Pin It

To był rok! Właśnie policzyłem – poza domem, z aparatem w dłoni spędziłem blisko 3 miesiące. Ale nie o czasie ten wpis lecz o miejscach. Tych, które tego roku odwiedziłem, fotograficznie najlepszych.

Ktoś mnie zapytał ostatnio: a ty tak jeździsz dla odpoczynku czy z powodu pracy. Prawdę powiem, gdy powiem, że nie powiem bo nie potrafię. Odkąd po 10 latach porzuciłem mury korporacji by oddać się słodko – gorzkiemu życiu w oparach absurdu samozatrudnienia to z 8 godzin pracy na etat zrobiło się 24 godziny pracy dla siebie. Na swoim, po swojemu. Bo tak to jest gdy zdecydujesz się na comiesięczne odpalaniu Państwu daniny, do której zmuszony jest każdy – nawet taki maluczki jak ja – przedsiębiorca. Praca więc rozciąga się do 24 godzinnego główkowania, załatwiania, zdobywania: zarabiania. Ten rok był też przełomowy i z innych przyczyn. Wreszcie otaczają mnie (albo ja ich – to zależy jak na to spojrzeć), ludzie, z którymi mogę współpracować i pracować bez balastu megalomanii i wiecznego poszukiwania Świętego Grala. No i wreszcie – co szczególnie ważne – słowo pisane i obraz fotograficzne stały się tym, co zajmuje mi najwięcej czasu. I daje radość. Bo w końcu o to w życiu chodzi, prawda? Już nie trzymają mnie wyliczone z precyzją aptekarza dni dostępnego urlopu. Jeśli mam ochotę – mogę pracować z dowolnego miejsca na świecie. Cool.

01

W styczniu światło dzienne ujrzał pierwszy numer magazynu, wydawanego w postaci multibooka, czyli aplikacji ze zdjęciami, tekstami, filmami, dźwiękami. TamTam Magazyn Podróżników – bo o nim mowa – pojawił się od tamtego czasu już sześć razy. Można go ściągnąć na iPada zupełnie za darmo. Razem z Jarkiem Sępkiem staramy się zapełnić każdy numer ciekawymi materiałami. Sporo pracy ale i ogromna satysfakcja, bo… nie ma drugiego takiego magazynu. Jest radość! W TamTamie znajdziecie mnóstwo dobrej fotografii, często zupełnie nie znanych, odkrywanych przez nas fotografów – podróżników.

W lutym pojechałem do Tajlandii i Kambodży, by poprowadzić pierwsze warsztaty i foto wyprawę, projekt, który realizuję z Klubem Podróży Laurazja.  W ciągu blisko 3 tygodniowego pobytu udało się i pofortografować i ponownie poczuć stan błogiej, azjatyckiej lekkości bytu. Kolejny wyjazd już w lutym 2014.

Chwila odpoczynku w Angkor Wat, Kambodża.

Chwila odpoczynku w Angkor Wat, Kambodża.

Natomiast w kwietniu wylądowałem na jachcie i pod okiem Kapitana Konrada dzielnie walczyłem z przeciwnościami losu („Wino się skończyło”) i pogody („Znów leje, a wino się skończyło”). W efekcie udało się poszwendać po Korsyce i Sardynii. Dwóch wyspach, których wcześniej nie znałem. A port Bonifacio jest dla mnie wręcz fotograficznym hitem! O tym jak udało mi się zrobić zdjęcia burzy w Bonifacio opowiem Wam na żywo. No może prawie na żywo. Bo już w styczniu pojawi się pierwszy wideo – materiał z cyklu „Jak powstało to zdjęcie”. Śledźcie mój kanał na Youtube.

Zachód słońca nad Wadi Rum. Punkt obowiązkowy. Po zachodzie trzeba błyskawicznie schodzić na dół!

Zachód słońca nad Wadi Rum. Punkt obowiązkowy. Po zachodzie trzeba błyskawicznie schodzić na dół!

Nie wszystko potoczyło się tak jak chciałem, niestety. Z bólem odwołałem majowy wyjazd na warsztaty fotograficzne do Jordanii i Jerozolimy. Cóż, zaogniona sytuacja w Syrii nie sprzyja podróżom na Bliski Wschód. Mam jednak nadzieję, że w roku 2014 będzie mniej obaw i w końcu uda mi się Was zabrać na najpiękniejszą  pustynię świata – Wadi Rum.

W czerwcu spędziłem po kilka dni w Innsbrucku i Salzburgu. Do Austrii jeżdżę co roku – a czasem i kilka razy w roku – z ogromnym sentymentem.  To kraj, który daje tak ogromne możliwości każdemu kto lubi aktywny wypoczynek, że aż szkoda nie skorzystać. Tym razem więcej było jazdy na dwóch kołkach niż wędrówek, no i najwięcej fotografowania. Tutaj nastawiałem się głównie na fotografowanie o zmroku.

