Pin It

Most

Ostatni dzień chcieliśmy spędzić leniwie, bardzo leniwie. W końcu nam się należało, prawda? Od trzech tygodni codziennie coś się dzieje! Udało nam się, połowicznie.

Nie jesteśmy pewni czy udałoby nam się zaplanować takie wakacje samodzielnie. Pisząc tę ostatnią relację zaglądamy do dwudziestu poprzednich. Co za ilość aktywności, atrakcji, miejsc! Spokojnie można by obdzielić cały autobus wycieczkowy! A wszystko to było zaplanowane wyłącznie dla naszej skromnej dwójki. Oj, działo się.

Tymczasem ostatni dzień nie zapowiadał się inaczej niż poprzednie. Dzisiaj Gerhard zabrał nas na treningową viaferratę, taką, na której weryfikuje się umiejętności adeptów sztuki. Mówiąc inaczej – nim zabierze się kogoś na np. tę viaferratę, na które byliśmy poprzednio – sprawdza się umiejętności na treningowej. Dlaczego w naszym przypadku było odwrotnie? Nie mamy pojęcia. Generalnie potrenowaliśmy nieco i okazało się, że mogą być trudniejsze drogi niż ta na Mauskarspitze. Wprawdzie na początku poszło nam dobrze ale już po kilkunastu metrach zaczęły się trudności C i D… No i było zabawnie 🙂 Bo skała znów mokra, bo buty śliskie. Ale jakoś się udało. Po treningu Gerhard pokazał nam miejsce, w którym buduje kolejną, tym razem nieco trudniejszą bo mocno eksponowaną trasę. Ale z jakim widokiem! Ponad tysiąc metrów w dół, do samej doliny Gastein. Firma Gerharda rozpoczęła pracę nad lokalizacją i budową ubezpieczonych tras wspinaczkowych już jakiś czas temu. Niestety to ciężkie zadanie – wszystko trzeba wynieść i zamontować ręcznie. A kilkanaście metrów liny waży blisko 45 kg, taki „kłębuszek” trzeba wziąć na plecy i do góry. Do tego wielkie wiertarki, stalowe kolucha. Pracy co niemiara. Tak czy inaczej – bezwzględnie warto powspinać się, bo to najlepszy, bezpieczny sposób na obcowanie z górskimi krajobrazami, i to z perspektywy, która nie jest dana każdemu. Gerhard opowiedział nam też o innych inwestycjach w dolinie. Ogromną popularnością cieszy się położony nad Bad Gastain, na Stubnerkogel, długi na 140 metrów wiszący most. Jest najwyżej położonym tego typu mostem w Europie.

Most

W lipcu tego roku planowane jest otwarcie położonej niedaleko wiszącego mostu platformy „Glocknerblick”, z której rozpościera się najpiękniejszy widok na najwyższą górę Austrii – Grossglockner 3798 m n.p.m. Do tego dolina to rewelacyjne miejsce do wędrówek – chociażby słynną trasą „Salzburger Almenweg”, o której pisaliśmy wcześniej – od jednej hutte do drugiej, a po drodze dobre, lokalne i tradycyjne jedzenie, piękne widoki. Na trasie zlokalizowano aż 1800 „szałasów pasterskich” czyli hutte, z czego aż 550 jest otwarta dla turystów. Świetna sprawa.

Platform

Grzechem jednak byłoby bawić się w dolinie Gastein bez odwiedzenia jednej z lokalnych term! Nasz wybór padł na Alpentherme Gastein w Bad Hofgastein. Mamy karnety 4 godziny więc postanawiamy zwiedzić wszystkie atrakcje po kolei. Zaczynamy od głównego basenu podzielonego na kilka części, z którego można podziwiać piękną panoramą zielonych, górskich zboczy, główna ściana budynku jest cała oszklona. Piotr od razu zastanawia się jak świetny musi być to widok zimą. Rzeczywiście, termy są wspaniale położone, otoczone przez góry, a ogrody dookoła basenów starannie wypielęgnowane. Czystość, porządek i soczysta zieleń J Na środku basenu znajdują się stanowiska leżące, z masującymi dyszami, na razie zajęte, wrócimy później. Po przeciwnej stronie widzimy całe mnóstwo leżaków umieszczonych pod czerwonymi lampami UV, to strefa relaksu, którą zafundujemy sobie na sam koniec. Wolniutko wypływamy na zewnątrz, woda ma ok. 28 stopni. Gdyby było ciepło zdecydowanie skorzystalibyśmy z licznych leżaków ustawionych na słonecznym patio tuż koło basenu. Szukamy cieplejszego zbiornika i znajdujemy taki z wodą 36 stopni. Jak przyjemnie, nie chce się z niego ruszać. Niechętnie wychodzimy po 20 minutach, trzeba zwiedzać dalej. Kierujemy się w stronę saun. W części głównego basenu właśnie zaczęły się zajęcia gimnastyczne w wodzie, mnóstwo chętnych ale my wolimy saunę. Przy wejściu znak – nude zone, strefa golasów, upsss. Rzeczywiście w środku część osób chodzi nago lub w szlafrokach, które wszyscy bez wyjątku zostawiają przed wejściem do pomieszczeń. Od razu zauważamy, że mnóstwo tu starszych osób, widać, że w Austrii istnieje długa tradycja korzystania z sauny. Na początku oglądamy sobie całą strefę, jest bardzo duża.

