Pin It

Jest tuż za rogiem, ot kawałek na Wschód. Wystarczy chcieć i można tam pojechać. I utonąć w Azji. Ja w niej utonąłem. Pytacie: dlaczego?Ania Błażejewska, moja koleżanka „po obiektywie”, której prace o Akha ze Złotego Trójkąta pokazywałem jakieś 4 lata temu na Festiwalu Podróżników Trzy Żywioły w Krakowie postanowiła zapytać mnie o kilka spraw związanych z Azją, zapytała mnie m.in: 

…o  to czym dal mnie jest Azja…
Przede wszystkim Indie. Jako 23 – latek ruszyłem słynnym Hippie Trail-em – drogą lądową, do Indii i Nepalu i właśnie z Indiami kojarzyć będzie mi się Azja. Pewnie już na zawsze. Azja jest chyba jedynym miejscem na świecie, gdzie można „wsiąknąć”, zostać zapomnianym, opatrzonym – kimś, na kogo nie zwraca się uwagi. Są takie miejsca – bo pisząc o Azji trzeba mieć z tyłu głowy i Chiny i Jordanię – gdzie fotograf budzi zerowe zainteresowanie. Czego chcieć więcej? (…)

… o moją ulubioną, azjatycką kuchnię…
Nie byłem w Indonezji, ale zajadałem się w Amsterdamie kuchnią tego kraju. Czy to się liczy? Chyba nie, więc dla mnie chyba tajska bo kocham zielone curry. Nawet w Reykjaviku, w którym bywam regularnie, odwiedzam Noodle Station, by przypomnieć sobie smak tajskiej zupy z makaronem, wołowiną, kurczakiem, podlanej sosem rybnym. (..)

…i o najbardziej szalony dzień, który przeżyłem w azji…
Na dachu autobusu jadącego z Pokhary do Kathmandu. Były to czasy, gdy jeszcze pozwalali jeździć na dachu. Siedzieliśmy na bagażach, trzymali się na zakrętach i bajerowali belgijskie turystki. Niestety nieskutecznie (…)
Tych pytań jest o wiele więcej. Do tego zdjęcia. Jeśli jesteś zainteresowany jak utonąłem w Azji – czytaj dalej na blogu Ani – wAzji.pl.

A może to Cię zainteresuje?