Pin It

Sposoby na lajki? Hm, na pewno spotkałeś się, fotografie, z taką sytuacją: zrobiłeś zdjęcie, oglądasz je w komputerze, obrabiasz i już wiesz – to będzie hit. Na miarę World Press Photo, Photo of The Year International albo chociażby Wielkiego Konkursu Fotograficznego National Geographic. No nie ma innego wyjścia! Jesteś święcie przekonany, że ta fotografia przyspieszy twoją karierę, że ruszysz z kopyta, zaczniesz „żyć ze zdjęć” i niczym Tomasz Lazar rozbijać się po świecie i zagranicznych czasopismach. Będziesz jak Tomasz Tomaszewski i Tomasz Sikora w jednym! Będziesz nowym Gudzowatym i Brodziakiem.

Wrzucasz więc. Dla pewności wszędzie: na Facebooka, na Instagrama, Pinteresta. Z wypiekami na twarzy klikasz odśwież, odśwież, odśwież i nic. Dupa blada. Wpada lajk, potem drugi, trzeci i cisza. Po godzinie czwarty. Nikt nic nie pisze w komentarzu, nie udostępnia. Zdenerwowany wchodzisz na grupy fotograficzne, o na przykład . Wrzucasz i czekasz. Cisza, dwa lajki wpadły. Zdesperowany piszesz w komentarzu: „Naprawdę nie podoba wam się to zdjęcie? Co jest z nim nie tak? W czym gorsze jest od zdjęć innych???”. Dostajesz odpowiedzi, chłoszczą cię opiniami, a to, że ręce przycięte, że krzywy horyzont, kolory blade i w ogóle nie ostre. Ktoś zarzuca ci „ścisk dupy”, poleca, żebyś pooglądał zdjęcia a to tego fotografa, a to tamtego. I sam się dowiesz. Masakra. Zamykasz komputer i nie chcesz więcej tego widzieć. Żałujesz, że wrzuciłeś, żałujesz, że fotografujesz, żałujesz, że w ogóle poszedłeś w tym kierunku fotograficznym, miast robić zdjęcia… No właśnie, jakie zdjęcia?

Ten tekst wynika z moich osobistych doświadczeń. Ścisk dupy nie jest mi obcy! Tyle, że zamiast kopać się z koniem pomyślałem, przeanalizowałem, zrozumiałem. I wykładam jak najlepiej potrafię. Nie jestem egoistą. Chcę by z mojej wiedzy skorzystali także inni fotografujący.

Jak więc uzyskać więcej lajków pod własnymi fotografiami? Oto krótki poradnik w 10 krokach.
1. Postaw na jeden wymiar – efekt WOW się liczy, a reszta to… kamieni kupa

Bo jest tak. Jedziesz, lecisz, kilka dni, płyniesz rzeką, mokniesz. Docierasz w końcu na jakieś zadupie, znajdujesz jakąś rodzinę, o, gdzieś tam, dajmy na to w górach w Wietnamie. Poznajesz ich, spędzasz parę dni w ich domu. Zaczynasz fotografować, Setki zdjęć, godziny wyczekiwania. Czekasz aż przestaną się wstydzić, krygować, są naturalni, prawdziwi. Wybierasz zestaw 6 zdjęć, mocny reportaż społeczny. Ona uczy się przy świeczce, 12 latek robi pranie w rzece, matka biega za turystami, a ojciec na plecach nosi – zawodowo – worki z ryżem. Buch, na Facebook! 10 lajków…

A potem jedziesz na Kasprowy, kolejką, siadasz, jest zachód słońca, 10 zdjęć, w domu 30 min w Lightroomie. Kolory jak z bajki. TPN szeruje foto, Zakopane też, 12 tys lajków w dwie godziny. No ja pier…dzielę!!! Jaka z tego nauka? Nie baw się w intelektualistę. Posługuj się prostym kodem. Ma być efekt WOW, ma wzbudzać reakcję: o ja cię! Ale fota! Mega! Czad. Chleba i igrzysk – głosi stare powiedzenie. Bajecznych kolorów i zachodów słońca – mówi jak najbardziej współczesne, facebookowe powiedzenie. Nie wierzysz? Zobacz tutaj.