[pro-player width=’560′ height=’349′ type=’video’]http://www.youtube.com/watch?v=nh4-bzUlElE[/pro-player]

Centralnym punktem jest mini kawiarenka, kilka stolików i stanowisko z mineralizowaną wodą ( 4 rodzaje, za darmo), po saunie dobrze jest odpocząć i napić się. Dookoła kawiarenki pomieszczenia z różnymi rodzajami sauny, mokrej i suchej. Jest też duże, ciemne, nastrojowe pomieszczenie z leżakami, na pewno łatwo tu zasnąć. Wybieramy sobie saunę mokrą, 15 minutowa sesja wspaniale rozluźnia napięte od zmagań z viaferratą mięśnie. Szukamy miejsca do wypoczynku, jest jedno tuż koło baru. Duży, jasny pokój tylko z leżakami i lampami UV. Wszyscy odpoczywają, śpią, medytują, czytają książki, czasopisma. Niektórzy mają ze sobą spore torby jakby przychodzili tu na pół dnia. Zajmujemy wolne leżaki, relaksujemy się, lampy leciutko grzeją. Piotr zasypia po 5 minutach, taki ma talent, wrodzony 🙂 Ja oglądam ogródek, okazuje się, że również na zewnątrz, w osobnym pawilonie są sauny. Goście krążą sobie po trawniku pomiędzy budynkami. W ogrodzie wystawione leżaki i stoliki, można kupić coś do picia (o dziwo również alkohol) i porozmawiać. Zabawnie wyglądają ludzie w szlafrokach, ręcznikach lub nawet bez pijący piwko. Po saunie wracamy do basenu głównego aby sprawdzić stanowiska masujące. Bardzo przyjemne ale niestety bąbelkowa sesja trwa tylko 10 minut, potem uruchamiają się dysze umieszczone w dnie basenu, jakby działały na zmianę. Na zakończenie jeszcze chwilka relaksu na leżakach przy basenie. Czas się zbierać, jesteśmy odmoczeni i zadowoleni, żałujemy tylko, że nie mogliśmy się powygrzewać na słonku.

Czego nie zdążyliśmy zobaczyć ? W Alpentherme jest specjalna strefa tylko dla Pań, restauracja, centrum fitness i strefa dla rodzin z basenami dla dzieciaków i pomieszczeniami do zabawy. Dzięki temu w głównych basenach nie ma zbyt dużo piszczących i chlapiących pociech i dorośli mogą spokojnie odpoczywać. Dolina Gastein słynie z term, poza Alpentherme są tu jeszcze inne miejsca, w tym dwa większe ośrodki, wszystkie przepięknie położone.

Felsentherme z tarasem widokowym z leżakami, basenami zewnętrznymi, masującym wodospadem i 70 metrową rurą, basenami wewnętrznymi, sauną i strefą wellness. Jest tu niezwykła sauna z oknem, z którego widać panoramę pobliskiej góry, w zimie można dostrzec szusujących narciarzy.

Solarbad Dorfgastein z dużym ogrodem, boiskiem do siatkówki plażowej i trzema basenami zewnętrznymi z wodą o temperaturze 24-28 stopni (jeden ze zjeżdżalnią, jeden pięknie podświetlany). Są baseny wewnętrzne, sauny ze strefą relaksu i oszklony taras z leżakami.

Z term wracaliśmy w milczeniu. Był to ostatni punkt programu. Nasze Wielkie Austriackie Wakacje dobiegły końca. Przed nami perspektywa powrotu do domu, pracy, obowiązków. Im więcej czasu spędzaliśmy w górach tym bardziej uzależnialiśmy się od codziennych trekkingów, widoków, austriackiej kuchni i niesamowicie miłych ludzi, których spotykaliśmy po prostu wszędzie. I wcale nie chodzi o naszych przewodników czy opiekunów, owszem, byli niesamowicie serdecznie. W Austrii spotykaliśmy się z bezinteresowną serdecznością na każdym kroku. Jakże łatwiej się żyje, gdy ktoś na ulicy uśmiecha się do ciebie…

Ania&Piotrek

A może to Cię zainteresuje?