Pin It

Potrafią przetrwać tam gdzie inni widzą tylko śmierć – pośród rozżarzonych piasków Sahary.

Nie wiadomo skąd pochodzą, jak i dlaczego pojawili się na pustyni. Naukowcy po dziś dzień spierają się, próbując dowodzić, że Tuaregowie na Saharę trafili z Maroka albo północnej Libii. Część twierdzi, że – jak wszystkie ludy Berberyjskie – wywodzą się wprost od Kanaana, wnuka Noego. Te palestyńskie czy perskie korzenie tłumaczyłyby jaśniejszy kolor skóry i semickie elementy języka, a zamiłowanie do hodowli wielbłądów i kóz – beduińskie pochodzenie. To prawdopodobnie sudańscy Beduini zepchnęli Tuaregów na piaski Sahary i tym samym dali początek hermetycznej kaście pustynnej szlachty. Arabowie nazywają ich Tuaregami, sami mówią o sobie Kel Tamasheq mówiący językiem tamaszek lub po prostu wolni ludzie. Bo właśnie wolność i niezależność ukochali sobie najbardziej. Dlatego ich królestwo sięga tam, gdzie kończą się piaski pustyni i pastwiska sahelu. Nic sobie nie robią z granic Libii, Algierii, Mali czy Nigru – od ponad tysiąca lat przemierzają Saharę – z zachodu na wschód, północy na południe. O dość jasnej karnacji skóry, prostych włosach i wysokim wzroście, z zawiązanymi na głowie i szyi turbanami w kolorze indygo ani trochę nie przypominają czarnoskórych mieszkańców północnej  czy środkowej Afryki.

_PTR4160

_PTR4226

_PTR3895

_PTR3923

_PTR5505

Niebieskie zabarwienie skóry Pustynnych Wojowników – szczególnie na nosie – pochodzi od substancji, którą barwią turbany. Upał i pot robią swoje. Skóra jest tak mocno nasycona barwnikiem, że po latach nie da się jej umyć.

_PTR4503

_PTR4548

Wielbłąd ponad wszystko

W XIV wieku przeszli na islam ale ich obyczaje są co najmniej dziwnie. Kobiety mają bardzo wysoki status społeczny, a mężczyźni noszą zasłoniętą twarz. Legenda tuareska opowiada, że właśnie kobieta – Tin Honan – była siłą sprawczą, która zjednoczyła dawno temu tuareskie rody. Nigdy nie mieli własnego państwa. Największe znaczenie ma dla nich rodzina, stada wielbłądów i kóz.  Rodziny tworzą klany – taousit – dowodzone przez amrara zaś klany tel – konfederację klanów, wodzoną przez amenokala. Przez lata zmonopolizowali transport towarów na Saharze. Z resztą nie mieli konkurencji bo to co potrafili robić do dziś wprawia w osłupienie. Tylko Tuareg miał na tyle odwagi by w krytycznej sytuacji przeciąć żyłę swojego wielbłąda i pić jego krew, a w kiedy było całkiem beznadziejnie po prostu przywiązać się do niego i liczyć, że instynkt samozachowawczy zwierzęcia wybawi ich dwóch z kłopotów. Wielbłąd może przejść bez przerwy nawet 300 km i nie pić 10 dni.  Gdyby nie wielbłądy, rozrzucona po Saharze społeczność Tuaregów w ogóle nie miałaby szansy zaistnieć, dlatego zwierzęta te cieszą się szczególnym szacunkiem i są nie tylko środkiem transportu ale także prezentem na rodzinnych uroczystościach, ślubach i pogrzebach. Dobra żona może kosztować nawet 10 wielbłądów.

_PTR4064

Tuareska biżuteria – ręcznie wykonana, o oryginalnych wzorach to jedna z najbardziej pożądanych pamiątek z Mali.

_PTR4610-2

_PTR4551

DSC_2363[1]

Krzyż Tuaregów z Agadez. Syn dostawał go od ojca wraz ze słowami: ”Ofiaruję ci cztery kąty świata, ponieważ nie wiem, gdzie przyjdzie nam z niego odejść”

