Pin It

Route 66 zainteresowałem się w momencie, gdy zobaczyłem pewne zdjęcie. Przejmujące. 

Jest przełom lat 20 i 30 minionego wieku. Świat ogarnia Wielki Kryzys. W USA zaowocuje krachem giełdowym, bankructwami, bezrobociem, ograniczeniem handlu międzynarodowego i produkcji rolnej. Ludzie wychodzą na ulicę. Wybuchają manifestacje, protesty. 35-letnia fotografka, Dorothea Lange, też wychodzi na ulicę. Z aparatem w dłoni dokumentuje zdarzenia, portretuje ludzi. Z czasem rusza na prowincję, bo właśnie tam Wielki Kryzys uderza najbardziej, a Matka Natura dokłada swoje – w latach 1931 – 1938 wznieca wielkie burze piaskowe, efekt wieloletniej eksploatacji rolnej obszarów Wielkich Równin i suszy,  niszczy gleby i zdrowie rolników.

SPIS TREŚCI:
# Wstęp
Route 66 – czyli wszystko to co po drodze i warte odwiedzin GALERIA
# Trochę muzyki z USA
# Mapa miejsc
Informacje praktyczne –  jaki sprzęt fotograficzny zabrać, warunki podróżowania, przydatne aplikacje i mapy w podróży, ceny i jak je obniżyć (pojawi się w kolejnym wpisie)

 Poprzedni wpis: BARDZO DZIKI ZACHÓD – FOTO WYPRAWA DO USA, CZĘŚĆ I [70 ZDJĘĆ]

Dorothea Lange jako fotografka Resettlement Administration, 1936

Dorothea Lange jako fotografka Resettlement Administration, 1936 (Wikipedia)

Dorothea Lange fotografuje migrujących za pracą i chlebem rolników. W 1936 roku  dociera do obozu wędrownych rolników w Nipomo w Kalifornii. Robi zdjęcia 32-letniej Florence Owens Thompson i trójce jej dzieci. Portret kobiety szybko staje się ikoną Wielkiego Kryzysu, zatytułowany „Migrant Mother” obiega światowe agencje i czasopisma. Jest jednym z najczęściej publikowanych zdjęć w historii. Siła fotografii działa, po publikacji, w ciągu tygodnia, rząd USA przekazuje do obozu dziewięć ton żywności. W tym czasie Florence jest już w zupełnie innym miejscu. Na marginesie warto dodać, że historia fotografii Florence skończyła się niewielkim skandalem,  fotografka obiecała Florence, że nigdy jej zdjęć nie opublikuje. Ale nigdy też nie otrzymała za nie wynagrodzenia – zdjęcie znalazło się domenie publicznej, bo autorka pracowała na zlecenie rządu. Było coś jeszcze… ale to opowieść na inną okazję.

Matka–migrantka, 1936 rok (Wikipedia)

Matka–migrantka, 1936 rok (Wikipedia)

Zdjęcia, które mają znaczenie

Pamiętam gdy pierwszy raz spojrzałem na zdjęcie. Zrobiło na mnie wrażenie, przytłoczyło. Wydawało mi się, że w tej jednej fotografii Lange udało się zapisać smutek całego świata, że jest tak mocne w przekazie jak setki zapisanych historiami ludzi stron. Wpatrywałem się w kobietę, w myślach zadawałem pytania: o czym myśli, czego się obawia, czego pragnie? Co było dalej? Co się z nią stało i z jej dziećmi? W końcu co tam robi i dlaczego jest tak smutna?

Dzięki zdjęciu trafiłem na „Grona gniewu” Steinbecka, a powieść, traktująca o Wielkim Kryzysie i migracji zaprowadziła mnie na Route 66, drogę, która w książce jest kręgosłupem wielkiej migracji, drogą nadziei, prowadzącą wprost do Ziemi Obiecanej – Kalifornii, Drogą – Matką, jak nazwał ją sam Steinbeck.

Oryginalnie, Droga 66 prowadziła z Chicago do Los Angeles i kończyła się w Santa Monica. Chociaż określenie „oryginalnie” nie jest do końca precyzyjne. Droga na przestrzeni lat zmieniała przebieg, stąd w wielu miejscach biegną jej różnę warianty.

