejszego brata f/1.8.  Tak w zasadzie to w ogóle nie rozmawialiśmy o obiektywach Nikona… Dlaczego? Może dlatego, że fotografowie mieli zupełnie inne zadanie. O wiele trudniejsze od wszystkich zadań jakie było im dane kiedykolwiek wykonać. Zadanie, które jest testem fotografa i jego fotograficznej wrażliwości. Może też dlatego nie poruszali tematów „technicznych”, że fotografowie już dość dawno zrozumieli o co tak naprawdę chodzi z tymi zoomami i stałkami?

Gdybym zadał Wam pytanie: jakim obiektywem najbardziej lubicie fotografować, gdybym zapytał jaka jest Wasza najbardziej ulubiona ogniskowa, co bym usłyszał? Te pytania zadano owej czwórce fotografów. A były to nie byle jakie osoby:  Alastair Philip WiperElena ChernyshovaBenedicte Kurzen i Philip Poupin. Każdy z nich wskazał te ogniskowe, którymi na co dzień pracuje. Jakie ogniskowe wskazali? To w gruncie rzeczy nie ma znaczenia (tak naprawdę ma, ale o tym za chwilę). Ważne jest nie to co wskazali ale to w jaki sposób wytłumaczyli swoje wybory. I tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Pozwólcie, że zacytuję Benedicte, której przytoczona definicja spodobała mi się szczególnie: – Ogniskowa obiektywu jest przedłużeniem Twojej wrażliwości, Twojego sposobu patrzenia na świat i rejestrowania go na matrycy aparatu – powiedziała. Fotografka, która skupia się na fotografii dokumentalnej i realizuje projekty głównie w Afryce na co dzień pracuje Nikonem DF i w zasadzie nie rozstaje się ze stałką 35 mm. Dlaczego? Jak powiedziała – Jestem wówczas wystarczająco blisko by wykonać dobry kadr, w którym nie ma zniekształceń jakie łatwo uzyskać schodząc do 24 mm. – Ale jestem wystarczająco daleko by swoją osobą nie zmieniać rzeczywistości, nie wpływać dla ludzi. Praca taki właśnie obiektywem jest dla niej idealną metodą na przekazanie tego, co chciałaby pokazać. – Nie pochylam kadrów by więcej się na nich zmieściło, lubię klasyczne, czyste – bo pozbawione niepotrzebnych elementów – kadry i takie się staram robić. Rozmawiając z Benedictine byłem absolutnie przekonany, że ma rację. Był kontaktowa, otwarta, chętnie opowiadała i dzieliła się wiedzą. Bardzo szybko niwelowała dystans z rozmówcą, po 15 minutach czułem się jakbym był jej kumplem. Oczami wyobraźni widziałem ją blisko tego co się akurat dzieje, z aparatem w dłoni. To była po prostu ona.

Nieco inaczej rozmawiało mi się z Eleną Chernyshową, rosyjską fotografką, z wykształcenia architektem, która porzuciła zawód i pracę by na rowerze, z Tuluzy do Władywostoku – i z powrotem –  przejechać 30 000 kilometrów, przez 26 krajów i w ciągu 1004 dni rozmyślań podjąć decyzję – zostanę fotografką. I dobrze, że podjęła tę decyzję, bo teraz mamy szansę zobaczyć prześwietny reportaż „Days of Night – Nights of Day” o rosyjskim Norylsku, położonym 400 km za kołem podbiegunowym, nagrodzonym w World Press Photo 2014. Nim poznałem Elenę znałem jej prace. Czułem fizyczny dystans jaki zachowuje do fotografowanych zarówno ludzi i miejsc. Widziałem jej graficzne podejście do reportażu: wysmakowane, piękne kadry, kolory, formy. Widać tu rękę architekta i ogniskowe obiektywów od 24 do 50 mm. I czuć skromną, spokojną kobietę. Bo taka właśnie jest Elena – do tego stopnia nieśmiała i spokojna, że zastanawiałem się w jaki sposób radzi sobie z trudną materią jaką bez wątpienia jest reportaż. Projekty, które realizuje się – jak ów Norylsk – trwają ponad rok. – Nie potrafiłabym pracować „z bliska”, na wojnie. Klasyczna reporterka nie jest dla mnie – powiedziała mi Elena. – Bo jestem estetką, po prostu lubię piękne kadry – dodała z uśmiecham gdy tak siedzieliśmy i spokojnie rozmawiali. Elena uśmiechała się nieco speszona moimi pytaniami.

