Pin It

Za bramą Damasceńską zaczyna się inny  świat. Mówią, że to święte miasto. Wieczne.

Schodzę po schodach, śliskich, wypolerowanych wapieniach. Nie ma tu nikogo, jest grubo po godz. 23.00. Przemykam wąskimi uliczkami uśpionego bazaru, w żółtych światłach gołych żarówek i niewielkich latarni. Tylko ja i mój cień. Zamykam się w hostelu w muzułmańskiej części miasta. Rano spotkamy się na śniadaniu: Japończyk, dwójka Koreańczyków, dwójka Amerykanów z USA, Francuz i ktoś tam jeszcze, nie wiem kto bo nie chce się integrować nad tacką hummusu, czarnych oliwek i kubkiem miętowej herbaty z cukrem.

***

Rozkładam mapę. Z murów widać więcej. Z wieży jeszcze więcej. Niebieskim pisakiem prowadzę długie linie: dzielnica chrześcijańska, dzielnica muzułmańska, dzielnica żydowska, dzielnica ormiańska. Na horyzoncie Góra Oliwna. Transgraniczna. Dzielę miasto na dni. Dni na pory, pory na godziny.

***

Pierwsze kroki. Via Dolorosa. Stacja piąta, Cyrenejczyk pomaga nieść Krzyż Jezusowi. Pielgrzymi, zatrzymują się, padają na kolana, modlą. Polacy. Marszem z Chrystusem na ustach przecinają muzułmańską część miasta. Młody, może 12 letni chłopak wybiega ze sklepu – Fuck you, fuck you – krzyczy. Głupcze, Allah wszystko słyszy!

***

Długa zacieniona uliczka, bazar. Prowadzi wprost do jednej z bram na wzgórze z Kopułą na Skale. Brama w jedną stronę, dla niewiernych tylko wyjście. Czterech żołnierzy pilnuje porządku świata. Po godzinie 14 przyjdzie zmiana. Porządek świata pozostanie bez zmian.

***

Wysoko, daleko nad głową wąską uliczkę przecina mostek z oknem. W oknie biało – niebieska flaga z gwiazdą. Poniżej stragany, stoiska, okna z kebabem. Zwycięstwo kapitalizmu nad wiarą. Bilans musi się zgadzać. Szekel po szekelu rozmienia się islamski fundamentalizm. Na drobne.

***

Najlepsza restauracja w Jerozolimie. Kolejna najlepsza wzdłuż drogi pod Mur Zachodni. Najlepsze naleśniki, najlepsze soki, najlepsze z najlepszych. Najlepsze to, że drzwi w drzwi z kościołem. Najlepszy z Bogów patrzy na zajadających. Z krzyża. – Smacznego! – Bóg zapłać!

***

Wąska, asfaltowa ścieżka prowadzi stromo do góry. Długie metry, trochę potu, szybki oddech, oliwki. W świetle zachodzącego słońca lśni złota kopuła. W świetle zachodzącego słońca lśnią złote krzyże wieńczące dachy kościołów. W świetle zachodzącego słońca lśnią złotem oczy pielgrzymów.

***

Słońce wyrzucone za mury, jeszcze tylko chwila, za moment zniknie. Śpieszą się, biegną, kroki co dwa śliskie stopnie, czarne podeszwy czarnych butów wybijają rytm na wapiennych klawiszach. Czarne poły marynarek zahaczają o złote świeczniki, ikony, obrazki, medaliki, krzyże. Zagarniają powietrze ze straganów w dzielnicy chrześcijańskiej. Czarne i siwe pejsy podskakują i spadają, w chaosie. Czarne kapelusze opadają na tył głowy. Wielkie czarne czapy obite martwą nutrią opadają na czoło. Gut Szabes!

***

Każdą szczelinę wypełnia zwitek karteczek. Na każdej modlitwa. 48 metrów, podzielone na 40 metrów testosteronu, 12 metrów estrogenów. Zbliż się, dotknij, pocałuj, pokłoń, pokiwaj, wsuń w szczelinę swoje myśli. A jeśli nie możesz to wyślij faks. „Wirtualna Jerozolima” wsunie je za ciebie. Cudzymi zębami nie można gryźć.

***

Gdyby ktoś zmierzył ten mur, dowiódłby, że nie ma końca. Jak historia wzajemnej niechęci jednych do drugich. Jedni byli pierwsi, drudzy byli silniejsi. Jedni zbudowali, drudzy zburzyli. Jedni się modlą, drudzy się modlą. – Szczerze mówiąc, jestem skonfundowany – powiedział Jeden Bóg w wywiadzie.

***

Po schodkach w prawo, potem prosto, w kierunku Nowej Bramy. Potem w lewo i jest. Ależ drożyzna! Ale ceny! Syk otwieranej puszki, pot na cienkich, blaszanych ściankach. Pół litra zimnej, gazowanej przyjemności. Małe, lokalne browary są najlepsze.

***

Długa kolejka, godzina stania. Potem jeszcze pół. Bramka, wykrywacz, skaner, pokaż, po co to, co to jest, wypakuj, zapakuj, wchodzisz, następny! Mur Zachodni od drugiej, niezapłakanej strony. Nie robi wrażenia. Naprzeciwko kolorowe kafelki, niebieska poświata i złoty blask, pociągające. – Nie fotografować!

***

Jerozolimska dyplomacja. Pozwala uśmiechać się w Bazylice Grobu Świętego: prawosławnym Grekom do łacinników, Ormianom do syryjskich ortodoksów, a tym ostatnim do etiopskich ortodoksów, uśmiechających się z kolei do egipskich Koptów. O dzięki Wam, Osmańscy za status quo! O dzięki Wam, że nas pogodziliście! Stoję w długiej, opasującej dookoła grób Chrystusa kolejce. Za chwilę, na kilkanaście sekund znajdę się blisko absolutu. A jutro znów, o poranku muzułmańskie palce, zręcznie otworzą drzwi. Bi-smi l-Lahi r-rahmani r-rahim!

***

Lecz czy naprawdę zamieszka Bóg na ziemi? Oto niebiosa i niebiosa niebios nie mogą cię ogarnąć, a cóż dopiero ten dom, który zbudowałem?! (1 Król. 8:27).