Innsbruck

Innsbruck

Lipiec pożegnałem wyjazdem na Islandię, gdzie prowadziłem warsztaty i foto wyprawę. Drugi raz z rzędu – w 2012 roku byłem tam przygotować tegoroczny wyjazd – objechałem wyspę dookoła, szukając miejsc idealnych, udanych pejzaży i… moich ukochanych islandzkich kuców. Takie schłodzenie w środku lata jest dla mnie nieodzownie czymś dziwnym i nienaturalnym. A ja, do niedawna wielki miłośnik gorąca i morza, zakochałem się w Islandii na dobre. I nie wyobrażam sobie roku bez odwiedzenia i fotografowania wulkanicznych krajobrazów, ponurego interioru i czarnych plaż. Mam nadzieję, że tak już zostanie. W lipcu 2014 znów zabiorę grupę na islandzkie warsztaty fotograficzne.

Svartifoss - czarny wodospad na Islandii

Svartifoss – czarny wodospad na Islandii

Odkładany z roku na rok wyjazd na Bornholm udało się wreszcie zrealizować! W sierpniu wsiadłem na prom, z rowerem i sakwami i aparatem w sakwie na kierownicy ruszyłem na objazd wyspy. Sielankowe widoki, sielankowe miasteczka, sielankowa pogoda i sielankowo spokojne morze. No sielanka, normalnie! A i fotografia wyszła z tego dość sielankowa. Miejsce idealne na podróże rodzinne i wyjazdy na sielankową fotografię krajobrazową. Ważne: jeśli ktoś wam powie, że Bornholm jest płaski to kłamie. Czasem było solidnie pod górę. Ale tylko czasem.

To nie Malediwy. To plaże południowego Bornholmu.

To nie Malediwy. To plaże południowego Bornholmu.

Chwilę po Bornholmie wpadło do mnie zaproszenie do realizacji publikacji kolarskiej dla jednego z australijskich blogów. We wrześniu ruszyłem więc na północ od Alesund i przez blisko tydzień, dzień w dzień, w pogodę i w deszcz, z jedną ręką na kierownicy samochodu, a drugą na aparacie kręciłem się po wąskich, malowniczych i nieco przerażających ekspozycją i krętością norweskich drogach. Z Szymonem, Wojtkiem i  Karolem. Tyle, że oni te wszystkie kilometry pokonywali na siodełkach rowerów. Efekty naszej wspólnej pracy zobaczyć możecie tutaj (zdjęcia i tekst) i tutaj (wideo).

Prawdziwy hit tegorocznych wypraw z aparatem w dłoni. Norwegia.

Prawdziwy hit tegorocznych wypraw z aparatem w dłoni. Norwegia.

I na koniec, gdy już prawie żegnałem roku pojawiły się tanie czartery na Sri Lankę! Cóż, plan wyjazdu istniał od dawna, więc niewiele namyślając się (no dobra: bez namysłu), z początkiem grudnia wylądowałem na wyspie. Wyjazd rekonesansowy miał na celu przygotowanie gruntu pod organizację foto wyprawy i warsztatów. Udało mi się pofotografować w większości interesujących miejsc. Teraz nie pozostaje nic innego tylko przygotować program wyjazdu fotograficznego. Ktoś ma ochotę się wybrać ze mną?

Weddowie, ludzie lasu. To już ostatnie chwile by do nich dotrzeć.

Weddowie, ludzie lasu. To już ostatnie chwile by do nich dotrzeć.

Pisząc te słowa patrzę przez okno i widzę słońce. Jestem na Podkarpaciu, jest jakieś 10 stopni powyżej zera, zima nie chce przyjść. Na początku stycznia ruszam na Islandię, tym razem zimą chcę zmierzyć się z krajobrazami wyspy. I tak jak podróżniczo – fotograficznie uda mi się rozpocząć rok, tak – mam nadzieję – spędzę cały 2014. Bo nie ma nic piękniejszego jak nieznośna lekkość bytu wolnego strzelca. Czego i Wam życzę w nadchodzącym roku!

Lekcja krykieta na boisku w Matarze, na Sri Lance.

Lekcja krykieta na boisku w Matarze, na Sri Lance. Jeśli chcesz znaleźć dobry temat do zdjęć – po prostu zacznij się błąkać, spacerować, chodzić tam gdzie nie kierują żadne przewodniki turystyczne. Właśnie tam znajdują się najciekawsze tematy. Wyjazd na Sri Lankę był najlepszym tego dowodem.

  • Byłem na tej samej wychodni na Wadi Rum z aparatem 🙂

    • I też spierniczałeś tak szybko w dół jak my? 🙂

      • Chyba nie, bo był bliżej obóz. to jednak chyba ta skałka nasza była 1km na pn wsch od tej Twojej. S

A może to Cię zainteresuje?