Pin It

_PTR3399-01Co robić w górach gdy pada? Można się modlić by przestało. Można też wybrać się tam, gdzie woda nie przeszkadza – nad wodospad. A jeśli to będzie najwyższy wodospad w Austrii, piętnasty w kolejności wodospad na świecie to problem złej pogody i niezbyt dobrego samopoczucia może zniknąć na dobre. Wystarczy chcieć. Ale po kolei…

_PTR3399-01

O poranku, gdy zerknęliśmy za okno, znów nie mieliśmy zbyt dobrego humoru. Spotkanie ze Stephanem, przewodnikiem, który miał dla nas zagospodarować dzień, było dość prozaiczne

Wysoko w góry nie ma co iść, zaniosło się i raczej nie odpuści – powiedział spokojnie Stephan.

I po zawodach… – dodałem. Nasz nowy przewodnik na co dzień prowadzi grupy trekkingowe, organizuje szkolenia wspinaczkowe, a zimą narciarskie. Do hotelu przyjechał zielonym land rowerem, do którego mówił słodko „gepanzert”. Razem mieliśmy wejść na Gr. Rettenstein, piękną górę w Alpach Kitzbühelskich. No to nie wejdziemy. Co zatem robić gdy pogoda pod psem? Z nieba spadł nam (razem z deszczem) Alexander, który dzień wcześniej, słysząc o naszych planach i zapewne znając prognozę na kolejny dzień stwierdził, że gdyby padało to wycieczka do wodospadów w Krimml może się okazać niezłym rozwiązaniem.

Miejsca, które odwiedziliśmy, mapę cały czas aktualizujemy o nowe pozycje.

_PTR3367-01

No to ruszyliśmy, „gepanzert” mknął mokrym asfaltem, po niespełna 40 minutach zatrzymaliśmy się na wielkim parkingu w Krimml. Z kapturami na głowach ruszyliśmy w kierunku wejścia. Stephan objaśnił nam, że wodospady zwiedza się na trzech poziomach – najniższy, wysoki na 140 m, tuż za wejściem to najbardziej spektakularne miejsce, całość liczy 385 metrów wysokości. Zaczęliśmy więc od najniższego. Widzieliście kiedykolwiek zdjęcia statku wycieczkowego, podpływającego do wodospadu Niagara? No to możecie sobie wyobrazić jak wyglądał najniższy poziom wodospadów Krimml. Wszędzie woda, spadająca z wysokości masa wywoływała ogromne chmury jej drobinek, do tego huk, wiatr. Ania jak zwykle dostała zadanie zapozowania na tle i chyba pierwszy raz zbuntowała się. Dzielnie towarzyszył jej Stephan, ale mimo szczerych chęci nie wytrzymał więcej niż 30 sekund. Zrozumiałem, dlaczego gdy sam podszedłem bliżej krawędzi skały, naprzeciwko wodospadu, w ciągu 10 sekund byłem cały mokry, fotografowanie w tych warunkach było całkowicie niemożliwe. Jak tu fajnie musi być w środku lata, kiedy dookoła skwar. Wodospad daje wówczas naturalny i zdrowy prysznic. Stephan mówi, że takie nawodnienie jest dobre dla cery i że człowiek dłużej wygląda młodo. Czyżby miał do mnie jakieś ale? Nie zdążyłem zapytać 🙂 W tym, co mówił jest jednak ździebko prawdy, a może nawet cały snopek. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Paracelsus Private Medical University w Salzburgu, naładowana jonami woda, rozpylona, wdychana do płuc ma duże właściwości przeciwdziałania astmie i alergii. No to… na zdrowie!

_PTR3380-01

_PTR3395-01

Zawróciliśmy spod pierwszego stopnia wodospadu, Stephan zaproponował, żebyśmy w pierwszej kolejności poszli na samą górę i schodząc zatrzymywali się na zdjęcia i oglądanie. Dowiadujemy się, że niewiele brakowało, a z końcem lat pięćdziesiątych wodospad zostałby „wyłączony”. Ktoś wpadł na pomysł budowy elektrowni wodnej, która „zabrałaby” wodę z doliny Achental i w ten sposób z wodospadu zostałaby kupa kamieni. Na szczęście udało się zapobiec tym szalonym planom, w 1961 roku wodospady zostały uznane narodowym pomnikiem przyrody i od tego czasu grają sobie na nosie wszystkim chętnym do zagospodarowania terenu doliny.

_PTR3404-01

_PTR3486-01

Wspinamy się do góry szeroką i wygodną ścieżką, przystosowaną dla każdego piechura – także dla tych, którzy zdecydują się pchać przed sobą wózek z pociechą w środku. Trasa na ostatni, trzeci poziom (wodospad ma tu wysokości 145 metrów, dla porównania wieża Kościoła Mariackiego w Krakowie – 69 m) – i tym samym poziom doliny Achental – zaczyna się na wysokości 1070 m n.p.m. zaś kończy 431 metrów wyżej. Nam zajęła ok. 1 godziny, pokonaliśmy w tym czasie ponad 4 km drogi. Pierwsza trasa turystyczna została tu wytyczona dopiero w 1835 roku. Po drodze znajduje się ponad 10 punktów widokowych, niektóre całkiem blisko spadających mas wody, a także jedno schronisko – restauracja, gdzie można się zatrzymać i coś zjeść, odpocząć albo – jeśli kto zmęczony – zawrócić.

