Pin It

Dobrze pamiętam swój pierwszy pobyt  w Norwegii. A tak w ogóle jest to dość dziwna historia.

Czasem jeżdżę na wyjazdy prasowe. Dla niewtajemniczonych: to taki wyjazd, na który zaprasza się blogerów, dziennikarzy, fotografów  po to, aby zdobyli sobie materiały do publikacji: miejsca, ludzie, wydarzenia; zrobili zdjęcia i pisali o czymś co w rzeczywistości widzieli (a to – oglądanie na własne oczy i pisanie o tym –  niestety jakimś dziwnym trafem przestaje być regułą…). No więc byłem na takim wyjeździe w Norwegii jakieś 8 lat temu. Autobusem, powoli – bo dużo zakrętów – podróżowałem przez wyżynę Hardangervidda. Krajobraz był dziwny – dziwny bo mimo czerwca dookoła zalegały ogromne płaty śniegu, od czasu do czasu autobus przejeżdżał przez śnieżny tunel z zaspami wysokimi aż po szyby.  Niebo było zasnute szarą warstwą chmur, sterczały pojedyncze, półnagie kikuty niewielkich drzew. Wyjechaliśmy na jakieś plateau i widok – aż po horyzont – wręcz przygwoździł mnie do fotela. Na uszach miałem walkmana (taki odtwarzacz jak empetrójka tyle, że na kasety), do moich uszu doleciała melodia… I tu przerwę, ale tylko na chwilę. Przeniosę Was wstecz, do czasów gdy byłem na 3. roku studiów i zaczynałem swoją dziennikarską przygodę. A pisałem wówczas o… muzyce, dokładnie tak. Co za tym idzie słuchałem jej mnóstwo. Któregoś dnia – dobrze pamiętam ten moment – spotkałem się z moim kumplem, który prowadził sklep muzyczny, z płytami i kasetami. Wręczył mi kasetę, nic niezwykłego – dzięki niemu regularnie dostawałem muzyczne smaczki, do posłuchania. Ale tym razem na jego twarzy zobaczyłem dość radosny ale i nieco przebiegły uśmiech. Powiedział –  „Masz, posłuchaj. Nie oderwiesz się od tej płyty już nigdy”. Nie potraktowałem go poważnie, ale wieczór owego dnia był szczególny.  Zaległem na łóżku w akademiku, założyłem słuchawki, nacisnąłem PLAY i odleciałem.

[box style=’success’] Jeśli masz swoje ulubione zdjęcia i kojarzą Ci się z muzyką, z ulubionymi artystami – przygotuj taki zestaw: jedno zdjęcie i link do muzyki, która owe zdjęcie ilustruje. Ruszył konkurs, który organizuję wraz ze ŠKODA Auto Muzyka, w ramach którego do wygrania są odtwarzacze mp3 Apple iPod Shuffle. Zobacz – kliknij.[/box]

Pierwsza rzecz która zobaczyłem to kolor. Nieco szary, niebieskawy, z białymi plamami. Bardziej jak faktura, wiele faktur, które nakładały się na siebie. Zapełniły się powoli, minuta po minucie, nieco asynchronicznie; chaos zamieniał się w liryczny porządek. Zza zamkniętych oczu widziałem obrazy, wyobraźnia malowała przestrzeń czymś niezrównanie pięknym ale i surowo – przerażającym. To tak jakby patrzeć w przepaść, zachwycać się nią i jednocześnie panicznie jej się bać. To czułem. Ekscytacje i strach. Jak małe dziecko dotykające ognia.  Przesłuchałem całą płytę, potem jeszcze raz i znów, ponownie.

Wiele lat później siedząc z nosem przyciśniętym do szyby przemierzałem Norwegię – tu znow wracam do początku tej opowiesci. Wjechaliśmy na wyżynę Hardangervidda, włączyłem walkmana i… odleciałem. Wróciły wszystkie obraz sprzed lat gdy pierwszy raz słuchałem tej płyty. Tym razem były prawdziwe, namacalne, tuż za oknem. Zrobiły na mnie tak duże wrażenie, że do Norwegii wróciłem. Syciłem się nostalgią, przestrzenią, wypranymi kolorami, szarym niebem i szarym krajobrazem z białymi plamami śniegu. Nie wiem czy kiedykolwiek jakakolwiek muzyka miała dla mnie tak ogromny związek z obrazem, wywoływała tyle wrażeń wizualnych. Ja po prostu widziałem te dźwięki.

Cóż to była za płyta? I jak wygląda moja Norwegia? Posłuchajcie albumu „The Sea I” norweskiego pianisty i kompozytora (ale i pisarza) Ketila Bjoernstada, któremu towarzyszą wybitni:  Jon Christiansen na bębnach, Terje Rypdal na gitarze (mój ulubiony gitarzysta) i David Darling na wiolonczeli. Koniecznie zamknijcie oczy!

[audiotube id=”MgDlfmLCODE” size=”large”]

[audiotube id=”MHG-OqoFKFE” size=”large”]

 

A jeśli jednak wolicie zobaczyć moje obrazy niż te ze swojej wyobraźni – poniżej wizja, którą teraz mam przed oczami, moja Norwegia po latach. I na koniec muszę przyznać rację kumplowi. Od chwili gdy wręczył mi tę kasetę minęło równo 19 lat. A ja wciąż uważam płytę za najlepszy kawałek muzyki jaki kiedykolwiek słyszałem. Jeśli muszę jechać gdzieś nocą, autostradą, staram się ją mieć w odtwarzaczu i słuchać. I mknę wówczas w ciemność, a droga prowadzi mnie tam, na północ.

Norwegia Fotografowanie w podróży

Norwegia Fotografowanie w podróży

Norwegia Fotografowanie w podrózy

A może to Cię zainteresuje?