Pin It

_PTR3364-01o 8.30 przyjdzie do waszego hotelu ranger z Parku Narodowego Wysokie Taury i zabierze was na trekking na szczyt Larmkogel – Zakomunikowała nam Christine podczas kolacji, poprzedniego wieczoru.

Ręka zadrżała mi nad pysznym stekiem, Ania prawie zakrztusiła się kęsem pstrąga z tutejszego potoku. Ranger z parku narodowego? W głowie od razu pojawił mi się obraz twardego, smaganego wiatrem faceta z trzydniowym zarostem, w skórzanym kapeluszu z wielkim otokiem, w zielonym mundurze i w wielkiej terenówce, o szorstkich manierach i równie szorstkich dłoniach, ze strzelbą, zatrzymującego się ze zgrzytem szutru na hotelowym parkingu. Rano zrywamy się skoro świt i od razu uderzamy do zasłon okna. Niestety, leje jak z cebra, to już kolejny dzień kiedy Matka Ziemia testuje naszą i sprzętu wytrzymałość na deszcz, wiatr i śliskie kamienie na szlaku. Miny nam rzedną, bo miał być ranger, trekking na blisko trzytysięczny Larmkogel… Nic to, idziemy na śniadanie, czekamy na rangera. Niewiele przed umówioną godziną pojawia się Alexander. Jest wysokim, szczupłym facetem, bez zarostu, po pięćdziesiątce, z bardzo spokojnym, ciepłym spojrzeniem. Niestety, bez strzelby 🙂 Taki oto jest efekt oglądania amerykańskich filmów.

Miejsca, które odwiedziliśmy, mapę cały czas aktualizujemy o nowe pozycje.

Krótka narada i decyzja – idziemy, w zależności od warunków pogodowych podejmiemy decyzję, jak wysoko i jak daleko. Pakujemy się do kombi – passata Alexandra, ruszamy bez zgrzytania szutrem i jedziemy w kierunku doliny Hollersbach. Zostawiamy auto przy wjeździe do Parku, tuż przy elektrowni wodnej, dalej wiezie nas „górska taksówka”. To jest właśnie ogromny plus tego, że region Mittersill należy do stowarzyszenia „wiosek dla wędrowców”. Nie trzeba maszerować 3 godziny w jedną stronę doliną, można liczyć na podwózkę. W przeciwnym razie nasza wyprawa nie miałaby szansy realizacji w jeden dzień, cały dzień musielibyśmy poświęcić na marsz doliną, tam i z powrotem.

Dolina jest bardzo malownicza, nawet przez chmury i mgłę. To typowa dolina U- kształtna. Kto pamięta ze szkoły ten wie, że taką dolinę przez tysiące lat rzeźbił jęzor lodowca. Ta jest ogromna. A my za chwilę będziemy się wspinać do miejsca, gdzie ów lodowiec miał swoją kwaterę główną, czyli do cyrku lodowcowego. Po drodze mijamy stada krów i koni – całość doliny to prywatna własność austriackich farmerów. Krowy grzecznie stoją w deszczu, nie rusza ich pogoda. Ech, to życie z widokiem…

_PTR3271-01

Dojeżdżamy do końca szutrowej drogi, leje całkiem nieźle. Ubieramy kurtki, zakładamy kaptury i powoli zaczynamy podejście. Do najbliższego dachu nad głową – Neue Further Hütte – mamy jakieś dwie godziny marszu, ok. 6 kilometrów, 600 metrów w górę. Krok za krokiem, stopień za stopniem, jak po schodach, w potokach deszczu z nieba, idziemy. Im wyżej – tym ciekawszy widok na dolinę, widać pięknie wielki potok, który kaskadami spływa z samej góry, wypływa z jeziora Kratzenbergsee, które mamy nadzieję zobaczyć. Nagle Ania zatrzymuje się z krzykiem, na szczęście jest to – jak szybko rozpoznaje – krzyk radości i zaskoczenia. Dosłownie tuż obok jej buta, na kamyczku, wystawiając łebek na deszcz siedzi czarna salamandra alpejska. Alexander szybciutko bierze ją do ręki i z uczuciem głaszcze po głowie. Ania to samo, rozczulają się we dwoje nad maleństwem. Salamandra wielkością i kształtem podobna jest do naszej, plamistej. Ta wygląda jakby woda zmyła jej żółte kropki. Kto wie, może i tak się stało. Alexander tłumaczy nam, że te urocze, czarne gady wychodzą na kamieniste, piesze ścieżki tylko wtedy kiedy jest mokro, uwielbiają wilgoć.

