Pin It

_PTR3562-01Poprzedni wieczór spędziliśmy na oglądaniu katalogów, ulotek, przeglądaniu licznych map. Ilość i jakość materiałów promocyjnych znalezionych w hotelu wprawiła nas w osłupienie. Chyba nie docenialiśmy tego regionu…

Mam taki prywatny wskaźnik jakości regionów turystycznych, oparty na analizie materiałów promocyjnych, które przygotowywane są dla turystów. Jeśli dominują ulotki i katalogi – region nie do końca radzi sobie z znalezieniem pomysłu na zagospodarowanie czasu turysty. Jeśli zaś dominują mapy – włodarze regionu dobrze wiedzą, co chcą pokazać, gdzie i jak. W nasze ręce wpadły prawie wyłącznie mapy. Podzielone na tematy, rodzaj uprawianej turystyki, pory roku – było tego sporo. Do tego regularna gazeta wielkości naszej Rzepy sprzed lat z aktualnymi doniesieniami, zapowiedziami, propozycjami wypoczynku. Jazda na koniach, rowery, trekkingi, kajaki. Do tego miejsca na romantyczne tête à tête, restauracje w zamkach i dworach. Zaraz obok wycieczki…

Miejsca, które odwiedziliśmy, mapa będzie na bieżąco aktualizowana

Majestaet_oetscher_hautnah_rechts-download

szlakiem kowali, szlak spływu drewna… Nasze pierwsze wrażenie było takie, że życia nam zabraknie, żeby to wszystko poznać. Nic to jednak, zaplanowaliśmy dziś trekking na szczyt przepięknej góry Ötscher (1893 m n.p.m.) „góry – ojca” – leżącej w Alpach Ybbstalskich, a że pogoda wręcz rewelacyjna szykujemy się na dzień pełen górskich wrażeń.

_PTR3554-01

Zaraz po śniadaniu okazuje się, że na pewno nam ich nie zabraknie. W związku z tym, że mamy umówiony lunch z przedstawicielem tutejszej organizacji turystycznej, planowaliśmy – zamiast podchodzić całe tysiąc metrów do góry – podjechać kawałek wyciągiem i stamtąd, spokojnie, podejść jakieś 2-3 godziny na szczyt. Niestety, wyciągi tego dnia z jakiegoś powodu nie działały i włodarze naszego hotelu zaproponowali nam podwiezienie… traktorem. – Trzy osoby w traktorze? – zapytałem. Moje wątpliwości rozwiały się po krótkiej chwili, gdy zobaczyłem wielkiego potwora z podnośnikiem zamontowanym na przedzie. Oj, będzie zabawa. Pojechaliśmy. Piękne słońce, ciepło. My we dwoje na traktorze, metr nad ziemią. Nie powiem, oglądali się za nami ludzie. Co w tym czasie mówili do siebie – tego nie wiem, ale musieliśmy wyglądać dość zabawnie – dwie kukiełki w klatce wielkiego traktora. Szaleństwo. Mimo, że kierowca zielonego potwora prowadził raczej spokojnie, po kilkunastu minutach mieliśmy dość jazdy i wielkich dziur, w które pchał się traktor. Po drodze kilka osób widząc naszą szaloną taksówkę chciało „złapać nas na stopa”, ale nasz „kierowca” jakoś nie reagował. Na koniec szalonej jazdy zafundował Ani „Alpejskiego Titanica”, kiedy ja wysiadłem podnośnik pojechał mocno do góry. Ania niewiele się zastanawiając stanęła w słynnej filmowej pozie. Tyle, że jej „Leonardo” został na ziemi 🙂 ( Boże, co ja wypisuję… )

_PTR3562-01

Ötscher to piękna góra. Z daleka, z północy, wygląda jak wielka, obła kopa, ale w rzeczywistości ma kształt eliptycznego ostrza, biegnącego od południowego zachodu na północny wschód. Wejście na szczyt przebiega powyżej linii lasu, na grań, którą w ciągu ok. 1-1.5 godziny dochodzi się na wierzchołek. Najłatwiejszy wariant – ten, który wybraliśmy – prowadzi z wioski Lackenhof, przez słynny w regionie teren narciarski, południowo – zachodnią granią, zabiera ok. 4 godziny drogi w jedną stronę. Nie wiem, jak jest w innych miejscach, ale austriaccy przewodnicy używają prostego przelicznika czasu wejścia – 300 metrów do góry = 1 godzina. Stąd różnica wzniesień 1000 metrów to ok. 3.5 godziny drogi, 4 godziny z przystankami.

_PTR3569-01

a_015

Południowe stoki Ötschera to jedno wielkie, wapienne urwisko, wzdłuż krawędzi którego, poprzez pola kosówki prowadzi ścieżka na szczyt. Kosówka jest tu jedynym ratunkiem, ochroną przed lawinami. Ta część Alp stanowi pierwszą barierę, na którą zimą nacierają pełne śniegu chmury. Opady są tu naprawdę wysokie, a co za tym idzie – miejsce gwarantuje spore ilości śniegu przez cały sezon. Zimą, południowe stoki Ötschera nawiedzają częste lawiny, co z resztą widać i teraz – wielkie połacie położonych jak zapałki drzew i długie pasy ziemi, otoczone lasem, pozbawione jakiejkolwiek roślinności, przypominające miejsce, które ktoś „wygolił” ogromnym trymerem. Oj, musi się tutaj sporo dziać zimą!