         

2. Rób konkretne kadry, takie, które… się klikają.

              Tak, to prawda. Są zdjęcia, które klikają się bez względu na ich artystyczny poziom. Rób takie zdjęcia i wrzucaj. Przeanalizowałem setki stron i fanpage i wiem, że klikają się (zawsze): buźki afrykańskich dzieci – obowiązkowo zasmarkane, biedni ludzie z Trzeciego Świata, konie, kotki – szczególnie w zbliżeniach i z adnotacjami schroniskowymi, nagie kobiety – temu poświęcam osobny punkt, ponieważ temat jest ogromnie ważny, kompozycje z jedzeniem – szczególnie na kolorowych tłach – artystycznie minimalistyczne, oczywiście zdjęcia robione rybim okiem – to już kanon foto-urody, dalej fotki z lokalną separacją koloru – na przykład czarno-biała, piękna pani w zwiewnej sukni z czerwoną różą w dłoni. Nie wymyślaj prochu!

     

3. Wrzucaj na grupy

              Bogu dzięki na Facebooku mamy grupy. Na grupach mamy tysiące członków i tysiące potencjalnych lajków. A jeśli pomnożymy to razy dziesięć… Nadążasz? Wrzucaj zdjęcia na grupy, na tyle ile się da! Dołączaj do kolejnych i wrzucaj, wrzucaj, wrzucaj. To z pewnością przełoży się na lajki, a zajmie ci maksymalnie pół godziny dziennie. Albo i mniej. Statystyki nie oszukasz. Poważnie! Moja ulubiona grupa, na którą koniecznie trzeba wrzucać zdjęcia – FOTOGRAFIA.

     

4. Lajkuj innych i pisz do innych

              Nooo kochany, coś za coś. Chcesz by cię kochali – kochaj innych. Jak siebie samego. Na takim Instagramie lajkuj jak idzie, śledź kogo możesz. Im więcej tym lepiej. A pod zdjęciami pisz, że są świetne, że zapraszasz do siebie i takie tam, słodkie gadki. Gwarantuje ci, że większość się na to złapie. Pamiętaj, zawsze pisz pozytywnie. A… zapomniałbym. Jeśli ktoś skomentuje twoje zdjęcie na Fejsie – koniecznie odpisz na komentarz, najlepiej bardzo dziękując. Możesz też wejść na jego profil zerknąć czy ma zdjęcia, a jeśli ma – zalajkować je i skomentować, że są świetne.      

5. Zaprzęgnij rodzinę i bliskich znajomych.

              Zasada jest prosta – jak zdjęcie ma 10-20lajków to zyska więcej. Ot, taka wartość krytyczna, break-even point lajkowania. A najłatwiej je zdobyć wykorzystując przychylnych ci, z definicji, przyjaciół i rodzinę. Ślij więc link w wiadomości prywatnej, a najlepiej zrób od razu chat grupowy na Facebooku i regularnie posyłaj zdjęcia do lajkowania. To działa!      

6. Oznaczaj na zdjęciach.

              Nie, nie znajomych. To też, ale limit oznaczania jest dość mały. Dlatego oznaczaj znane osoby! Przykładowo – wrzucasz zdjęcia z gór – oznacz jakiegoś znanego himalaistę. Większość z nich ma tak poustawiane zasady prywatności, że twoje zdjęcie momentalnie pojawi się na ich tablicy! Jeśli trafisz w moment gdy będą na wyprawie – za szybko tego nie usuną.  A jeśli ktoś znany i lubiany jest oznaczony na twoim zdjęciu, to… No jasne! To znaczy like, like i jeszcze raz like. Podobnie działaj na Instagramie. Oznaczaj marki aparatów, obiektywów, producentów ciuchów – nie ważne, po prostu oznaczaj. Liczy się zasięg. Możesz też od razu wrzucać – szerować swoje zdjęcia na tablicach znanych osób. Część z nich nie ma tego zablokowanego. Otaczaj się celebrą to sam nią zostaniesz.      

7. Rób rankingi na blogu

              …jeśli go prowadzisz. Już tłumaczę o co chodzi: wymyśl sobie temat, np. portrety w podróży  i napisz do kilkudziesięciu fotografów – blogerów, których zdjęcia są lepsze od twoich i zaproś ich przesłania zdjęcia portretowego. Zrób z tego wpis, a pomiędzy zdjęciami innych umieść też swoje. Znasz zasadę marketingu, że marka ciągnie markę? Robiąc regularnie takie akcje z czasem twój status osiągnie poziom, który opisałem w ostatnim punkcie tego poradnika.