Jedyny pozytywny aspekt chodzenia po górach gdy pada to salamandry – kwituje opowieść rangera Ania. Salamandry nie boją się człowieka, są bardzo spokojne, można je wziąć na ręce (tylko uważajcie, aby nie spadły, bardzo szybko się przemieszczają). Kiedy nie pada, chowają się pomiędzy skałami i raczej ich nie zobaczycie, aktywne są głównie w nocy. Salamandry czarne mają ok. 9-14 cm długości, żyją na sporych wysokościach, aż do 2500 m. n.p.m. Swoja drogą, ciekawe, ile zajmuje takiej małej salamandrze przejście z wysokości 500 m do 2500 m? Fascynujący jest ich proces rozmnażania, po udanym „akcie” salamandra nosi swoje młode w brzuchu od 2 do 4 lat (!!!) – w zależności od wysokości, na jakiej żyje – im wyżej tym dłużej. Po tym czasie rodzą się bliźniaki, 4-centymetrowej długości, całkowicie przystosowane do samodzielnego życia.

_PTR3256-01

Dochodzimy do pierwszego wypłaszczenia, jak okiem sięgnąć… oj, sorry, zagalopowałem się – jak mgła i chmury pozwalają, czyli mniej więcej na 10 metrów widać całe połacie kolorowych kwiatów. Ania, która powoli staje się ekspertką od turystyki górskiej, znów kwituje zachwyt Alexandra nad alpejską florą

W góry warto iść wiosną, kiedy kwitną kwiaty – mówi. Cóż, trudno się z nią nie zgodzić. Szkoda tylko, że leje jak z cebra. Spodnie mamy całkiem przemoczone, góra na szczęście sucha, buty póki co też nie przepuściły. Zachwycamy się alpejskimi różami, żółtymi kępami kuklika górskiego. W tej chwili na światło dzienne wychodzi cała „szorstkość rangera”, Alexandra, który – kiedy my nie patrzymy albo jesteśmy zajęci sobą – schyla się i wącha kwiaty. W rzeczywistości nasz przewodnik to świetny, kompetentny, wciąż opowiadający nam o kolejnych cudach przyrody facet. Do trekkingu przygotował się spisując na kartce angielskie tłumaczenia nazw roślin, zwierząt i zjawisk, jakie miał nadzieję spotkać nami na miejscu. Nie przewidział jedynie tego, że nasz angielski nie pozwala nam przełożyć na język polski tych nazw… Po drodze mijamy grupę trekkersów, cieszę się, że nie tylko my wpadliśmy na taki szalony pomysł – maszerować w deszcz. Chwila rozmowy rozwiewa moje nadzieje – to żona właściciela schroniska, schodzi na dół z przyjaciółmi, jadą do miasta.

_PTR3214-01

W końcu docieramy do schroniska, jest taka mgła, że gdyby nie Alexander moglibyśmy minąć budynek niezauważony. Na progu wita nas właściciel… wypisz wymaluj himalaista z lat osiemdziesiątych: kolorowy polar, broda, nieco dłuższe włosy – gdyby go wstawić pośród naszych wielkich z tamtych czasów, nikt by się nie zorientował, że to człowiek „w wersji” z 2011 roku! W pierwszej kolejności zrzucamy nasze mokre plecaki, kurtki i buty w suszarni.