Na przestrzeni 3940 km powstała cała infrastruktura, która miała służyć podróżnym, odwiedzającym rodziny w Kalifornii: motele, stacje benzynowe, zajazdy. Najczęściej były to rodzinne biznesy, część z nich zachowała taki charakter aż do dziś. Nie bez znaczenia jest fakt, że były to cudowne – dizajnersko – lata 30-te minionego wieku, kiedy to dbano tak samo o architekturę jak i typografię. Stąd na trasie co chwilę pojawiają się  perełki art deco.

W okresie powojennym droga zyskała dodatkowego – stałą się główną arterią wakacyjnych podróży Amerykanów, łączącą nudny Wschód z pełnym atrakcji Południowym Zachodem. Właśnie przy Route 66 w San Bernardino, niewielki kawałek przez LA stanął pierwszy McDonald’s i wraz z innymi „szybkimi” restauracjami dał światło do rozwoju markowych sieci fast food. A że trasa była długa, dla turystów zaczęły powstawać atrakcje „po drodze” – motele w kształcie wigwamów, farmy krokodyli, trasy po kopalniach i opuszczonych miasteczkach z czasów gorączki złota.

Jeśli będziesz planować wyprawę na Zachód
Zrób to tak jak ja, wybierz główną drogę, tak najlepiej
Wyrusz drogą 66

Ciągnie się z Chicago do LA
Ponad 2000 mil
Wyrusz drogą 66

Prowadzi przez Saint Louis
oraz Joplin w Missouri
Oklahoma City wygląda zachwycająco, zobaczysz…

…Amarillo
Gallup w Nowym Meksyku
Flagstaff w Arizonie
Nie zapomnij o Winona,
Kingman, Barstow, San Bernardino

Weźmiesz sobie do serca moje rady
kiedy wyruszysz do Kalifornii?
Wyrusz trasą 66
Wyrusz trasą 66
Wyrusz trasą 66

Szukałem polskiej literatury na temat Drogi. Trafiłem na świetną „Drogę 66” Doroty Warakomskiej i przeciętną „Droga 66 nie istnieje” Wojciecha Orlińskiego. Literatura miała być tylko faktograficznym dopełnieniem obrazu, który kiełkował w mojej głowie od lektury „Gron…” seansu „Urodzonych Morderców” po piosenki Bobby Troup’a i cover Depeche Mode. Dr Marek Szopski z Uniwersytetu Warszawskiego, badacz kultury i społeczeństwa USA powiedział w jednym z wywiadów – Ona stanowi pewną podstawę tego, co jest mitem amerykańskim, tzn. nieograniczonej przestrzeni, możliwości podążania tam dokąd oczy poniosą. Chciałem zmierzyć się z tym mitem, chociaż trochę, na kawałku, chociaż przez chwilę. Ruszyć w drogę, na Drogę 66.

Zderzenie z mitem

Plany padły na etapie układania trasy. Po pierwsze okazało się, że historyczna trasa w wielu miejscach już nie istnieje. Na pewno nie ma sensu ruszać na nią aż z Chicago. Z opisów tych, którzy przejechali sześćdziesiątkę szóstkę wynikało, że gdzieś w okolicach Teksasu warto wskoczyć na historyczny szlak. Wówczas powstał więc pomysł zaliczenia zarówno fragmentu Drogi Matki jak i parków narodowych w okolicy (o nich pisałem w poprzednim wpisie, tutaj). Trasę w postaci punktóg GPX, do zaimportowania w mapy Google można ściągnąć bezpłatnie tutaj

Cóż, koniec tekstów, zapraszam do oglądania zdjęć z miejsc, które udało się odwiedzić na Route 66 i w okolicy słynnej drogi. Zdjęcia mają podpisy, warto kliknąć, czasem wyjaśniam co widać. 

1. Los Angeles – Kalifornia

Tu rozpoczęliśmy nasz trip, wypożyczając samochód na lotnisku. I innej opcji komunikacyjnej nie ma, nawet nie próbujcie. LA to miejsce idealne. Nie za duże, nie za małe, z tanimi jak barszcz parkingami w samym centrum i idealnym do spacerów downtown. A w okolicy mnóstwo atrakcji, dzielnic, punktów widokowych. Czas pobytu – minimum tydzień. Jest co robić! W dzień mnóstwo scen na dobre street photo – bo i wąskie ulice i wysokie budynki i światło wyskakuje zza rogu, czarując. Popołudnia i wieczory – świetne punkty widokowe, plaże Venice i Santa Monica. Znajdzie tu swoje kadry i fotograf krajobrazu, i streetowiec i fan portretów ulicznych. Miasto fotograficznie pełne. Warto sprawdzić kalendarium wydarzeń, wówczas dojdą jeszcze zdjęcia z tzw. eventów. Tu kończy się Route 66, a zaczyna nasze jej, Drogi Matki odkrywanie. 