     

8. Pójdź w kolor, ale…

              No właśnie. Kolorowe zdjęcia lepiej się klikają, poważnie. Zwłaszcza, jak zaprezentowana rzeczywistość jest wręcz bajkowa, zupełnie inna od tej zastanej. Bo co ciekawego w obrazach, które na zdjęciu wyglądają jak w realnym świecie? Po co kopiować rzeczywistość? Zdjęcia bez odpowiedniej obróbki, filtrów w stylu instagrama nie mają sensu. Nie klikają się. Jeśli jeszcze tego nie potrafisz – nie lękaj się, nauczę cię, o tu. Z drugiej jednak strony… Czarno białe – co wiadome – są bardziej artystyczne. Ten dylemat pozostawiam tobie, drogi fotografie. Zrób z nim co chcesz, pamiętając jednak o pozostałych, opisanych tu zasadach.      

9. Postaw na nagość

              Kawałek jędrnej piersi? A może napięte pośladki na motocyklu lśniącym chromem? Opuszczona fabryka i ona, w zbyt dużej, męskiej koszuli, rozpiętej, boso, oparta o filar? To tylko kilka podpowiedzi by twoje zdjęcie nazbierało klików, że aż coś! Nagość zawsze się klika. To najważniejsza zasada w fotografii. Chcesz mieć lajki – idź w akt. Jak w dym! '1973'

10. Wrzucaj zdjęcia ze znanymi osobami.

 

Chodzi o to, żeby na zdjęciu była jakaś znana osoba i ty. Czyli wy, razem. Najlepiej w jakiejś zażyłości. To zawsze pomaga, ale uważaj – w skrajnych przypadkach może się okazać, że narazisz się na zazdrość, zawiść i w konsekwencji hejt. Ktoś może rozszyfrować twoja strategię i napisać, że się lansujesz. Dlatego –  ostrożnie! Nie rób tego zbyt często. Dodając takie zdjęcia, z czasem pomyślą, że jesteś celebrytą. Zdjęcia celebrytów zawsze są lubiane. To się wie! Jeśli pracujesz w Warszawie nawiąż kontakt z kimś z gazet plotkarskich. Znajdź informatora. Znani ciągle pojawiają się na jakiś imprezach. Himalaistów spotkasz na najbardziej lansiarskiej imprezie w kraju – Festiwalu Górskim w Lądku Zdroju.

To ja z Martyną Wojciechowską (zdjęcie lewe, fot. Burda) i z Beatą Pawlikowską (zdjęcie prawe, fot. Robert Zalewski). No chyba nie muszę wam tłumaczyć kim są te panie, prawda???

To ja z Martyną Wojciechowską (zdjęcie lewe, fot. Burda) i z Beatą Pawlikowską (zdjęcie prawe, fot. Robert Zalewski). No chyba nie muszę wam tłumaczyć kim są te panie, prawda???

11. …i na koniec – wyrób sobie nazwisko.

 

Nie wiem jak, nie pytaj. Ale zrób to! Może za 10, 20, a może i za 30 lat będziesz na takim etapie, że każdy kto spojrzy na twoje nazwisko zapisane pod zdjęciem od razu da ci lajka. Bez zastanawiania się co prezentuje fotografia. To moment w życiu każdego fotografa, kiedy można usiąść ze szklaneczką łiskacza przed kominkiem i mieć daleko gdzieś wszelkie rankingi, konkursy, laury chwały i inne pochwały, które napędzają, motywują wielu fotografujących. Moment, w którym uświadomisz sobie prosty fakt: nie zawsze to co ma wiele lajków jest godne uwagi. Nie zawsze jest ważne, mądre, wielopłaszczyznowe. O, żeby daleko nie szukać. Podoba Ci się poniższe zdjęcie? Zobacz je dokładnie, a potem przeczytaj poniżej.

To jest zdjęcie samego Martina Parra! Tak, tak, TEGO Parra, z agencji Magnum, co to wydał mnóstwo książek, dostał wiele nagród i jest znany na całym świecie. Zaskoczony? No myślę! Pewnie masz mnóstwo takich zdjęć w kolekcji. Ale nikt nie zwraca na nie uwagi.

Teraz już wiesz dlaczego.