Po chwili siedzimy już i zajadamy zupę. Aleksander na mapie pokazuje nam najciekawsze miejsca w parku narodowych, interesujące trekkingi i góry warte grzechu i wspięcia się na nie. Wędrujemy razem z nim na Großglocknera, najwyższy szczyt Austrii, na którym był kilkanaście razy, wchodząc w zasadzie każdą z dróg. Spryciarz nawet nie zdaje sobie sprawy, że dotknął tematu, który jest ogromnie bliski Ani – przyrody i zwierząt. Kiedy ja popijam piwo pszeniczne, ci gaworzą sobie o roślinkach i zwierzątkach, bosko. Czas mija szybko, a pogoda nie ma zamiaru się zmienić, Alexander odradza wyjście na szczyt – za ślisko, za mokro. Idziemy tylko zobaczyć jezioro Kratzenbergsee – największe naturalne jezioro w Wysokich Taurach.

_PTR3223-01

„Wiele dróg prowadzi do Boga. Jedna przez góry”

_PTR3221-01

_PTR3229-01

_PTR3235-01

Ubrani w suche ciuchy znów wystawiamy nosy na deszcz, idziemy, ziemia i darń jest tak nasączona wodą, że chodzenie po niej przypomina dreptanie po gąbce, co chwilę zapadamy się nieco w wodę. Jest bardzo zimno, z 25 stopni w Mittersill zrobiło się niewiele ponad 5, wieje dość silny wiatr. Jak widać pogoda w Alpach może się zmienić dość szybko, dlatego zawsze trzeba być na to przygotowanym i mieć coś ciepłego w plecaku. Do jeziora docieramy po 10 minutach, mgła pozwala nam zobaczyć tylko jego niewielki kawałek. Szkoda. Leje coraz bardziej, wracamy w dół, do doliny, odwiedzając po drodze niewielki kościółek. Teraz musimy uważać podwójnie, jest ślisko. Nad samym dnem doliny pogoda nieco odpuszcza, można ściągnąć kaptury i nieco szerzej niż spode łba popatrzyć na okolicę. Na pewno tu kiedyś wrócimy.

_PTR3247-01

Popołudnie, ponad dwie godziny, spędzamy z Alexandrem w Nationalparkzentrum Hohe Tauern – coś jakby visitor center parku. To największa atrakcja miasta i jedna z ważniejszych w całym regionie. Pozwala w prosty i przyjemny sposób zapoznać się z historią powstania, naturą i bogactwem Wysokich Taurów, największego obszaru chronionego w Europie. Interaktywne wystawy, multimedialne projekcje, niemalże „żywe” ekspozycje, znakomite filmy w 2 i 3D prezentują proces powstawania Alp, ich ochronę, zmiany klimatyczne, najpiękniejsze doliny i najwyższe szczyty, dobra naturalne i zwierzęta. Priorytetem jest nauka poprzez dobrą zabawę. Dlatego centrum bardzo chętnie odwiedzają dzieci w różnym wieku. Ciekawi świata dorośli również będą zachwyceni, spędzając tu kilka godzin.

_PTR3291-01

Zwiedzanie rozpoczynamy od obejrzenia filmów nakręconych z perspektywy lotu orła. Na dużych, płaskich ekranach oglądamy najpiękniejsze doliny i szczyty parku. Wreszcie mamy okazję zobaczyć miejsca, które odwiedziliśmy! Widać i jezioro Kratzenbergsee, i dolinę. W tle zawieszone w powietrzu ogromne, imponujące modele szczytów Großglokner i Großvenediger, podobno idealnie odwzorowane. Pod modelami szczytów, poziom niżej, zabawny widok – dzieciaki buszują po sztucznym pagórku – norze dla górskich świstaków. Pagórek poza norkami dla sztucznych gryzoni posiada kilka większy tuneli dla dzieci, które przez chwilę mogą poczuć jak wygląda życie z perspektywy świstaka. Co chwila inna, uśmiechnięta dziecięca głowa wynurza się z norki, najczęściej następuje wtedy mała sesja zdjęciowa, błyskają flesze aparatów.

_PTR3331-01

W bardzo ciekawy sposób pokazane są różnice podstawowych funkcji życiowych (puls, temperatura, tętno) świstaków w zimowym letargu i w trakcie normalnego funkcjonowania. Cała sala na dole poświęcona jest zwierzętom zamieszkującym góry, można zobaczyć ich modele i film z życia mieszkańców gór, ptaków, ssaków i gadów. Jest tu również niewielka ściana wspinaczkowa, poza świstkowymi norkami to ulubiona, dziecięca atrakcja.