_PTR3600-01

Idziemy. Po drodze, tuż obok niewielkiej budki meteorologicznej zatrzymujemy się na zdjęcia i łyk wody. Jest bardzo ciepło. Przed nami cudowna perspektywa, piękny widok. Szkoda tylko, że po opadach niebo nieco zamglone. Ale ostatnia rzecz, na którą mamy ochotę to narzekanie, przecież w końcu mamy pogodę, prawda? Na punkcie widokowym spędzamy nieco czasu, przez zamontowaną lunetę próbuję rozpoznać jakieś szczyty, miejsca – bez szans. Wciąż za mało znam Alpy, bez mapy i kompasu ciężko mi cokolwiek zidentyfikować. A tak chciałem zabłysnąć przy Ani 🙂

_PTR3705-01

_PTR3639-01

_PTR3648-01

a_016

a_013

a_011

a_010

a_009

Powyżej punktu widokowego zaczyna się najtrudniejszy etap, jest bardzo ślisko, drepcze się po ustawianych na sztorc wielkich wapiennych płytach. Trzeba uważać. Na grani ścieżka nie jest stroma, ale dość długa. Na horyzoncie widać wielki krzyż – to szczyt, tam właśnie idziemy. Po drodze mijamy sporo osób, głównie starsze pary i grupy. Kiedy dochodzimy na wierzchołek, pod krzyżem siedzi sobie i spokojnie zajada taka właśnie para. Fajnie, że dojrzałe wiekiem osoby tak dużo chodzą tu po górach. To nie pierwszy raz kiedy na szlaku spotykamy 60 – latków i starszych. W zasadzie w każdym miejscu, w którym byliśmy mijaliśmy osoby, które spokojnie mogłyby być naszymi rodzicami. Na wierzchołku urządzamy krótki piknik, nawiązując nieświadomie do dorocznej, czerwcowej, tradycji otwarcia lata na szczycie Ötscher. Ania jest bardzo zadowolona, już kolejny raz okazało się, że góry są dla niej – ma świetną kondycję i bez problemu pokonuje strome podejścia. To chyba nasz pierwszy, samotny dzień w czasie całego wyjazdu. Bez przewodnika, z mapą i wyznaczonym celem szliśmy sobie tutaj rozmawiając, w zasadzie bez zatrzymywania się „po oddech”. Ania miała czas, żeby sfotografować swoje ulubione kwiaty, a ja namiętnie fotografowałem widoki. Cudowny dzień.

Na szczycie pojawia się kolejna osoba, także w dość dojrzałym wieku. Ja próbuje pierwszy raz wykonać panoramę 360 stopni, jak mi to wyszło – zobaczcie poniżej (po kliknięciu panorama się powiększa).

Panorama-Oetsher

_PTR3652-01

_PTR3651-01

Na południowo wschodnim horyzoncie już jakiś czas temu pojawiła się wielka chmura. Teraz jest całkiem blisko i widać wirgę (smugę pod chmurą, efekt padającego deszczu). Burza na tym szczycie nie byłaby miłym przeżyciem. Chyba czas się zwijać, pakujemy manatki i dość raźno schodzimy. Za nami samotna pani, która na jakimś foto stopie w końcu nas dogania. Zamieniamy kilka słów i dalej idziemy już razem, dość szybko, aż do schroniska, gdzie zatrzymujemy się na późny lunch. Okazuje się, że to lokalna turystka z miasteczka obok. Oglądamy kilka map tematycznych, które można za darmo zabrać sobie ze schroniska (!!!) i zastanawiamy się, co zrobić jutro. Nasza nowa towarzyszka proponuje nam opcję trekkingowo – kulturową, czyli przejście najgłębszego w Austrii kanionu (nazywany jest tu Wielkim Kanionem Austrii) i przejażdżkę fenomenalną kolejka wąskotorową Mariazellerbahn . Tak się składa, że to rzeczy, które obydwoje z Anią bardzo lubimy – mamy świetne wspomnienia z Serbii, gdzie podróżowaliśmy wąskotorówką z czasów austro-wegier, a w Czarnogórze płynęliśmy Tarą – najgłębszym kanionem w Europie. Teraz mamy szansę na blisko 10 kilometrowy trekking przez Naturpark Ötscher-Tormäuer, podziwianie licznych wodospadów, w wąskiej i głębokiej na kilkaset metrów dolinie. Oby tylko dopisała pogoda. Rozważamy też drugą opcję – na niepogodę. Kobieta proponuje nam Eisenstraße. Brzmi tajemniczo. Moje skojarzenia kręcą się wokół lodów, lodu, lodowca, szeler, algida, koral… Po chwili jest mi wstyd… Nie mieliśmy najmniejszego pojęcia, że jesteśmy w zagłębiu kowalskim średniowiecznej Europy. W związku z bogatymi złożami żelaza w rejonie Ybbsitz, w XIV wieku rozwinął się tu fach kowalski – rękodzielnicze wyroby eksportowano od Włoch po Rosję, aż do ówczesnego imperium otomańskiego. W samym Ybbsitz, w XVI wieku rezydowało 90 kowali. Po wielkiej rewolucji przemysłowej, dziś kowalstwo ponownie kwitnie tu w najlepsze. Austriacy zamiast płakać nad niską opłacalnością ludzkiej siły roboczej „przekuli” przemysł na turystykę – odbudowano stare kuźnie, z kominów znów snuje się dym, zaś kowale kują na potrzeby lokalnych, turystycznych inwestycji i utworzonej z końcem lat 90-tych Trasy Kowalstwa – Eisenstraße. Schodziliśmy do Lackenhof z uradowanymi buziami. Mostviertel zaczęło nas zaskakiwać – godzina po godzinie. I pomyśleć, że jechaliśmy tutaj z minami na kwintę, wkurzeni, że nas „wywożą” z gór w jakieś pagóry. Gdy jesteśmy w połowie drogi, zaraz za nami pojawia się wielka, czarna chmura.

_PTR3724-01

Ania&Piotr