Co więc z tymi stałkami i zoomami? Co lepsze, co wybrać?- Nie potrafię fotografować zoomami – powiedziała mi Benedictine. – Zdjęcia wykonane 24, 28, 35 czy 50 mm to są zupełnie inne zdjęcia. Wymagają zupełnie innego myślenia o kadrze, innego budowania opowieści. Zoomując a to na jedno a to na drugie rozpraszam się do tego stopnia, że zdjęcia mi nie wychodzą – dodała.

Dlatego warto zakończyć puste dyskusje i przestać pisać forumowe doktoraty. Ogniskowa Waszych obiektywów to przedłużenia Waszej wrażliwości, forma ekspresji, emanacja Waszego sposobu patrzenia na świat. Przestańcie trwonić czas na dyskusjach o ostrości, skupcie się na kadrze, treści i historii, którą chcecie opowiedzieć. Bo to właśnie jest prawdziwa fotografia.

Ps. Fotografowie dostali zadanie: macie dwa dni na zdjęcia w Atenach. Ale jest jeden haczyk: będziecie je robić takimi ogniskowymi, których normalnie nie wykorzystujcie. Powiem Wam – byli przerażeni! A efekty możecie zobaczyć w poniższej galerii. Które zdjęcia podobają Wam się najbardziej?

  • Coś w tym jest. Jestem amatorem, ale naświetliłem kilkaset filmów i czegoś się nauczyłem o sobie – widzę świat „50” i „28”, a „35” zupełnie mi nie podchodzi. „50” to kadr, jaki widzi moje jedno oko, przyjrzenie się, a „28” to rozejrzenie się i przegląd sytuacji. Wciąż używam średniego formatu i z moimi przyzwyczajeniami jest zwyczajnie lekko – wystarcza mi TLR lub nawet zwykły mieszkowiec, nie ograniczają mnie.

  • AddictedtoPassion

    Swietna sprawa takie warsztaty ze znanymi fotografam, zawsze mozne czegos nowego sie nauczyc. Popatrzec z innej perspektywy. Natomiast co do efektu dwudniowej pracy, to szczerze mowiac szalu nie robi i na dobra sprawe ciezko by mi bylo wskazac choc jedno zdjecie ktore by mi sie z jakiegos powodu moglo spodobac.

    • Cóż, pewnie mamy różne oczekiwania od fotografii, cztery pierwsze z góry to fotografia na wysokim poziomie. A 3 i 6 od góry to ekstra klasa.

  • Zgodzę się, ale warto zauważyć jedną rzecz.
    Fotografowie, o których wspomniałeś mają na koncie (setki) tysięcy zdjęć i lata doświadczenia w pracy z najróżniejszymi obiektywami / lustrzankami. W pewnym sensie na takim etapie aparat staje się „po prostu” przedłużeniem oka, a poprawność dobierania ekspozycji / kadru przychodzi naturalnie. Można to porównać do jazdy samochodem, na początku skupiasz się, żeby wcisnąć sprzęgło przed wrzuceniem biegu, po kilku latach zapominasz o pracy nóg – one po prostu wiedzą co robić.

    Z czasem więc nabierasz doświadczenia ze sprzętem, dostrzegasz jego wady i zalety oraz wykorzystujesz go do opowiedzenia historii swoim okiem.