_PTR3302-01

_PTR3306-01

_PTR3334-01

_PTR3364-01

Kino 3D zabiera nas w ekscytującą podróż poprzez 250 milionów lat historii regionu. Przy wykorzystaniu techniki 3D w ciągu 15 minut dowiadujemy się, w jaki sposób poprzez zderzenie płyt kontynentalnych powstały Alpy. Lepiej nie dałoby się tego wytłumaczyć. Projekcji towarzyszą zaskakujące efekty, wyczuwamy je pod… siedzeniem, które drży i wibruje w odpowiednich momentach. Wzbudza to oczywiście szczególną uciechę dzieciaków.

Sala poświęcona przyrodzie Alp to miejsce o sielskim nastoju, idealne do relaksu. Wyłożona jest w całości tapetą przedstawiającą alpejską łąkę, nawet wygodne leżaki umieszczona na środku są nią pokryte. Nad leżakami, przy suficie umieszczono 5 monitorów z filmami przedstawiającymi zdjęcia alpejskich łąk. Aby poczuć się jak na łące brakuje tu tylko zapachów. Tuż koło leżaków stoją i leżą krowy naturalnej wielkości, każdy maluch obowiązkowo robi sobie na nich sesję (my również :)). W sali znajdują się specjalne głośniki, przez które można posłuchać dźwięków łąki, lasów i zwierząt. Tuż przed salą znajdują się bardzo ciekawe ekspozycje zrobione w taki sposób, aby dzieciaki miały jak najwięcej zabawy. Pomysłowy sposób na odkrywanie szkodników zamieszkujących drzewa to „szuflady” wycięte w poprzek pnia drzewa. Po otworzeniu takiej szuflady obserwujemy jakie szkodniki żyją pod korą i w jaki sposób zmieniają strukturę pnia i prowadzą do jego obumierania. Zobaczycie tu również przekrój przez kawałek 600-letniego drzewa, słoje można obserwować przez dużą lupę.

Wiecie jakie ślady pozostawiają po sobie zwierzęta? Jak można je rozpoznać? Okazuje się, że nie tylko poprzez odcisk łapy czy kopyta, ważne są również odchody :). Zabawa-quiz polega na dopasowaniu śladu odcisku zwierzaka do jego odchodów. Te ostatnie dumnie prezentują się w niewielkich gablotkach.

_PTR3355-01

Spora ekspozycja z minerałami zainteresuje głównie dorosłych, za to dzieci spędzą emocjonujące chwile w Sali Lawin. Krótki film w niewielkiej sali z widokiem 270 stopni ukazuje piękno nieokiełznanej, alpejskiej przyrody – rzek, wodospadów i lawin. Robi wrażenie!

_PTR3365-01

Na zakończenie odwiedzamy dwie sale poświęcone wodzie, lodowcom i zwierzętom zamieszkującym obszary rzek i jezior. Wielu zwiedzających (w tym Piotr :)) przeżywa szok dotykając ogromnej białej bryły umieszczonej na środku sali. Jest to prawdziwy fragment lodowca, mokry, śliski i bardzo zimny, z odciśniętymi śladami dłoni i palców. Obok lodowca znajdziecie jedną z najciekawszych ekspozycji w muzeum – multimedialną prezentację przedstawiającą topnienie lodowca na przełomie kilku tysięcy lat. Dzięki prostej animacji uruchamianej za pomocą koła sterowniczego obserwujemy jak zmieniał się klimat i jaki miało to wpływ na lodowiec.

Wycieczka po centrum to prawdziwa przygoda, znakomita zabawa dla dzieci i dorosłych, świetny pomysł na spędzenie czasu gdy pada. Koniecznie zarezerwujcie przynajmniej 2 godziny. Nam się podobało, bawiliśmy się przednio. To był bez wątpienia jeden z najfajniejszych dni jakie spędziliśmy na Naszych Wielkich Austriackich Wakacjach.

Ania&Piotrek

A może to Cię zainteresuje?