_PTR3440-01

_PTR3480-01

Przypadkiem mieliśmy nieco szczęścia – trafiliśmy akurat na taki moment, kiedy wodospad toczył całkiem spore ilości wody. W rzeczywistości jej ilość zmienia się – i to zarówno w ciągu dnia (najwięcej wody toczy wczesnym popołudniem, kiedy lodowiec znajdujący się w górze doliny „puszcza”), jak i roku (najwięcej wody toczy w czerwcu i w lipcu). W miarę jak wspinaliśmy się wyżej mniej turystów spotykaliśmy na drodze, aż w końcu, na samej górze, w miejscu, w którym dolina stawała się prawie płaską, U-kształtną rynną pozostała nasza trójka i inna, niewielka grupka. Kto ma jeszcze siłę powinien iść dalej, po przejściu kilkuset metrów płaskim dnem zobaczy wspaniały widok na najdłuższą w Wysokich Taurach, liczącą 20 km, dolinę. Niestety – ulewa nie pozwoliła nam kontynuować trekkingu.

pan2-waterfall

Stojąc pod daszkiem i czekając, aż chociaż na chwilę przestanie padać, zacząłem na nowo – bo już mi się to wcześniej zdarzało – zastanawiać nad zachowaniem turystów mijanych na szlaku. Zawsze kiedy szliśmy w górach mogliśmy liczyć, że z naprzeciwka pojawi się ktoś, kto się uśmiechnie, ukłoni, zagadnie. Takie sytuacje zdarzały nam się nader często w mieście, a w górskich wioskach i miasteczkach był to już standard. I nieważne czy spotykaliśmy starszego czy młodszego – kłaniali nam się wszyscy, równo. W pewnym momencie ten miły skądinąd nawyk wszedł i w naszą krew – zaczęliśmy się kłaniać innym osobom. Nie powiem, miłe uczucie kiedy obcy ludzie okazują sobie taką zwykłą uprzejmość. Zaskoczyła nas totalna uprzejmość i chęć pomocy ze strony obsługi pociągów. Nie wiem, czy to standard czy nie, ale zawsze, kiedy pytaliśmy w kasie o rozkład jazdy dostawaliśmy wydruk interesującego nas połączenia i jakąś radę. To samo podczas sprawdzania biletu – co, gdzie, jak, na co uważać (np. że w Salzburgu remont dworca i trzeba sprawdzać połączenia na monitorach, bo się mogą zmienić perony odjazdów). Pamiętam czasy, kiedy na początku lat 90-tych pierwszy raz przyjechałem do Austrii, na rowerze, z grupą starszych ode mnie przyjaciół.

_PTR3461-01

Czułem się wtedy okropnie. Nie z powodu Austriaków, ale z powodu własnych, gdzieś tam zakorzenionych kompleksów Polaka ze wschodniej Europy, na obczyźnie. Przez wiele lat to uczucie niższości towarzyszyło mi w czasie podróży w różnych miejscach Europy Zachodniej. Dziś na szczęście mam już to za sobą, a z drugiej strony nie zdarzyło mi się, żeby w takiej Austrii ktoś traktował mnie inaczej (czytaj: gorzej) tylko dlatego, że jestem z Polski. Zazdroszczę młodszemu pokoleniu, że pozbawione jest tego uprzedzenia, kompleksu niższości, że nigdy go nie doświadczyło. No, ale koniec tych egzystencjalnych wynurzeń, a jeśli o różnicach polsko-austriackich mowa to kilka razy zwróciliśmy z Anią uwagę na pewne dziwne zjawisko dotyczące równo – i starszych, i młodych Austriaków. Kolczyki w uszach. Zazwyczaj tzw. sztyfciki, czyli kuleczki albo sztyfciki z kamyczkiem, nie kółka, nie piercing – ot, zwykłe oczka. Zachodziliśmy w głowę, skąd tu takie zwyczaje albo moda. Albo jeszcze coś innego. W końcu zaryzykowałem i w czasie wycieczki zapytałem Stephana, o co z tym chodzi. Liczyłem raczej na wybuch śmiechu, jakiś zgryźliwy komentarz. Nic z tych rzeczy. Odpowiedź zadziwiła nas totalnie. Podobno kolczyk w uchu oznacza, że dana osoba ma problem z… okiem (jeśli prawe oko to kolczyk w lewym uchu i na odwrót), zaś sam kolczyk i to, z czego jest zrobiony, ma stanowić antidotum na ów problem. Proste? A ile różnych teorii przeszło nam przez głowę… Szkoda albo i wstyd mówić 🙂

_PTR3430-01

_PTR3449-01

I tak sobie gaworząc zatrzymywaliśmy się co kawałek na kolejnych punktach widokowych. Te zostały tak zaprojektowane, aby widok na „białą wodę” był jak najciekawszy, jak najlepszy. Z punktów widokowych można spojrzeć prosto w gardło wodnej kipieli, poczuć ogrom wodospadu, jego siłę. Wodospady Krimml zrobiły na nas ogromne wrażenie – Alexander: dziękujemy! A jeśli komuś mało, kto chętny może po trzygodzinnej wycieczce (tyle mniej więcej powinno zająć zwiedzanie wodospadów) zaglądnąć do znajdującego się tuż przy parkingu visitor center – WasserWunderWelt, gdzie dowie się m.in. jak rodzi się woda zasilająca wodospad w Krimml i będzie mógł zerknąć na wodospad przez lunetę z kryształów Swarovskiego.

Kiedy schodziliśmy z wodospadów zaświeciło słońce. Może jutro będzie piękny słoneczny dzień?

Ania&Piotr

A może to Cię zainteresuje?