Pin It

Na Islandię można jeździć z wielu powodów. Prócz uroków krajobrazu kusić może nieprzewidywalność pogody.

Islandczycy mają takie powiedzenie: jeśli nie podoba ci się pogoda – poczekaj 15 minut aż się zmieni. I tak rzeczywiście jest. Może nie w 15 minut ale w 30 czy w godzinę – to i owszem. Zdarzyło mi się w lecie, że w kilka godzin temperatura z miłego +15 spadła do +4, zaczęło wiać i siąpić. Odczuwalna? Poniżej zera. I to w lipcu! Zima jest stabilniejsza, chociaż problemem są lawiny – zwłaszcza w Fiordach Zachodnich i Wschodnich. Efektem ich działań są zamknięte drogi. To nic gdy takie zamknięcie krzyżuje nam plany dojazdu. Gorzej, gdy odcina nas od świata. Inna sprawa to wiatry, te potrafią być totalne. A jak wieje – niech świadczy o tym poniższe zdjęcie…

 

Moja zima na Islandii miała być nietuzinkowa. Bo pierwszy raz zabrałem kursantów na zimowe warsztaty fotograficzne, bo miała być zorza jak marzenie. No i zimno przenikliwe. W końcu jesteśmy daleko na północy, w środku zimy, w styczniu. Jak było w rzeczywistości? Owszem, nietuzinkowo. Wprawdzie zorzy nie widzieliśmy, bo największa aktywność tejże miała miejsce dokładnie rok wcześniej, kiedy to zielono – żółto – niebliskie zabarwienie nieba widoczne było cały czas, praktycznie zewsząd na wyspie.

Zapraszam na moje WARSZTATY FOTOGRAFICZNE NA Islandii w lipcu. Więcej informacji tutaj. Zapisz się do newslettera i bądź na bieżąco.

Zima na Islandii

I po wszystkim czyli poranek ze wschodem słońca w Þingvellir. Dwie godziny na mrozie i w przenikliwym wietrze z nadzieją na promień słońca, który chociaż trochę nas ogrzeje. Marna nadzieja. (fot. B. Dubik)

 

Śnieg też jakoś nie zasypał nam dróg. Za to powitał nas lód: gruba warstwa zalegała wszędzie, na każdej drodze. A gdy przed maską samochodu pojawiło się 100-150 km krętej szosy wzdłuż fiordów, pokrytej żywym lodem – morale nieco opadły. Cóż, jeśli ja sobie nie poradzę to kto sobie poradzi? Ruszyliśmy, ostrożnie, starając się nie hamować. Po ciemku, bo słonko łaskawie wstawało grubo po 10.00. Na szczęście nic złego się nie stało. Wstawaliśmy późno, jeszcze po ciemku ruszali by dotrzeć na wschód słońca. W porze obiadowej lądowaliśmy w hotelu bo i tak było ciemno. Więcej czasu mieliśmy na pogaduszki o zdjęciach, analizę, na motywowanie się i wymianę doświadczeń. I mimo, że zorza zawiodła – warto było!

A jak było możecie zobaczyć w galerii zdjęć. Zapraszam!