Pustynny supermarket

Handel to prawdziwy żywioł Tuaregów, przez blisko 2 tysiące lat kontrolowali obrót towarów pomiędzy wybrzeżem Morza Śródziemnego a Sahelem. Tkaniny z Północnej Afryki i Sudanu a nawet z Europy, proso i daktyle znad Nilu, broń, skóry, drewno, miedziane garnki, herbata, tytoń… Wszystko to stanowiło niezbędny element dla funkcjonowania tuareskiej społeczności. I niestety sporo kosztowało, a że brzydzili się uprawą roli, nie pozostawało im nic innego jak wymiana importowanych towarów na wielbłądy i kozy oraz w zamian za sól. Eksploatowana na środku pustyni wprost z prehistorycznych jezior transportowana była na grzbietach czarnoskórych niewolników i w postaci 60 kilogramowych tafli na grzbietach wielbłądów. Karawany objuczonych dromaderów wciąż, niezmiennie od lat, docierają do portów przeładunkowych w Timbuktu czy Mopti na Nigrze. Sól – złoto pustyni –  w tropikach jest najcenniejsza. Za jedną miarkę soli można było dostać 20 miarek zboża. Tuaregowie specjalizowali się tez w handlu ludźmi. Ten „tani towar” – jak sami nazywali czarnoskórych mieszkańców Afryki – porywali i zamieniali na potrzebne im przedmioty. Część czarnoskórych pozostawał w tuareskich obozowiskach przekształcając się z czasem w kastę służących – niewolników, plemię Bella. Tuaregowie – niezbyt chlubnie –  przyłożyli też rękę do handlu niewolnikami z okupującymi Afrykę Portugalczykami czy Francuzami. Niewolnictwo zniesiono tu dopiero w połowie XIX wieku ale jeszcze w latach osiemdziesiątych XX wieku trzeba było zakazów i wysokich kar aby zabronić Tuaregom posiadania niewolników. Sukces okazał się połowiczny. Do dziś niektóre grupy byłych niewolników, dobrowolnie, trzymają się tuareskich osad.

_PTR3739

Solne karawany liczyć mogą nawet 8 tysięcy wielbłądów, każdy objuczony płytami soli. Pierwsze wzmianki o transportujących sól przez pustynia pochodzą z zapisków Herodota, datowanych na 2.5 tysiące lat. Dziś do transportu wykorzystuje się także ciężarówki. Tafle soli – każda po 60 kg oczekują na transport w porcie w Timbuktu. Wielkie, załadowane po brzegi łodzie popłyną w górę Nigru, do Mopti i dalej do Bamako, gdzie sól trafi na targ i do sklepów.

Pustynna rewolucja

Powstali, zbrojnie, równocześnie z pierwszymi oznakami demokratyzacji tej części Afryki. Kiedy w 1960 roku Mali ogłosiło niepodległość, dawni, czarnoskórzy niewolnicy z dnia na dzień zaczęli rządzić obszarami tradycyjnie należącymi do Tuaregów. I jak to bywa poszło o pieniądze, które chociaż liche szły wszędzie, tylko nie na ziemie zajmowane przez Tuaregów. Kielich goryczy przelały serie suchych lat i ciągłe spychanie kurczących się stad na bezużyteczne tereny. Zamieszki, walki i krwawe zamachy trwały do końca lat dziewięćdziesiątych. Zawarty 27 marca 1996 roku w Timbuktu pokój uspokoił region na niewiele ponad 10 lat. W lutym 2007 roku w północnym Nigrze wybuchła druga tuareska rewolucja. Oficjalnie jak zwykle poszło o pieniądze, złoża uranu i niespełnione obietnice rządu. Mniej oficjalnie mówi się, że rewolucje będą wybuchać dopóki na Saharze będzie żył ostatni Tuareg. Bo ten nigdy nie pogodzi się z tym, że ktoś nim rządzi.

_PTR3613

Meczet Djinguereber w Timbuktu wybudowany w XIV wieku, posiada dwa minarety i trzy sale wewnątrz, mogące pomieścić 2 tys wiernych.

_PTR3726

Uliczki Timbuktu

_PTR3814

Centrum Timbuktu

_PTR3728

Upadła stolica

Zimą w Timbuktu zawsze wieje wiatr. Harmatan niesie z pustyni pył, czerwony kurz, zasypuje oczy i wciska się w usta. Gliniane domki i strzeliste, również gliniane meczety wyrastają wprost z piasku, ulepione ludzką ręką. Nieosiągalne do połowy XIX wieku dla białych miasto było kiedyś najważniejszym, magicznym punktem na szlaku handlowym przez Saharę. Jego legenda zdążyła wprawdzie okrążyć świat i wrócić z powrotem ale zamiast  walecznych i odważnych Tuaregów spotkała zakurzone, żółto – szare mury domów i marne resztki chlubnej przeszłości. Błękitni jeźdźcy nie mają dziś szans by żyć tak jak kiedyś, dlatego coraz częściej wybierają osiadłe życie w mieście, zamiast z towarami prowadzą przez pustynie karawany z turystami, a jednogarbnych przyjaciół zamieniają na  pojazdy z napędem na cztery koła. Tylko najbardziej wytrwałe rodziny wciąż przemierzają rozpalone piaski Sahary, od jesieni po wiosnę solne karawany wciąż biorą się za bary z niewygodami 40 dniowej podróży. Bo jedno się nie zmieniło. W tropikach sól cały czas jest na wagę złota, a wolność i suwerenność znacznie przewyższa jego cenę.

_PTR3856

Wielu współczesnych Tuaregów zamieniło wielbłądy na Toyoty. Niekiedy żałują 🙂

  • Właśnie czytam starą dosyć książkę Jean Mazel Zagadki Maroka i dotarłam do ludzi błękitnych. Dziękuję za wpis z fantastycznymi fotografiami -bardzo ciekawe

    • Dzięki! Napisz jak CI się książka podoba.

      • Ciekawa książka – już właściwie jest w tym momencie historią – co czyni ją miejscami tym bardziej ineteresującą

A może to Cię zainteresuje?