2. Flagstaff  – Arizona

Z niesamowitym, wysokim na 3852 m n.p.m. Humphreys Peak w tle, male ale żywiołowe (co za nocne życie!) miasteczko odwiedziliśmy dwa razy. Było naszą bazą noclegową w drodze z fotografowania Wielkiego Kanionu. W miasteczku warto wyruszyć na pieszy, dwugodzinny szlak – foto spacer –  po atrakcjach związanych z Route 66. W informacji turystycznej można dostać mapę miejsc.  

3. Winslow i okolice – Arizona

Winslow znane jest głównie z powodu piosenki The Eagles z 1972 roku, zatytułowanej Take it easy… Autor Route 66 widać zapomniał o tej miejscówce 😉 

Well I’m a-runnin’ down the road, tryin’ to loosen my load
I’ve got seven women on my mind
Four that want to own me, two that want to stone me
One says she’s a friend of mine
Take it easy, take it easy
Don’t let the sound of your own wheels drive you crazy
Lighten up while you still can
Don’t even try to understand
Just find a place to make your stand, and take it easy
 
Well, I’m a-standin’ on a corner in Winslow, Arizona
Such a fine sight to see
It’s a girl, my Lord, in a flat-bed Ford
Slowin’ down to take a look at me
Come on, baby, don’t say maybe
I gotta know if your sweet love is gonna save me
We may lose and we may win, though we will never be here again
So open up I’m climbin’ in, so take it easy
 
Well, I’m
 
Cóż, mamy swoje muzyczne Chałupy, USA mają swoje… setki miejsc, które dzięki popkulturze stały się atrakcjami turystycznymi. 

4. Williams i okolice – Arizona

Miejsce dość zatłoczone, bo stąd właśnie startuje słynny Grand Canyon Railway – pociąg wiozący turystów do Wielkiego Kanionu (oczywiście nie do środka…). Mnóstwo sklepów z pamiątkami, mnóstwo osób na Harleyach, punkt obowiązkowy. 

5. Oatman – Arizona

Ośle miasto, sprzątane co rano z oślego guano. Kiedyś, w latach 20-tych minionego wieku swój amerykański sen wykuwali tu poszukiwacze złota. Dziś wymarłe miasteczko, położone w najbardziej oryginalnym miejscu Route 66. 

 

6. Barstow i okolice – Kalifornia

Miasteczko na trasie historycznego  Old Spanish Trail z Santa  Fe w Nowym Meksyku do Kalifornii. Baza wypadowa na Mojave Desert. Koniecznie trzeba odwiedzić  „filmowe” Bagdad Cafe w Newberry Springs i poznać historię właścicielki baru, o której w swojej książce pisała Dorota Warakomska. 

7. Gallup – Nowy Meksyk

Światowa stolica Indian, ponad 40% społeczności to rdzenni mieszkańcy. Spokojne (mimo statystyk – podobno jest tu niebezpiecznie), senne miasteczko ze świetnymi muralami i niesamowitą historią Navajo Code Talkers (jest muzeum) – indiańskich koderów, którzy wykorzystując swój język kodowali wiadomości amerykańskiej armii. Podobno dzięki koderom Navajo USA wygrała wojnę z Japonią… W 2014 roku zmarł Chester Nez, ostatni z twórców słynnego kodu. 

I na koniec – coś równie ważnego jak zdjęcia. Muzyka zawsze towarzyszy moim podróżom, jej ich częścią. Tak istotną, że nie mógłbym pogodzić się z podróżowaniem w ciszy. W czasie naszego tripu towarzyszył nam Johny Cash i oczywiście jego córka, Rosanne. Myślcie sobie co chcecie, ale… uwielbiam country. Tyle, że da się ów fakt zrozumieć dopiero wtedy gdy mknie się pustkowiami południowego zachodu…

A może to Cię zainteresuje?