Pin It

Co za świat! W 2000 roku szedłem blisko 10 dni by zobaczyć kolorowe namiociki bazy pod Everestem. Dziś można to zrobić nie ruszając się z miejsca. 

Czy podróże fotograficzne tak właśnie będą wyglądały? Mam nadzieję, że nie! Myślę, że takie niespodzianki, które szykuje nam od czasu do czasu Wujek Google to tylko teaser, zachęta, inspiracja, żeby ruszyć tyłek z krzesła i pojechać, wspiąć się, zobaczyć. Np. Everest. W 2000 roku miałem tę przyjemność i powiem Wam – rzecz warta każdych pieniędzy! Słynny ice fall, moreny, Lhotse, Nuptse, wierzchołek Góry Gór… Tuż obok malowniczy Pumori. No i cała trasa z Lukli, powolna, żmudna, nieco męcząca. Oddychanie cienkim powietrzem to także zupełnie inna historia – doświadczenie, które pamięta się do końca życia. Dla mnie dwie wyprawy w Himalaje (pierwszą, w rejonie Annapurny zaliczyłem w 1998 roku) to były przede wszystkim małe szkoły: cierpliwości, pokory i uległości. Bo z najwyższymi górami świata nikt nie wygrał i nie wygra. Nigdy. Można jedynie przyjąć ich reguły gry.

Udało mi się  dotrzeć na położony na wysokości 5 545 m n.p.m. wierzchołek widokowej Kala Patthar – Czarnej Skały, z której roztacza się jeden z najpiękniejszych – jeśli nie najpiękniejszy –  widoków na Everest od strony Nepalu.  Kto ciekaw jak wygląda rzeczywistość w tym oryginalnym miejscu – niechaj klika poniżej w mapy Googla i ogląda zdjęcia.


Kliknij, aby zobaczyć większą mapę

Everest z Kala Patthar (c) Piotr Trybalski

Everest z Kala Patthar (c) Piotr Trybalski

 

Po prawej Nuptse, w środku czarna piramida Everestu, na dole "zakręt" lodowca Khumbu i po lewej, na zakręcie baza pod Everestem (c) Piotr Trybalski

Po prawej Nuptse, w środku czarna piramida Everestu, na dole "zakręt" lodowca Khumbu i po lewej, na zakręcie baza pod Everestem (c) Piotr Trybalski